Felietony

Autonomiczny wyścig technologiczny

W wyścigach często ciekawsza od czołówki jest grupa pościgowa.

Tomasz Świderek publicysta ekonomiczny

Foto: Archiwum

Trwa wyścig dużych i małych firm, w którym stawką w 2030 r. jest jak największy kawałek rynku wartego wówczas – według prognoz Goldmana Sachsa – 285 mld dolarów. Wszyscy uczestnicy wyścigu chcą przygotować jak najszybciej jak najlepsze rozwiązania dla samochodów autonomicznych.

Auta autonomiczne projektują i testują zarówno wielkie giełdowe spółki, jak i startupy. Najbardziej zaawansowani testują samochody działające na czwartym poziomie w pięciostopniowej skali autonomiczności. Poziom 4 oznacza, że auto jeździe samodzielnie, ale kierowca w każdej chwili może przejąć nad nim kontrolę.

Liderem wydaje się Waymo, spółka kontrolowana przez Alphabet, czyli właściciela Google'a. Za rozwiązaniami Waymo przemawiają wielkie liczby. 5 mln mil przejechanych po drogach i ulicach 25 miast, miliardy kilometrów przejechanych w komputerowych symulacjach, a także niska na tle innych firm testujących autonomiczne samochody liczba kolizji w stosunku do przejechanych kilometrów, jak również najniższa liczba sytuacji, w których pracownik firmy musiał przejąć kontrolę nad autonomicznym autem.

Waymo nie jest samotnym liderem. Tuż za nim plasuje się motoryzacyjny gigant GM. W wartym miliard dolarów rocznie programie badawczo-rozwojowym firmy wykorzystywane jest ponad 200 Chevroletów Bolt, które jeżdżą ulicami kalifornijskiego San Francisco, jak i w stanach Arizona i Michigan. Mocną przewagą Waymo nad GM jest maksymalna prędkość autonomicznego samochodu. Te z GM jadą nie więcej niż 25 mil na godzinę. Koncern zapowiada, że wkrótce auta przyspieszą, a mają na to pozwolić rozwiązania Strobe, startupu przejętego w ub.r. przez GM.

Przewagą GM nad Waymo są własne fabryki. To pozwala produkować w przyszłości auta autonomiczne taniej. Dziś taki samochód kosztuje około 200 tys. dolarów, czyli niemal sześć razy więcej niż produkowany przez GM elektryczny samochód na baterię (BEV) Chevrolet Bolt. Gdy uwzględnimy zasięg – 238 mil – elektryczny bolt jest stosunkowo tanim BEV. Porównywalnym cenowo z Teslą Model 3. Zastosowanie rozwiązań Strobe ma nie tylko przyspieszyć autonomiczne auta GM, ale pozwoli także na obniżenie kosztu ich produkcji o blisko 30 tys. dolarów.

Wadą GM jest duża liczba incydentów, w których brał udział pojazd autonomiczny koncernu. Jego szefowie tłumaczą to tym, że auta często jeżdżą po ulicach o dużym natężeniu ruchu.

W wyścigach często ciekawsza od czołówki jest grupa pościgowa. To któryś z jej uczestników może okazać się czarnym koniem. W przypadku aut autonomicznych tworzą ją według ekspertów zarówno motoryzacyjni giganci, tacy jak Daimler, Renault-Nissan i Volkswagen, jak i firmy dużo mniej znane, takie jak Aptiv (firma powstała na gruzach Delphi Automotive) i Zoox (klasyczny startup; powstał w połowie 2014 r. i od tego czasu pozyskał od inwestorów – według Crunchbase.com – 290 mln dolarów).

Za branżowymi gigantami stoją pieniądze, a także umowy z różnymi partnerami, którzy swymi rozwiązaniami wspierają prace nad samochodami autonomicznymi koncernów. Aptiv sporą część technologii, które dziś wykorzystuje, kupił, przejmując takie firmy jak Innoviz, Quanergy Systems czy NuTonomy. Podobnie jak Waymo swoje rozwiązania instaluje w wybranych modelach samochodów. Z kolei Zoox cierpi na chorobę wielu startupów. Stale musi szukać finansowania. Choć pozyskał całkiem sporo pieniędzy, to aby dokończyć bardzo obiecujący projekt – autonomiczne auto firmy jeździ po tych samych zatłoczonych ulicach co Bolt GM, a ponadto po autostradach, gdzie porusza się wyższą prędkością – potrzebuje jeszcze mniej więcej miliarda dolarów. Jak to ze startupami bywa, nie ma pewności, że znajdą się chętni włożyć kolejne grube miliony.

W każdym wyścigu jest jeszcze peleton. Zawsze może oderwać się od niego jedna lub kilka firm, które dogonią nie tylko grupę pościgową, ale też czołówkę. W tej grupie są BMW, Toyota, Ford, Volvo, Hyundai, a także Tesla, Uber i Baidu.

Z tych ośmiu firm najgłośniej ostatnio Uberze. Powodem jest śmierć pieszej potrąconej przez autonomiczny samochód Ubera w marcu w Tempa w Arizonie. Wypadek, którego przebieg jest dokładnie badany, spowodował czasowe zawieszenie testów nie tylko aut Ubera, ale także innych firm zajmujących się wdrażaniem autonomicznych pojazdów. O Uberze głośno było także w 2017 r., gdy pozew przeciwko firmie złożył Alphabet. W pozwie oskarżano Anthony'ego Levandowskiego, ówczesnego szefa programu autonomicznych samochodów Ubera, o to, że odchodząc z pracy w Alphabet skopiował dokumentację i informacje dotyczące autonomicznego auta, nad którym pracuje Waymo. Levandowski stracił pracę, a firmy podpisały wartą 245 mln dolarów ugodę, która skończyła spór.

Kto z ósemki jest najbardziej zaawansowany? Zapewne BMW i Uber. Kto z wszystkich uczestników wyścigu zgarnie największą część rynkowego tortu, tego dziś nie wie nikt.

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz