Felietony

Wyniki kontra wyniki

Udany sezon wyników i powrót S&P500 do historycznych rekordów to jedyna w tej chwili szansa dla GPW na przezwyciężenie, obserwowanej od stycznia, słabości i poprawę koniunktury.

Marcin Kiepas, analityk

Foto: materiały prasowe

Nie ma wątpliwości, że wojny handlowe to obecnie największe zagrożenie, zarówno dla światowych giełd, jak i dla globalnej gospodarki. To potencjalne źródło nowego globalnego kryzysu finansowego. Jeszcze większego niż ten z 2007 r. Tyle tylko, że inwestorzy praktycznie to zagrożenie i ten temat ignorują.

To trochę przypomina historię ze złotym pociągiem. Co jakiś czas wprawdzie temat wraca, wywołując duże emocje na rynkach. By chwilę później równie szybko zniknąć jak się pojawił, w otchłani medialnego szumu i innych tematów. W tej sytuacji nie dziwi, że obecnie uwaga inwestorów przede wszystkim koncentruje się na wynikach spółek. To temat, który przez najbliższe 3–4 tygodnie będzie w głównej mierze kreował trendy na światowych giełdach.

W piątek banki JP Morgan, Citigroup i Wells Fargo w umowny sposób otworzyły sezon wyników w USA. A będzie to kolejny świetny kwartał dla spółek z Wall Street (ze wskazaniem na firmy energetyczne, surowcowe i chemiczne). Oczekuje się, że zyski (zysk na akcję – EPS) firm z indeksu S&P500 wzrosły w okresie kwiecień–czerwiec o 20 proc. w relacji rocznej, po tym jak w pierwszych trzech miesiącach roku wzrost ten sięgnął aż 24,8 proc. i był najwyższy od siedmiu lat.

Doświadczenie poprzednich kwartałów sugeruje, że ostateczne wyniki przewyższają tzw. rynkowy konsensus. Tak jak chociażby we wspomnianym I kwartale, gdy prognozowano dynamikę zysków na poziomie 17,1 proc. rok do roku, a ostatecznie ukształtowała się ona na poziomie 24,8 proc. I co więcej, zapewne nie będzie to ostatni tak dobry kwartał.

Oczekuje się, że reforma podatkowa, ale też i w krótkim terminie wojny handlowe, w sposób pozytywny będą oddziaływać na wyniki amerykańskich spółek również w następnych dwóch kwartałach. I tak aktualne prognozy na III kwartał zakładają dynamikę zysków spółek z S&P500 na poziomie 21,7 proc. To bardzo ważne. Wysoko postawiona poprzeczka co do II kwartału mogłaby sprowokować realizację zysków w momencie, gdyby wbrew powszechnym oczekiwaniom, spółki w sposób zauważalny nie przekraczały rynkowych prognoz lub gdyby ich prognozy co do najbliższej przyszłości nie były dość optymistyczne. Mówiąc wprost, mogłoby to wywołać realizację zysków na zasadzie sprzedawania faktów.

Tak jednak, gdy jeszcze przez dwa kwartały wyniki spółek mają być pompowane przez wcześniejsze decyzje Trumpa, opuszczanie teraz Wall Street jest po prostu przedwczesne. Owszem, jakaś krótka korekta może się zdarzyć, ale generalnie amerykańskie indeksy powinny w kolejnych miesiącach podążać w górę. Stąd też na nowe rekordy „skazany" jest nie tylko Nasdaq, który te rekordy właśnie poprawia. Tą samą ścieżką powinien podążać również S&P500, który aktualnie atakuje ważną strefę oporu wokół poziomu 2800 pkt, a któremu do szczytu ze stycznia brakuje 2,6 proc.

Udany sezon wyników i powrót S&P500 do historycznych rekordów to jedyna w tej chwili szansa dla GPW na przezwyciężenie, obserwowanej od stycznia, słabości i poprawę koniunktury. Niestety, nawet jak sytuacja na Wall Street rozwinie się w pożądanym przez wielu inwestorów kierunku, na drodze do wzrostów warszawskich indeksów mogą stanąć... wyniki spółek. Tym razem polskich.

Na GPW sezon publikacji raportów za II kwartał (lub półrocznych) startuje wprawdzie w trzeciej dekadzie lipca, ale kilka spółek już podało do wiadomości szacunkowe wyniki, co rzuca nieco światła na to, czego można oczekiwać. I niestety za wiele nie można. Wygląda na to, że polskie firmy w dalszym ciągu mają problem z przełożeniem wysokiego wzrostu gospodarczego, co widoczne jest chociażby w rosnących przychodach, na równie wysoką dynamikę zysków. Czy wręcz borykają się ze spadkiem zysków. Taka sytuacja była w I kwartale, gdy przychody spółek giełdowych wzrosły o 6 proc., ale za sprawą mocno rosnących kosztów, ich roczna dynamika zysków obniżyła się o 8 proc.

Niedawne doniesienia chociażby z Budimeksu sugerują, że w II kwartale nic się nie zmieniło. Dlatego też mimo że wielu analityków ocenia, że bardzo duża grupa spółek notowanych na GPW jest już tania, to kupno ich akcji wciąż obarczone jest ryzykiem. Bo jak mówi znane powiedzenie giełdowe: akcje nigdy nie są na tyle drogie, żeby nie mogły być droższe i nie są na tyle tanie, żeby nie mogły być jeszcze tańsze. Stąd też paradoksalnie, obecnie mniej ryzykowne jest inwestowanie w spółki z USA niż z Polski.


Wideo komentarz