Parkiet PLUS

Letarg czy wyjątkowa mobilizacja?

Finanse › Wystawione na sprzedaż banki, nawet jeśli ich pracownicy stają na głowie, mają niewielkie szanse na istotną poprawę wyników. Częściej jednak ich pracownicy tracą zapał i szukają nowej pracy.
Foto: Bloomberg
Foto: GG Parkiet

Polski sektor bankowy w ostatnich latach stał się areną ciekawych rozgrywek właścicielskich. Banki przejmują się na potęgę – tylko w latach 2011–2018 było co najmniej 14 transakcji. Kilka z przejmowanych banków długo czekało na zmianę właścicielską. Szczególnie dotyczy to Raiffeisen Polbanku, który był sprzedawany od trzech lat, czy Deutsche Banku Polska, który prawdopodobnie czekał na nowego właściciela od około dwóch lat. Także Pekao było w dość niekomfortowej sytuacji od początku 2016 r., kiedy coraz intensywniej zaczęły napływać na rynek plotki o tym, że UniCredit bank sprzeda.

Pozyskać klientów, ale nie za wszelką cenę

Pekao przez lata był bankiem, który pod skrzydłami UniCreditu i prezesa Luiego Lovaglio rósł wolniej niż rynek. Do tego mało inwestował i miał nadwyżkę kapitałową, która pozwalała mu na regularne wypłacanie całego zysku w formie dywidendy. Poważne informacje o możliwości sprzedaży banku przez pogrążony w kłopotach UniCredit zaczęły napływać na przełomie 2015 i 2016 r., decyzja o oddaniu go w ręce PZU i PFR zapadła w grudniu 2016 r. MR

Foto: GG Parkiet

Banki wystawione na sprzedaż, często traktowane przez macierzystą grupę jako aktywo niezaliczane do podstawowej działalności, mogą poczuć znużenie przeciągającym się poszukiwaniem nowego inwestora, co negatywnie wpływa na ich biznes. Z drugiej strony właściciel chcący dobrze sprzedać bank powinien naciskać jego zarząd i mobilizować do pokazywania jak najlepszych wyników.

RBI na początku 2015 r. oficjalnie potwierdził, że chce sprzedać Raiffeisen Polbank, ale prawdopodobnie decyzja w tej sprawie zapadła już wcześniej. Austriacy długo nie mogli znaleźć chętnych, choć pod koniec 2016 r. było blisko sprzedaży banku Aliorowi. Ostatecznie trafi w ręce BGŻ BNP Paribas. Bilans Raiffeisen Polbanku kurczył się nie tylko ze względu na słaby wzrost, ale także z powodu sprzedaży spółki leasingowej na początku 2017 r. mr

Foto: GG Parkiet

– Trudno powiedzieć, który czynnik przeważa. Pracownicy z pewnością odczuwają w takich sytuacji niepewność wobec przyszłości, bo fuzje zawsze wiążą się z redukcją zatrudnienia, co nie wpływa dobrze na ich morale. Ale z drugiej strony sprzedający chce pokazać, że biznes ma potencjał i siłę sprzedażową. Łatwiej pokazać wzrost sprzedaży, niż poprawić wyniki i może się pojawiać presja, aby pokazać wzrosty – mówi Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego. Dodaje, że wpływa to nie tylko na same zainteresowane banki, ale też na cały sektor – pojawia się większa, nie zawsze racjonalna konkurencja, bo chodzi o pokazanie się, które na dłuższą metę nie zwiększa zyskowności takiego banku. Czasami słyszy się, że konkurenci narzekają na zbyt agresywną konkurencję takich banków w zakresie cen czy ogólnej kampanii marketingowej.

Deutsche Bank Polska również był długo wystawiony na sprzedaż, nieoficjalne informacje na ten temat raz na jakiś czas napływały od około dwóch lat – choć sam bank zaprzeczał. W grudniu ubiegłego roku okazało się, że jego podstawową część kupi BZ WBK. Mimo że Deutsche Bank Polska był w dość newralgicznej sytuacji, a w dodatku ma sporo kredytów walutowych, jego bilans w latach 2013–2017 powoli, ale systematycznie się zwiększał. MR

Foto: GG Parkiet

– Są przykłady pokazujące, że banki wystawione na sprzedaż wykazują się aktywnością – Raiffeisen Polbank wprowadził nową, atrakcyjną konkurencyjnie ofertę na konta i nowe oszczędności, podobnie zrobił Deutsche Bank Polska. Dla banku wystawionego na sprzedaż to dość newralgiczny okres, w którym szczególną uwagę zwraca się na bilans i pokazuje, że bank jest w stanie pozyskiwać klientów. Bez wątpienia lepiej przedstawić potencjalnemu przyszłemu nabywcy pozytywne trendy w biznesie. Jednak pojawia się pytanie o koszty takiego zabiegu oraz jakość i wierność pozyskiwanych naprędce klientów, bo w dużej mierze rywalizacja o nich opiera się na konkurencji cenowej, zatem po zakończeniu promocji klienci wrażliwi na cenę mogą odejść do innego prowadzącego promocję banku – zwraca uwagę Michał Sobolewski, analityk DM BOŚ.

Bank BPH, należący kiedyś do amerykańskiego koncernu GE, mocno zaangażowany w hipoteki walutowe, notował słabe wyniki i osiągał niską rentowność, a główny akcjonariusz zdecydował o jego sprzedaży (decyzja została podjęta na najwyższym szczeblu i dotyczyła wyjścia grupy z sektora finansowego). Nie dziwi więc, że BPH się nie rozwijał, a jego bilans wręcz się kurczył – z 33 mld zł w 2013 r. do 30 mld zł we wrześniu 2016 r. (wtedy kupił go Alior). MR

Foto: GG Parkiet

Sceptycznie nastawiony do efektów „podkręcania sprzedaży" jest Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM. – Na poprawianie wyników przed sprzedażą nikt już się nie nabiera, tym bardziej że działając zgodnie z regułami (rezerwy, ryzyko, rozliczanie tzw. up-frontów), trudno coś takiego zrobić – dlaczego akurat przed sprzedażą miałoby się udać znacząco zwiększyć zyski, skoro wcześniej było słabo. Także pracownicy raczej nie czują się zdyscyplinowani czy zmotywowani do cięższej pracy – część z nich raczej zajmuje się szukaniem innej posady – mówi Materna, wskazując, że bank wystawiony na sprzedaż może mieć trudności z poprawą wyników. Bilanse tak dużych instytucji jak banki zmieniają się bardzo powoli i jeśli dochody są słabe i nie rosną, to bez drastycznego cięcia kosztów czy spadku rezerw trudno istotnie oraz szybko poprawić wyniki.

Pod koniec 2013 r. okazało się, że BGŻ, należący do holenderskiego Rabobanku, zostanie kupiony przez BNP Paribas. Holendrzy nie byli pod ścianą, mieli dobre współczynniki wypłacalności i nie była to wyprzedaż ratunkowa, ale raczej strategiczna decyzja. BGŻ od jakiegoś czasu był wystawiony na sprzedaż i udawało mu się nawet zwiększać skalę działalności. Zainteresowanie bankiem sygnalizowały wcześniej także UniCredit i Santander. MR

Foto: GG Parkiet

Kluczowe znaczenie może mieć czynnik ludzki. – Zniechęcenie i obawy pracowników związane z oczekiwanymi zmianami właścicielskimi, oraz ich możliwe odejścia mogą negatywnie oddziaływać na ich efektywność oraz zaangażowanie – podkreśla Sobolewski. Nic dziwnego, że pracownicy obawiają się fuzji, bo zawsze wiążą się one ze zwolnieniami i głównie dotyczą przejmowanej instytucji. Dlatego teraz słychać głosy niepokoju płynące od pracowników Aliora, który może zostać wchłonięty przez Pekao, inny bank kontrolowany przez PZU (do końca czerwca instytucje mają przedstawić decyzję i wyniki toczących się od jesieni analiz w tej sprawie).

Banki, wiedząc, że konkurent jest wystawiony na sprzedaż, informują o tym swoich klientów (lub tych, których dopiero chce pozyskać), twierdząc, że fuzja i zmiana właścicielska u konkurenta może spowodować pogorszenie jakości obsługi. Bankowcy przyznają, że rzeczywiście może się tak zdarzyć, ale raczej przypada to na okres, gdy dochodzi już do operacyjnej fuzji i pracownicy są bardziej pochłonięci działaniami związanymi z tym absorbującym zadaniem niż dbaniem o dotychczasowych klientów i pozyskiwaniem nowych.

– Straszenie fuzją przez konkurencję dotyczy raczej klientów, którzy i tak już chcieli zmienić bank. Zmiana głównego banku obsługującego daną firmę to dość skomplikowany proces i pewnie przedsiębiorcy unikają tego jak tylko mogą – stanowi to bardziej kartę przetargową w stosunku do dotychczasowego banku – mówi Materna.

– Zjawisko to dotyczy bardziej segmentu firmowego niż detalicznego, w którym zmiana banku dla klienta nie jest ani kłopotliwa, ani kosztowna. Firmy, szczególnie jeśli szukają finansowania na konkretny projekt albo długoterminowego, mogą się obawiać braku decyzyjności ze strony banku wystawionego na sprzedaż albo tego, że po fuzji zmieni się jakość obsługi czy polityka kredytowa – mówi Sobolewski.

Różne drogi rozwoju

Przejęcia i fuzje bankowe nie tylko pozytywnie wpływają na efektywność kosztową i poprawę konkurencyjności oraz w konsekwencji większą rentowność kapitałów, ale także stanowią trampolinę do rozwoju. Liczne przykłady polskich banków pokazują, że nic tak jak przejęcia nie napędza wzrostu bilansów (mimo że w samym momencie integracji dochodzi do spowolnienia organicznego wzrostu). W latach 2011–2017 najszybciej urosły PKO BP i BZ WBK, które przejmowały i zwiększyły bilans odpowiednio aż o 106 mld zł i 93 mld zł.

– Są dwie różne ścieżki rozwoju – jedna, którą poszedł mBank i przede wszystkim ING Bank Śląski, stawiające na rozwój organiczny – i druga, którą wybrał np. BZ WBK, któremu łączenie przejęć z organicznym wzrostem dało mocną pozycję i dużą skalę. Obie mają swoje wady i zalety, różnie pasują do banku i jego właściciela, nie ma jednej recepty – zaznacza Powierża.

Konsolidacja trwa już od kilku lat i nie zanosi się na jej rychły koniec

Utrzymujące się od trzech lat niskie stopy procentowe, rosnące wymogi kapitałowe i regulacyjne, wysoki podatek od aktywów i spore wydatki na systemy informatyczne oraz nieustanny wyścig na najnowsze rozwiązania w bankowości elektronicznej powodują, że polski sektor bankowy już od kilku lat się konsoliduje. Miejsca na to jest sporo, bo to jeden z mniej skoncentrowanych sektorów w Europie – pięć największych pod względem aktywów banków w Polsce ma łącznie 49 proc. udziału w całym rynku wobec 65 proc. w Czechach czy po 73 proc. na Słowacji i w Chorwacji, a lider, PKO BP, zagarnął „tylko" około 21 proc. rynku. Jeszcze w 2011 r. udział pierwszej piątki sięgał tylko 43 proc., ale w ostatnich kilku latach doszło już do kilkunastu transakcji bankowych (także wśród mniejszych banków). Najczęstszym powodem fuzji jest niska rentowność i brak perspektyw na jej poprawę z uwagi na trudności w zdobywaniu rynku. W bankach, jak w mało której branży, działa reguła „duży może więcej". Większe banki mają niższe koszty finansowania i mogą oferować tańsze, atrakcyjniejsze produkty i zdobywać klientów. Są też bardziej efektywne kosztowo, m.in. ze względu na sięgające setek milionów wydatki na systemy IT, które są podobne dla dużych i małych banków, te pierwsze są jednak bardziej efektywne, bo koszty rozkładają się na większą liczbę klientów. MR

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz