Inwestycje alternatywne

Dywersyfikacja bitcoina w złocie

Bitcoin nie przestaje zaskakiwać. Jego kurs na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat wygląda zupełnie nieprawdopodobnie. I właściwie wydarzyć się mogą tylko dwie rzeczy: albo nastąpi gwałtowne załamanie, albo nie.
Foto: AFP

Ludzie zajmujący się zawodowo handlem kryptowalutami twierdzą, że kurs będzie rósł wiecznie. Namawiają nas więc do tego, by – kolokwialnie mówiąc – „wskakiwać do rozpędzonego pociągu". To oczywiście bardzo niebezpieczna sytuacja, bo co, jeśli okaże się, że nie mają racji i kurs BTC jednak się załamie, a potem znajdzie poziom równowagi na przykład w okolicach 1 tys. USD? Ktoś, kto kupił go np. za 17 271 USD, poniesie gigantyczne straty.

Należy także podkreślić, że o wiecznie zwyżkach trwających w nieskończoność najczęściej mówią właściciele giełd i kantorów, którzy czerpią zyski z obrotu, bez względu na to, czy kurs rośnie, czy spada.

Dywersyfikuj!

W obliczu tak gigantycznych zwyżek istnieje spora pokusa, by w BTC ulokować wszystkie swoje oszczędności. Ale to oczywisty błąd. Nie należy tak robić w wypadku żadnego z aktywów, a już na pewno nie takiego, które zachowuje się w sposób tak bardzo nieprzewidywalny jak bitcoin. Zysk zawsze wiąże się z ryzykiem, a im większy zysk, tym większe ryzyko. Podążając tą logiką i dopuszczając choć cień możliwości, że bitcoin jednak nie zrewolucjonizuje światowej ekonomii, należy się spodziewać, że jednak krach może nastąpić.

Ale nawet zakładając, że do kogoś nie docierają żadne głosy rozsądku i że w dalszym ciągu chce zainwestować wszystko w kryptowalutę, to może warto podejść do tego w ten sposób: jeżeli faktycznie cena bitcoina będzie rosnąć, nic nie stracisz, jeśli przesuniesz chociaż 10 proc. swoich aktywów gdzieś indziej. Jeśli jednak bańka bitcoinowa pęknie, masz szansę ocalić 10 proc. swoich pieniędzy.

Dlaczego akurat złoto?

Za złotem przemawia w tej sytuacji całkiem sporo, a konkretnie to, co łączy je z bitcoinem? – oba te rodzaje aktywów w pewien sposób przeciwstawiają się systemowi monetarnemu opartemu na bankach centralnych i pieniądzu fiat. Złoto to możliwie najbardziej naturalny wybór dla tych, którzy skierowali się w stronę bitcoina z pobudek ideologicznych? – przede wszystkim wielu inwestorów z początkowej fazy bitcoinmanii, w których rękach znajduje się teraz znacząca część wszystkich wirtualnych monet. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której zatwardziali zwolennicy zdecentralizowanego bitcoina przesuwają nagle swój kapitał w stronę giełdy, obligacji czy chociażby lokat bankowych.

Drugą kwestią jest obecna cena złota, daleka od maksimów z 2011 r. Obecnie coraz częściej mówi się o „bańce wszystkiego" – nieruchomości, obligacji korporacyjnych czy właśnie kryptowalut. Rekordy biją najważniejsze amerykańskie indeksy giełdowe, takie jak Nasdaq, Dow Jones Industrial Average czy S&P 500. Przebijają nawet swoje poziomy sprzed kryzysu z 2008 r. czy pęknięcia bańki dotcomów.

I w końcu – zważywszy na obecną sytuację na rynkach finansowych – można zaryzykować hipotezę, że oczekujemy na coś więcej niż tylko na pęknięcie bańki bitcoinowej – rekordowa hossa musi się kiedyś skończyć. Pęknięcie bańki na bitcoinie i przesunięcie tej całej masy kapitału np. w stronę złota może stanowić impuls do wzrostu cen tego kruszcu i uruchomienia kolejnych przepływów kapitału np. z mocno napompowanych już giełd w stronę bezpiecznych metali.

To oczywiście daleko idące wnioski, mocno uzależnione od tego, co będzie się działo na samym bitcoinie. Ale scenariusza takiego nie da się wykluczyć.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły