Twierdzi, że źródłem poprawy marż będzie cięcie kosztów. Procad zrezygnował m.in. z utrzymywania oddziału w Warszawie, który ma teraz wspólną siedzibę z inną firmą z grupy. Oszczędności z tego tytułu sięgną ok. 0,2 mln złotych rocznie.

Jarzyński przyznaje, że rynek systemów Autodesk nie rośnie i tak może być w kolejnych latach. – Musimy szukać nowych pomysłów na biznes. Budujemy portfolio własnych rozwiązań i usług, które uzupełniają aplikacje Autodesk – twierdzi prezes. Procad liczy też na dynamiczny rozwój spółek zależnych (ma ich trzy), w tym DesArt, który świadczy usługi projektowe dla branży motoryzacyjnej, stoczniowej i przemysłu wydobywczego. – DesArt stanął w zeszłym roku na nogi. Portfel zamówień na ten rok również wygląda bardzo dobrze – mówi Jarzyński. Jego zdaniem gdyby w tym roku Procadowi udało się wypracować 1 mln zł zysku netto, a pozostałe spółki dołożyłyby trochę do tego wyniku, byłby to dla grupy dobry rok.

W 2011 r. Procad, na poziomie skonsolidowanym, miał 0,65 mln zł zysku netto i 46 mln złotych przychodów. Rok wcześniej zarobek wynosił 0,62 mln złotych, a sprzedaż 44 mln zł. Znacznie gorzej wyglądały rezultaty spółki matki, która zarobiła 0,24 mln zł wobec 0,69 mln złotych w 2010 r. Bardzo słabo sprzedawały się usługi szkoleniowe. Spadł też popyt na aplikacje dla branży budowlanej. Nieco większy popyt zgłaszał przemysł.

Prezes twierdzi, że w związku z niskim wynikiem jednostkowym Procad, inaczej niż we wcześniejszych latach, nie wypłaci dywidendy. Deklaruje, że firma wciąż szuka podmiotów do przejęcia, które mogłyby uzupełnić jej ofertę. Przyznaje jednak, że rozmowy są znacznie trudniejsze niż kilka kwartałów temu. Przejęcia mogą być rozliczane gotówkowo lub akcjami własnymi. Procad ma 1,18 mln papierów stanowiących 13,09 proc. kapitału.