Emmanuel Macron, kandydat partii En Marche!, ma problem z autentycznością...
Choć do wyborów prezydenckich we Francji są jeszcze ponad dwa miesiące, to rynek już wykazuje oznaki lekkiego podenerwowania. Przejawia się ono m.in. we wzroście różnicy między rentownością niemieckich i francuskich obligacji dziesięcioletnich. Jest to w pełni zrozumiałe, gdyż kampania prezydencka we Francji zaliczyła ostatnio kilka dramatycznych zwrotów. Kandydat centroprawicy Francois Fillon, afiszujący się swoim uwielbieniem dla thatcheryzmu i obiecujący masowe zwolnienia w sektorze publicznym, został przyłapany na tym, że fikcyjnie zatrudniał angielską żonę, która dzięki temu pobierała pokaźne wynagrodzenie. Tzw. Penelope Gate doprowadziła do załamania się sondażowego poparcia dla Fillona. Rządzący socjaliści oraz ich kandydat Benoit Hamon nadal prezentują się słabo, a kandydatka eurosceptycznego Frontu Narodowego Marine Le Pen ma się coraz lepiej w sondażach. Wygląda na to, że w drugiej turze wyborów zmierzy się z kandydatem lewicy, byłym ministrem gospodarki i zarazem byłym bankierem inwestycyjnym Emmanuelem Macronem. Niemal wszystkie symulacje wykazują, że Macron wygrałby z nią w tym starciu, ale są eksperci, którzy podważają ten scenariusz. Singapurski fundusz Leonie Hill Capital wyliczył za pomocą specjalnego programu analizującego m.in. trendy w mediach społecznościowych, sondażach i demografii, że Le Pen ma poważne szanse na zwycięstwo w drugiej turze. W obecnych warunkach Macron zdobyłby w niej 52,3 proc. głosów, a Le Pen 47,7 proc., ale jeśli Le Pen wygra w pierwszej turze (a na to się zanosi), to zachęci to wielu niezdecydowanych wyborców do zagłosowania na nią. A wówczas Unia Europejska dozna szoku większego niż w przypadku Brexitu, a eksperci znów będą się bronić, wskazując, że „przecież nie dało się przewidzieć wygranej Le Pen".
Naturalna śmierć kawiorowej lewicy?
– Jako obywatel Francji uważam, że przedwyborcze obawy są przesadzone i bazują na niezrozumieniu francuskiego systemu politycznego. Wiele analiz ostatnich wyborów kantonalnych i regionalnych wskazuje, że wyborcy zazwyczaj unikają popierania kandydatów lub list wystawionych przez Front Narodowy – uspokaja Charles Dembik, dyrektor ds. analiz makroekonomicznych w Saxo Banku.
Rzeczywiście, w wielu poprzednich wyborach Front Narodowy miał poważne trudności z przebiciem „szklanego sufitu". Gdy kandydaci tej partii mieli szanse na poważniejsze sukcesy wyborcze, łączyły siły przeciwko nim establishmentowa lewica i prawica, które straszyły wyborców „zwycięstwem faszystów". Ta sztuczka wielokrotnie się sprawdziła, ale stała się przez to już nieco zużytym trikiem. Front Narodowy zdołał zaś w ostatnich latach mocno przebudować wizerunek. Stał się partią koncentrującą przekaz na sprawach gospodarczych i socjalnych. Zdołał dzięki temu przejąć sporą część tradycyjnego, robotniczego elektoratu socjalistów. Elektoratu, który jest mocno rozczarowany beznadziejnymi rządami Partii Socjalistycznej i prezydenta Francoisa Hollande'a. – Moje dokonania powinny być oceniane głównie poprzez to, jak zmieniła się krzywa zatrudnienia – mówił kilka lat temu Hollande. Werdykt jest więc jednoznacznie negatywny: od początku kadencji Hollande'a liczba etatów we Francji skurczyła się o 660 tys.