Analizy

Procesy demograficzne zmienią rynek pracy

Prawie ośmiokrotnie szybszy spadek liczby dostępnych pracowników w stosunku do spadku ogólnej liczby konsumentów musi zdecydowanie zmienić rynek pracy i panujące na nim zwyczaje
Foto: GG Parkiet

Ponowny wzrost stopy bezrobocia obserwowany od jesieni 2008 roku usunął w cień problem, o którym jeszcze nie tak dawno było całkiem głośno.

Otóż przed wybuchem obecnego kryzysu gospodarczego słyszeliśmy powszechne narzekania ze strony przedsiębiorców na problemy związane ze znalezieniem odpowiednich pracowników. A przypomnijmy, że stopa bezrobocia, publikowana przez GUS, spadła wtedy do poziomu 8,8 proc., a więc uznawanego za wysoki w krajach Europy Zachodniej.

Teraz ze zrozumiałych względów problem braku rąk do pracy zniknął, ale kryzys kiedyś się skończy i niedobór stanie ponownie na porządku dziennym. Tym razem jednak w nieporównywalnie większej skali. Do takich konkluzji skłania zarówno obecna struktura rynku pracy, jak i prognoza niekorzystnych zmian demograficznych na najbliższe dziesięciolecia. Jest to wyraźnie widoczne w publikacji Głównego Urzędu Statystycznego pt. „Prognoza ludności Polski na lata 2008–2035”.

[srodtytul]Prognoza zmian demograficznych i ich konsekwencje[/srodtytul]

Przyjmując rok obecny za bazowy w pierwszej kolejności należy odnotować wyraźny spadek liczby ludności, który czeka Polskę w nadchodzących latach. Przy czym, o ile w pięcioleciu 2010–2015 prognoza GUS zakłada jedynie niewielki regres, o tyle w następnych okresach tendencja ta zdecydowanie się pogłębi. Jednak w przypadku rynku pracy istotniejszy od zmniejszenia się liczby mieszkańców wydaje się spadek liczby osób w wieku produkcyjnym. Za będące w okresie zdolności do pracy uznaje się osoby z przedziału 18–64 lat. W tej to właśnie grupie między 2010–2015 ubędzie blisko 853 tys. osób.

Następne pięciolecie przyniesie jeszcze pogłębienie tych niekorzystnych tendencji. Z rynku w latach 2015–2020 odejdzie kolejne 1,215 mln pracowników. W okresie 2020–2035 proces ten zwolni, niemniej jednak ubędzie dalsze ponad 1,76 mln osób w wieku produkcyjnym. W efekcie w ciągu jednej dekady zasoby siły roboczej skurczą się o ponad 2 mln osób, czyli o wielkość zbliżoną do liczby zarejestrowanych obecnie bezrobotnych. W tym samym czasie liczba ludności kraju ogółem zmniejszy się tylko o ok. 260 tys. Jakie mogą być tego skutki dla rynku pracy?

[srodtytul]Za niska wydajność istotnym zagrożeniem[/srodtytul]

Prawie ośmiokrotnie szybszy spadek liczby dostępnych na rynku pracowników w stosunku do spadku ogólnej liczby konsumentów musi zdecydowanie zmienić rynek pracy i zwyczaje na nim panujące. Przede wszystkim zaryzykować można tezę, iż nadwyżka podaży pracy, praktycznie istniejąca w Polsce od momentu powstania gospodarki rynkowej, ustąpi miejsca nadwyżce popytu na pracę. Jest to tym bardziej prawdopodobne w świetle niedawnych informacji z Eurostatu o utrzymywaniu się w Polsce stosunkowo niskiej dynamiki wydajności pracy w przemyśle. Niska wydajność oznacza przecież konieczność zatrudniania większej liczby pracowników dla wyprodukowania tej samej liczby produktów niż byłoby to konieczne przy odpowiednio wyższej produktywności. Tym bardziej że również struktura zmian zasobów siły roboczej będzie niekorzystna.

Liczba pracowników zaliczanych do tzw. wieku mobilnego, czyli między 18 a 44 lata, zmniejszy się w ciągu dekady o ponad 1,2 mln osób. W grupie pracowników tzw. niemobilnych, czyli w wieku 45–65 lat, spadek będzie nieco niższy i wyniesie blisko 850 tys. osób. Z punktu widzenia rynku pracy wartość pracowników zaliczanych do grupy mobilnych wynika z faktu, iż są to osoby zdolne do zmiany stanowiska, miejsca pracy lub ewentualnego przekwalifikowania się. Podczas gdy pracownicy niemobilni to osoby, które nie mają już chęci na zmianę miejsca pracy, dokształcanie lub przekwalifikowanie się w celu zmiany stanowiska.

Zmiany demograficzne to proces długotrwały i praktycznie nie można liczyć na szybkie odwrócenie negatywnych tendencji. W tej sytuacji chcąc przeciwdziałać skutkom tych zmian Polska stanie, podobnie jak wiele krajów Europy, przed problemem importu siły roboczej. Tymczasem patrząc na dane z prognozy demograficznej GUS widoczny jest znaczący udział w strukturze siły roboczej osób w wieku popularnie określanym „50 plus”. Obecnie wynosi on blisko 38 proc., a po 2020 r. odnotuje szybki wzrost osiągając w 2035 r. poziom blisko 50 proc. osób będących w wieku produkcyjnym.

[srodtytul]Obecna sytuacja osób w wieku 50 plus na rynku pracy [/srodtytul]

Dane Eurostatu wskazują, iż w Polsce stopień aktywności zawodowej osób znajdujących się w wieku produkcyjnym jest jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Według stanu na koniec III kwartału 2009 roku niższy poziom aktywności zawodowej notowano tylko na Malcie, na Węgrzech i we Włoszech. Wynika to w dużym stopniu z bardzo niskiego tzw. średniego wieku wyjścia z rynku pracy. W Polsce wynosi on według danych za 2007 r. 59,3 lata, podczas gdy średnia w krajach Unii Europejskiej to 61,2 lata. Potwierdzają to dane dotyczące wskaźnika zatrudnienia w grupie osób w wieku 55–64 lata.

W 2008 r. wynosił u nas jedynie 31,6, podczas gdy średnia dla Unii Europejskiej wynosiła zaś 45,6, a niższy wskaźnik od Polski notowały tylko Malta i Węgry. Znając stan faktyczny należałoby postawić sobie pytanie, z czego on wynika? Oczywiście tendencja do wcześniejszej dezaktywizacji zawodowej w grupie starszych pracowników jest rezultatem wielu istotnych uwarunkowań. Poczynając od istniejących możliwości prawnych umożliwiających wcześniejsze przechodzenie na emeryturę, po pewne specyficzne podejście pracodawców do tej grupy potencjalnych pracowników.

O ile wszystkie uwarunkowania prawne są dość często podnoszone w publikacjach dotyczących sytuacji na rynku pracy, o tyle o negatywnym w większości nastawieniu pracodawców w odniesieniu do tej grupy pracowników jest raczej cicho. Tymczasem wydaje się, że dominującą obecnie praktyką jest niechęć pracodawców do zatrudniania osób w „wieku średnim i wyższym”.

Badania przeprowadzone przez IPSOS na zlecenie Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce zdają się potwierdzać takie spostrzeżenia. Pracodawcy twierdzą, że wiek pracownika nie jest dla nich – przynajmniej na etapie rekrutacji – istotny. Kiedy jednak dostają do wyboru młodego i starszego kandydata na pracownika, chętniej wybierają młodego. Ponad połowa badanych pracodawców (52 proc.) odpowiedziało, że przy wyborze pracowników do firmy o podobnych oczekiwaniach płacowych i podobnych kwalifikacjach decyduje się na młodszych, a odrzuca tych powyżej pięćdziesiątego roku życia. Jedynie 19 proc. zdecydowałoby się zatrudnić „raczej starszego kandydata”, a tylko 4 proc. „zdecydowanie” wybiera starszych kandydatów do pracy.

Rzecz jasna taki wybór częściowo jest uzasadniony. Aż 40 proc. badanych pracodawców podaje jako jeden z głównych czynników ograniczających chęć zatrudnienia osób po 50 roku życia obawy o ich stan zdrowia. Z drugiej jednak strony, co trzeci badany nie potrafi podać żadnego konkretnego powodu swoich obaw. W efekcie jak podaje raport, 40 proc. pracodawców było skłonnych uznać, iż to właśnie ich niechętny stosunek do zatrudniania starszych pracowników jest główną przyczyna bezrobocia w tej grupie osób.

Wydaje się, że w postrzeganiu pracowników z grupy „50 plus”, pomimo upływu 20 lat od początków gospodarki rynkowej w Polsce wciąż dominują stereotypy o ich nieprzystosowaniu do wymogów rynku pracy. Być może jeszcze 10–15 lat temu takie przekonanie miało uzasadnienie, jednak dziś jest to już anachronizm. Jeśli spojrzymy na zamożne państwa Europy Zachodniej, to ludzie, którym brakuje 15–20 lat do osiągnięcia wieku emerytalnego, wciąż są aktywni na rynku pracy i wnoszą wkład w rozwój gospodarczy tych państw. Czas również w tym względzie podążyć za Europą.

Tekst wyraża osobiste poglądy autora


Wideo komentarz