Parkiet TV

#PROSTOzPARKIETU: Dariusz Blocher: Na celowniku kontrakty na Litwie

Z Dariuszem Blocherem, prezesem Budimeksu rozmawiał Dariusz Wieczorek
Foto: PARKIET

I połowa 2016 r. była bardzo udana dla grupy: przychody wzrosły o ponad 7 proc., w segmencie budowlanym o ponad 9 proc., a zyski na każdym poziomie zwiększyły się o 40 proc. Rynek w tym czasie skurczył się o kilkanaście procent. Jak zapowiada się II półrocze?

Wyniki finansowe opublikujemy 26 października, teraz mogę tylko powiedzieć, że od wielu lat jesteśmy przedsiębiorstwem, które jest raczej przewidywalne i nie zaskakuje inwestorów nagłymi wzlotami czy upadkami. Założyłbym więc, że będziemy kontynuować dobrą passę z I półrocza, co jest konsekwencją portfela zbudowanego w poprzednim roku. Na naszą korzyść działa także to, że ceny materiałów są niskie. Z drugiej strony obserwujemy mocny wzrost kosztów robocizny, co nas zaskakuje. W ciągu ostatnich dwóch lat w branży ubyło 150 tys. miejsc pracy ze względu na kryzys, a mimo to rąk do pracy teraz brakuje, co powoduje że koszt pracy mocno rośnie.

Czy macie odpowiednie zasoby kadrowe, żeby przerobić portfel, którego wartość na koniec czerwca była rekordowa i wynosiła 9,3 mld zł? Ile osób zatrudniliście w tym roku?

O moce przerobowe jesteśmy spokojni. Zawsze staramy się być krok do przodu i najpierw zatrudniać, a potem zdobywać kontrakty, a nie odwrotnie. Nasze ambicje na ten rok były znacznie większe. Zatrudniliśmy 400 osób - mniej, niż planowaliśmy, bo zakładaliśmy wcześniej, że rynek będzie się rozwijać bardziej dynamicznie - ale tak się nie stało. W 2015 r. zwiększyliśmy zatrudnienie o 600 pracowników.

Branża czeka na duże inwestycje infrastrukturalne - na drogach i kolei. Kiedy spodziewa się pan rozstrzygnięcia kontraktów, w których oferty zostały złożone jeszcze w zeszłym roku?

Dostaliśmy wyraźny sygnał, że ma być lepiej. We wrześniu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zadeklarowała, że zamierza uruchomić II etap postępowań - jest ich ponad 60. Ale spodziewałbym się tego raczej pod koniec tego roku lub na początku przyszłego. Na kolei jest trochę lepiej, w najbliższych tygodniach złożymy oferty w ośmiu postępowaniach o wartości kilku miliardów złotych. Złożymy też oferty na kilka miliardów na budynki i drogi - ale nie w gestii GDDKiA.

Opóźnienie w przetargach to ryzyko kumulacji prac, co może negatywnie wpłynąć na marże...

Firmy budowlane mają problem z uzyskiwaniem przychodów, dlatego należy się spodziewać bardzo agresywnego ofertowania - obawiam się, że może dojść do wojny cenowej.

W którymś momencie - w latach 2018, 2019, może 2020 - pewne materiały mogą podrożeć: kruszywo, podkłady kolejowe czy szyny, trzeba będzie także więcej zapłacić za transport. Niestety, dziś w ofertach składanych przez firmy nie ma miejsca na rezerwy na wzrost materiałów. Branża od dawna apeluje, by zamawiający wziął na siebie część tego ryzyka - tak, jak w innych krajach UE.

W 2015 r. byliście liderem rynku, zgarniając 21 proc. kontraktów drogowych. Czy utrzymacie taki udział w rynku?

Bardzo chcielibyśmy mieć pozycję lidera, jesteśmy do tego bardzo dobrze przygotowani, mamy własne biuro projektowe, optymalizujemy projekty technicznie, żeby były one efektywniejsze, tańsze i szybsze w realizacji. To pozwala na optymistyczne założenie, że będziemy w stanie utrzymać ten 20-proc. udział w 2017 r., to będzie duży sukces.

Wiele zależy od rynku i zachowania konkurentów. Jeżeli na rynku dojdzie do wojny cenowej, to oczywiście poniżej pewnych kosztów nie zejdziemy - takie działanie jest szkodliwe dla spółki, inwestora i kierowców.

Chcielibyśmy mieć także wysoki współczynnik sukcesu także w innych segmentach działalności.

Czy portfel zamówień może być większy, niż te 9,3 mld zł?

Jeśli rzeczywiście będą się pojawiać przetargi, jeśli ceny w ofertach będą normalne, a my zachowamy dotychczasową skuteczność, to jest pole, by zwiększyć wartość portfela. Do zainwestowania w Polsce jest bardzo dużo: 107 mld zł na drogi i 63 mld zł na kolej, a przecież jest jeszcze segment kubaturowy i inne.

Konsorcjum z udziałem Budimeksu zdobyło kontrakt na budowę elektrociepłowni w Wilnie za 178 mln euro netto. Czy tego typu kontraktów zagranicznych można się spodziewać więcej?

Wszystkie firmy budowlane w Europie pokazały, że trzeba się dywersyfikować geograficznie. Naszym problemem jest wybór kierunku - unijne kraje sąsiadujące będą mieć za kilka lat taki sam problem jak Polska, czyli zbudowaną infrastrukturę i brak funduszy z UE. Dzisiaj ekspansję zagraniczną analizujemy projekt po projekcie, w ten sposób pojawiliśmy się na Litwie. W tym kraju analizujemy jeszcze pięć projektów budowlanych i pięć koncesyjnych - w obszarze spalania śmieci, przemysłu, dróg, infrastruktury portowej czy lotniskowej. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że to małe państwo. Myślę, że za jakiś systematycznie będziemy pojawiać si w innych krajach.

Tak naprawdę dla polskich firm budowlanych długoterminowa przyszłość to Ukraina, Białoruś i Rosja. To tam będą inwestycje, tam potrzebna jest infrastruktura drogowa, kolejowa itd. Ja wierzę, że w końcu przyjdzie taki czas, że polskie firmy będą mogły tam pracować, ale nie wiem czy będzie to za 10 lat, czy za 20.

Ekspansja zagraniczna to jedno, a czy dywersyfikujecie działalność w Polsce?

Nasz główny akcjonariusz - Ferrovial - odniósł sukces przeobrażając się z koncernu budowlanego w koncern infrastrukturalny. Trzy lata temu wspólnie uruchomiliśmy w Polsce spółkę FBSerwis, która ma teraz prawie 200 mln zł rocznych przychodów - świadczy usługi utrzymania budynków, infrastruktury drogowej, utylizacją odpadów komunalnych. Ten biznes szybko rośnie.

Ponadto jako grupa przyglądamy się kontraktom rzędu kilkuset tysięcy czy kilku milionów złotych, bo tego typu prac będzie za tych kilka lat bardzo dużo. Testujemy ten segment, bo takimi projektami zarządza się zupełnie inaczej, niż miliardowymi.

Deweloperzy mieszkaniowi przeżywają bardzo dobry czas - a sprzedaż Budimeksu Nieruchomości po trzech kwartałach skurczyła się o 22 proc., do 1,12 tys. lokali...

W całym roku sprzedamy pewnie około 1,6 tys. mieszkań, a więc mniej niż w 2015 r., a w przyszłym wydaje się, że jeszcze mniej. To nie wynika z kondycji rynku, tylko banku ziemi. Nie jesteśmy firmą, która ryzykuje przy zakupie działek ani za nie nie przepłacamy. Nie jesteśmy więc w stanie oferować więcej mieszkań. Z jednej strony ubolewam, ale z drugiem śpię spokojnie, że mamy w banku grunty kupione po rozsądnych cenach.

Aktualnie mamy 4,1 tys. mieszkań w budowie, z czego 800 nie sprzedanych. W 2017 r. chcemy uruchomić 14 nowych projektów deweloperskich. Negocjujemy zakup ziemi. Działamy w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Gdańsku. Rozpatrzymy też wejście do Wrocławia.

Budimex od lat wypłaca 100 proc. zysków na dywidendę. Ta polityka będzie zachowana?

Generujemy tak dużo gotówki, że nie ma technicznych przeszkód by wypłacać 100 proc. zysków na dywidendę. Zobaczymy jaka będzie pozycja gotówkowa firmy. Decyzja o dywidendzie należy do akcjonariuszy. ar


Wideo komentarz