Wierzytelności

GetBack robi gruntowny przegląd kadr. Zwolnienia nieuniknione

Uszczuplenie zespołu rodzi ryzyko, że spółka nie będzie w stanie zapewnić obsługi portfeli wierzytelności na dotychczasowym poziomie. Niewykluczone jednak, że zdecyduje się na sprzedaż części z nich.
Foto: Fotorzepa, Andrzej Bogacz

Gorąco jest nie tylko wokół GetBacku, ale także w samej firmie. Windykator już we wniosku o przyspieszone postępowanie restrukturyzacyjne wspomniał o zmniejszeniu zatrudnienia. Nieoficjalnie na rynku mówi się, że z firmą może się rozstać nawet kilkuset pracowników.

Bez decyzji

Sam GetBack twierdzi, że klamka jeszcze nie zapadła. „Zarząd spółki nie podjął żadnej wiążącej decyzji w tym zakresie. Sąd Rejonowy we Wrocławiu-Fabrycznej 9 maja zaakceptował wniosek o wszczęcie postępowania układowego, które zakłada optymalizację kosztów, więc teraz spółka jest na etapie analizy różnych scenariuszy obniżania kosztów działalności, w tym jeśli chodzi o optymalizację kosztów zatrudnienia. Podejmując decyzję, zarząd bierze pod uwagę interesy pracowników" – usłyszeliśmy w biurze prasowym GetBacku.

Jak udało nam się dowiedzieć, w piątek odbyło się spotkanie pracowników GetBacku z Przemysławem Dąbrowskim, członkiem zarządu windykatora, na którym również była mowa o zwolnieniach i redukcji kosztów. Według naszych informacji konkrety jednak nie padły. Co ciekawe, część osób zatrudnionych w GetBacku w związku z całym zamieszaniem już teraz zdecydowała się na taktyczny urlop.

Redukcja zespołu wydaje się jednak nieunikniona. GetBack w złożonym do sądu wniosku wskazał, że chce zmniejszyć koszty zatrudnienia do 49,8 mln zł w skali roku. Tymczasem tylko w I połowie zeszłego roku koszty wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych wyniosły 66,6 mln zł. Przy założeniu, że poziom płac i zatrudnienia się nie zmienił (na koniec I półrocza w grupie pracowały 1444 osoby), GetBack na wynagrodzenia w całym 2017 r. mógł wydać około 133 mln zł. Gdyby więc spółka zdecydowała się wyłącznie na zmniejszenie liczby zatrudnionych osób, a nie również na zmianę ich wynagrodzenia (co wydaje się jednak mało prawdopodobne), zespół GetBacku musiałby być uszczuplony nawet o 900 osób.

Firma we wniosku do sądu wskazała, że redukcja kosztów operacyjnych ma być wdrażana etapami do 30 września 2018 r.

Różne scenariusze

Potencjalne ruchy kadrowe budzą oczywiście pytania, czy GetBack będzie w stanie obsługiwać kupione portfele. Wartość nominalna wierzytelności nabytych przez własne fundusze GetBacku wynosiła na koniec ubiegłego roku 19,8 mld zł. Do tego dochodzi jeszcze obsługa funduszy zewnętrznych. Wartość nominalna znajdujących się tam wierzytelności wynosiła 8 mld zł.

– Jeśli faktycznie doszłoby w GetBacku do dużych zwolnień, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ucierpią na tym operacje firmy – mówi Łukasz Jańczak, analityk Ipopemy Securities. W 2017 r. spółka realizowała średnie miesięczne odzyski na poziomie 77,2 mln zł.

Jak jednak dodaje Jańczak, nie można wykluczyć także innego scenariusza. – Z drugiej strony nie można zapominać, że pojawiają się pomysły sprzedaży części portfeli. Gdyby faktycznie do tego doszło, mogłoby się okazać, że firma wcale nie potrzebuje tak dużego zespołu, aby obsługiwać to, co zostanie. Sprzedaż portfeli wcale nie musi się odbywać po ekstremalnie niskich cenach. Jeśli pojawi się kilku chętnych na ich nabycie, zapewne będziemy mieli do czynienia z normalną konkurencją. Oczywiście nikt nie będzie się zabijał o portfele GetBacku, ale też nie spodziewam się raczej, aby były one sprzedawane znacząco poniżej ich normalnej wartości rynkowej – dodaje.

Zainteresowanie portfelami GetBacku wykazują już inne podmioty z branży. Oficjalnie na ten temat wypowiadali się już m.in. przedstawiciele Kruka, Bestu czy Vindexusa. Nie można wykluczyć, że firmy zagraniczne także zainteresują się tym, co ma do zaoferowania GetBack.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły