Wierzytelności

Obligatariusze GetBacku muszą być cierpliwi

Brak rzetelnych wycen portfeli wierzytelności powoduje, że nie wiadomo, ile pieniędzy GetBack można odzyskać i na ile propozycje zarządu są odpowiednie.
Foto: Adobestock

GetBack złożył propozycje układowe, na środę zwołał konferencję i ma przedstawić więcej informacji. Co teraz mogą zrobić obligatariusze?

Ile warte są portfele?

– Na razie trudno rzetelnie ocenić złożone propozycje układowe, bo wciąż nie wiemy, jaka jest sytuacja finansowa spółki. Głównie chodzi o wiarygodną wycenę portfeli wierzytelności GetBacku, to podstawowy element decydujący o tym, ile pieniędzy i w jakim czasie obligatariusze mogliby odzyskać. Skoro firma proponuje odpis jednej trzeciej wartości obligacji, to zakładam, że nastąpiło duże pogorszenie spłacalności i spadek wyceny wielu jej portfeli. Pytanie brzmi, dlaczego tak się stało, kto wcześniej weryfikował wartość i wycenę portfeli oraz na ile wiarygodne są obecne szacunki – mówi Adam Ruciński z firmy doradczej BTFG.

– Gdy Idea Bank sprzedawał GetBack dwa lata temu, pozytywnie oceniałem proces i uzyskaną wycenę. Ale gdy spółka wchodziła rok później na GPW, łapałem się za głowę, widząc wycenę. Inwestorzy, którzy kupili akcje GetBacku w IPO, popełnili olbrzymi błąd i tego nie da się już naprawić. Aktualne jest natomiast pytanie, czy GetBack poniósł straty tylko wizerunkowe i związane z utratą płynności, a to jest pewne, czy także doszło do utraty wartości kluczowych jego aktywów, czyli portfeli wierzytelności – podkreśla Raimondo Eggink, doradca inwestycyjny i członek rad nadzorczych. Krytycznie ocenia pomysł GetBacku.

– Ogłoszona propozycja restrukturyzacji jest moim zdaniem, jako drobnego obligatariusza, zbójecka. Rachunek jest prosty, za obligacje warte nominalnie 100 zł dostaniemy bez odsetek i po uwzględnieniu dyskonta 50 zł przez siedem lat. Pozostała część zostanie zamieniona na akcje po cenie emisyjnej 8,63 zł, ale one nie będą tyle warte, może będzie to 2 zł, więc obligatariusz otrzyma łącznie ok. 60 zł. Zatem spółka próbuje zyskać kosztem obligatariuszy albo tych pieniędzy po prostu nie ma – wylicza Eggink.

Ruciński wskazuje, że trzeba poczekać. – Nie znamy realnej wartości portfeli wierzytelności, więc trudno ocenić, na ile redukcja długu o jedną trzecią jest korzystna, bo przecież może się okazać, że portfele są mniej albo więcej warte i wtedy cięcie długu musiałoby być większe albo mniejsze. Osobiście propozycję spółki traktuję z dużą wstrzemięźliwością. Mam wrażenie, że to gra na czas, pożar został ugaszony, ale nie jestem przekonany, że propozycje są dobrze policzone i wiarygodne. Postrzegam to jako zabieg techniczny mający na celu zapewnienie bezpieczeństwa samym organom spółki, ale nie jestem przekonany, że propozycje mają realną szansę na realizację – dodaje.

Mniejszościowi do spółki

– Na miejscu obligatariuszy zastanowiłbym się nad powołaniem, na najbliższym walnym zgromadzeniu zwołanym na 22 maja, niezależnego członka rady nadzorczej, który do tej pory nie miał żadnych związków ze spółką oraz jej znaczącymi akcjonariuszami, a także ma doświadczenie – mówi Radosław Kwaśnicki, partner w Kancelarii RKKW.

Dodaje, że taki członek rady nadzorczej powinien uzyskać prawo do indywidualnego nadzoru nad spółką w zakresie dotyczącym praw obligatariuszy. – Oczywiście takie działanie wymagałoby zgody Abrisu i jego reprezentantów w radzie, byłby to duży gest z jego strony, ale byłoby to korzystne zarówno dla niego samego (m.in. w kontekście medialnych zarzutów wysuwanych wobec niego przez byłego prezesa), jak i spółki oraz obligatariuszy i akcjonariuszy, którzy mieliby poczucie, że trzymają rękę na pulsie. Rada nadzorcza liczy trzy osoby, więc i tak wymaga natychmiastowego uzupełnienia, a porządek obrad najbliższego walnego umożliwia przeprowadzenie tego scenariusza – mówi Kwaśnicki.

Druga sprawa dotyczy, prezentowanych coraz częściej w przestrzeni publicznej, obaw o rzetelność informacji publikowanych przez spółkę. M.in. chodzi o raporty bieżące oraz raporty za ostatnie trzy kwartały 2017 r., a także tezy o ryzyku manipulacji informacją przez spółkę. – Ustalenia dokonane w ramach działań nadzorczych przez KNF wykazały, że mogą występować istotne nieprawidłowości związane z należytym wykonywaniem obowiązków informacyjnych przez spółkę. Jeśli także obligatariusze mają takie wątpliwości, mogą spróbować wprowadzić do spółki rewidenta do spraw szczególnych, który mógłby to zbadać i przedstawić stosowny raport. Można do tego doprowadzić na dwa sposoby: poprzez grupę akcjonariuszy mających co najmniej 5 proc. akcji albo obligatariusze mogliby zwrócić się do KNF, aby to Komisja wprowadziła takiego biegłego – wskazuje Kwaśnicki.

Propozycje układowe GetBacku

- Spłata części obligacji. Spółka zamierza spłacić wyemitowane obligacje w 65,36 proc. Płatności mają być jednak rozłożone na raty, a ostatnia ma zostać zrealizowana do końca 2025 r. Pełne spłaty są przewidziane tylko dla wierzycieli publicznoprawnych (ZUS czy organy podatkowe).

- Rok posuchy. Jeśli propozycje układowe wejdą w życie, inwestorzy w tym roku nie mają co liczyć na wielki przypływ gotówki. Wysokość spłaconej raty w tym roku ma wynieść 1,26 proc. Na większe wpływy można liczyć w kolejnych dwóch latach. W 2019 r. ma być to 23,97 proc., a w 2020 r. 30,57 proc.

- Konwersja obligacji na akcje. Niespłacone obligacje, czyli 34,64 proc. papierów dłużnych, mają być zamienione na akcje. Firma planuje wypuścić prawie 82,4 mln nowych akcji. Ich cena emisyjna miałaby wynosić 8,63 zł.

Chętnych, by pomóc, nie brakuje

Interes na zamieszaniu związanym z GetBackiem chcą zrobić kancelarie prawne. Inwestorzy sami próbują zwierać szyki, ale część z nich liczy także na pomoc specjalistów. Skoro jest popyt, jest też i podaż. W internecie jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się ogłoszenia dotyczące pomocy prawnej dla posiadaczy obligacji windykatora, oczywiście nie za darmo. Postanowiliśmy wcielić się w rolę posiadacza obligacji GetBacku i sprawdzić, co dokładnie mają do zaoferowania prawnicy.

Emocje wokół GetBacku są ogromne. Jak się jednak okazuje, podsycają je same kancelarie prawne, które oferują pomoc obligatariuszom spółki. – To już jest ostatnia chwila. Dzieje się bardzo źle. Im szybciej skorzysta pan z pomocy prawnej, tym lepiej. Tylko najszybsi mają szansę na odzyskanie pieniędzy – usłyszeliśmy w jednej z kancelarii. W podobnym tonie wypowiadali się przedstawiciele innych firm, którzy przekonywali, że są w stanie zabezpieczyć interes obligatariuszy. – Jak tylko otrzymamy niezbędne dokumenty, od razu przystępujemy do działania – zapewniał kolejny z prawników.

Na jakie działania można liczyć? W pierwszym kroku kancelarie prawne oferują przede wszystkim dopisanie do rady wierzycieli czy pomoc w uzyskaniu tytułu wykonawczego. Na naszą sugestię, że może jednak warto poczekać na układ, prawnicy stanowczo odradzali tego typu drogę.

– Jeśli zostanie zawarty układ, to już nic nie będziemy w stanie zrobić. Proszę nie dać się nabrać, ten układ dobrze wygląda tylko na papierze. Nie ma też pewności, że GetBack będzie realizował jego postanowienia. Równie dobrze cała sprawa może się skończyć upadłością. Trzeba więc działać szybko – usłyszeliśmy.

– Musi pan się szybko zdecydować. Nasi pracownicy praktycznie co 10 minut mają spotkania z osobami poszkodowanymi przez GetBack. Liczba spraw jest naprawdę bardzo duża – twierdził kolejny pracownik kancelarii.

Z jakimi opłatami muszą liczyć się osoby, które zdecydują się skorzystać z usług tego typu kancelarii prawnych? Podzielić je można na dwa rodzaje. Pierwsza z nich to opłata, którą trzeba uiścić już na starcie, niezależna od tego, czy prawnikom uda się coś ugrać czy też nie. Rozbieżności kwotowe w tym przypadku są duże. Opłata początkowa waha się bowiem od 500 do około 3 tys. zł (część kancelarii uzależnia ją od wartości posiadanych obligacji). Druga opłata związana jest kwotą, jaką ostatecznie uda się odzyskać od GetBacku. W niektórych przypadkach zbliża się nawet do 10 proc. wartości odzyskanych pieniędzy. W obligacje GetBacku zainwestowało ponad 9 tys. osób.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły