Jeszcze dziesięć lat temu taki scenariusz zostałby powszechnie wyśmiany: Bułgaria zostaje przyjęta do strefy euro. Najbiedniejszy, najbardziej dotknięty przez korupcję i zorganizowaną przestępczość postkomunistyczny kraj UE dumnym członkiem strefy euro. Teraz wygląda na to, że ten scenariusz może zostać w ciągu kilku lat zrealizowany. – Bułgaria jest na drodze do strefy euro – mówił w czerwcu Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. Władisław Goranow, bułgarski minister finansów, przekonywał wówczas na forum ekonomicznym w Sofii, że jego kraj powinien zostać objęty mechanizmem kursowym ERM2 przygotowującym (przez co najmniej dwa lata) do wejścia do strefy. Władze Bułgarii nie wyznaczyły jeszcze oficjalnej daty możliwej akcesji, ale będą się starały, by kraj przystąpił do tego klubu. To duży kontrast z postawą władz Polski, Czech i Węgier, które dają wyraźnie do zrozumienia, że do Eurolandu im się nie spieszy. Bułgaria i sąsiednia Rumunia to obecnie jedyne kraje, które poważnie rozważają wejście do unii walutowej. W Brukseli muszą czuć się dziwnie z tego powodu...
Statystyki nie wszystko powiedzą
Formalnych przeszkód do przyjęcia euro przez Bułgarię nie ma zbyt wiele. Co więcej, kraj ten spełnia kryteria przyjęcia do Eurolandu o wiele lepiej niż większość państw należących obecnie do unii walutowej. W zeszłym roku Bułgaria miała zbilansowany budżet, a prognozy Komisji Europejskiej mówią, że w tym roku jej deficyt finansów publicznych wyniesie zaledwie 0,4 proc. PKB. Dług publiczny ma się zaś zmniejszyć do 26,8 proc. PKB. Prognozy mówią też o 1,3 proc. inflacji w tym roku. Uczestnictwo w mechanizmie ERM2 nie powinno być dla Bułgarii żadnym problemem. Lew, jej narodowa waluta, jest bowiem powiązany kursem z euro od samego początku istnienia wspólnej europejskiej waluty. Wcześniej, od 1997 r., był powiązany z marką niemiecką. Problemem jest to, że bułgarski system prawny nie jest jeszcze odpowiednio dostosowany do przyjęcia euro, ale to się da łatwo zmienić w okresie przejściowym. Jedyną realną barierą przed przyjęciem Bułgarii do Eurolandu są więc obawy polityczne.
– Kraje członkowskie muszą spełniać minimalne kryteria konwergencji, z czym Bułgaria radzi sobie świetnie. Ale są również kwestie dotyczące trwałości tej nominalnej konwergencji – wskazywał Dombrovskis. Bruksela daje więc Sofii sygnały, by bardziej popracowała nad reformami gospodarczymi.
Jeśli chodzi o bułgarski wzrost PKB, to nie ma powodów do narzekań. Komisja Europejska prognozuje, że ma on w tym roku wynieść 2,9 proc., a to wynik o wiele lepszy niż w przypadku wielu państw strefy euro. Problemem jest jednak to, że ten wzrost gospodarczy nie zawsze przekłada się na poprawę standardów życia Bułgarów. PKB na głowę (liczony z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej) ma w tym roku wynieść w Bułgarii, według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, 21,5 tys. USD. To mniej niż w Rumunii (24 tys. USD), w wyniszczonej kryzysem Grecji (27,9 tys. USD), Polsce (29,4 tys. USD), Portugalii (30,2 tys. USD) czy w Turcji (25,8 tys. USD). Ponad 20 proc. mieszkańców Bułgarii żyje poniżej progu ubóstwa.