Parkiet PLUS

10 miliardów euro na murawie

Biznes i sport › Na mundial w Rosji pojedzie 736 piłkarzy, których łączna wartość rynkowa wynosi ponad 10 mld euro. Listę otwierają Brazylijczyk Neymar i Argentyńczyk Leo Messi, wyceniani na 180 mln euro.

Władze Bayernu nie zamierzają rozpatrywać ofert za Roberta Lewandowskiego poniżej 200 mln euro.

Foto: Archiwum
Foto: GG Parkiet

W czołowej dziesiątce branżowego portalu transfermarkt.de (stan na 7 czerwca) znajduje się po dwóch Argentyńczyków (Leo Messi, Paulo Dybala), Belgów (Kevin De Bruyne, Eden Hazard) i Francuzów (Kylian Mbappe, Antoine Griezmann) oraz Brazylijczyk (Neymar), Anglik (Harry Kane), Egipcjanin (Mohamed Salah) i Portugalczyk (Cristiano Ronaldo). Jak na tle tego towarzystwa wypada najdroższy reprezentant Polski, czyli Robert Lewandowski?

90 mln euro daje mu w zestawieniu pozycję numer 14, tuż za kolejnym z Belgów Romelu Lukaku, a przed takimi gwiazdami jak Sergio Aguero (Argentyna), Toni Kroos (Niemcy) czy Roberto Firmino (Brazylia). Każdego z nich wycenia się na 80 mln. Polak jest wart 20 mln więcej niż Senegalczyk Sadio Mane i Kolumbijczyk James Rodriguez, czyli liderzy najgroźniejszych rywali drużyny Adama Nawałki w fazie grupowej i aż siedmiokrotnie więcej niż najbardziej rozpoznawalny z Japończyków Shinji Kagawa.

Jak rósł Lewandowski

Kapitan reprezentacji Polski stanowi jedną trzecią wartości całej kadry Nawałki. Dziesięć lat temu, gdy walczył o koronę króla strzelców pierwszej ligi, transfermarkt.de wyceniał go na... 100 tys. euro. Kilka miesięcy później Lech Poznań zapłacił za niego Zniczowi Pruszków 380 tys. Jeszcze przed debiutem w reprezentacji wartość młodego napastnika wzrosła do 800 tys., a po pierwszych meczach u Leo Beenhakkera – do 1,65 mln. W 2010 roku Borussia Dortmund nie wahała się wydać na niego 4,75 mln. Został wówczas najdroższym piłkarzem sprzedanym z polskiej ekstraklasy.

Choć aklimatyzacja w Bundeslidze nie była łatwa, a niemieckie media drwiły z nieskuteczności Lewandowskiego, jego wartość po przeprowadzce za granicę systematycznie rosła. Przed Euro 2012, kiedy przebił się do podstawowego składu Borussii, wyceniano go już na 15 mln. Kolejna granica – 40 mln – pękła w 2013 roku, gdy w półfinale Ligi Mistrzów wbił cztery gole Realowi. Przechodząc rok później jako król strzelców Bundesligi do Bayernu, był już wart 50 mln. Bawarczycy nie wydali na niego jednak ani eurocenta, wykorzystując fakt, że kończy mu się kontrakt w Dortmundzie.

To był złoty interes. I choć Bayern uczynił go najlepiej opłacanym graczem Bundesligi, Lewandowski mówi otwarcie, że potrzebuje nowych wyzwań i chce opuścić Monachium. Mistrz Niemiec może zarobić na nim fortunę – znacznie więcej niż wynosi jego wartość rynkowa. Władze klubu nie zamierzają rozpatrywać ofert poniżej 200 mln. Droższy był tylko Neymar, który poprzedniego lata kosztował PSG 222 mln.

Rekordowy transfer pomagał przeprowadzić Pini Zahavi, czyli superagent, którego kilka miesięcy temu zatrudnił Lewandowski. Zahavi ma dobre kontakty w Paryżu, sponsorowany przez katarskich szejków klub brany jest jako jedna z opcji, ale dla Polaka przejście do ligi francuskiej oznaczałoby sportowy regres, którego wolałby uniknąć. Poza tym nad PSG ciąży widmo finansowego fair play.

Obiektem westchnień Polaka pozostaje Real. Tam mógłby spełnić swoje marzenie i powalczyć o wygraną w Champions League. Wydawało się, że temat przenosin do Madrytu już ucichł, ale ostatnio dziennik „ABC" napisał, że Lewandowski nadal znajduje się na czele listy życzeń Królewskich – przed Harrym Kane'em i Mohamedem Salahem.

Polskim napastnikiem interesują się także trzy kluby z Anglii. Roman Abramowicz jest podobno w stanie wyłożyć dowolną sumę, problem w tym, że Chelsea w przyszłym sezonie zabraknie w Lidze Mistrzów. Jose Mourinho zaprasza Lewandowskiego do Manchesteru United, ale lepszym rozwiązaniem wydawałby się transfer do City prowadzonego przez Pepa Guardiolę, z którym Polak pracował już w Monachium. Tam jednak miejsce w środku ataku musiałby zwolnić mu Aguero.

Zieliński może rozbić bank

Lewandowski nie jest jedynym piłkarzem reprezentacji Nawałki, który po udanym mundialu w Rosji może rozbić bank. Wielkim zwolennikiem talentu Piotra Zielińskiego jest trener Liverpoolu Jürgen Klopp. Po Euro 2016 polski pomocnik przeniósł się do Napoli za 14 mln, dziś jest wyceniany na 32 mln i ustępuje tylko Lewandowskiemu. Wiadomo, że taka kwota nie zadowoliłaby działaczy wicemistrzów Włoch, którzy w Zielińskim widzą następcę reżysera gry, Słowaka Marka Hamsika.

Dwa lata temu klub z Neapolu zapłacił dokładnie tyle za Arkadiusza Milika. Do dziś to najdroższy transfer Polaka w historii. Milik ma za sobą dwa ciężkie sezony przerywane poważnymi kontuzjami kolan, ale nowy trener Carlo Ancelotti nie wyobraża sobie zespołu bez niego.

Milik (według transfermarkt.de jego obecna wartość to 20 mln) raczej więc nigdzie się nie ruszy, a polska kolonia może się jeszcze powiększyć, bo Napoli interesuje się Karolem Linettym (15 mln) i Bartoszem Bereszyńskim (12 mln), którzy w Genui nie mieliby szans na występy w europejskich pucharach. Do Sampdorii przychodzili odpowiednio za 3,2 i 2 mln. Bereszyńskiego obserwuje również Inter Mediolan, ale polski obrońca nie ukrywa, że marzy mu się gra w Anglii. Jeśli jeszcze nie teraz, to w przyszłości.

Po mistrzostwach do Premier League chcieliby wrócić Kamil Grosicki (7 mln) i Łukasz Fabiański (5 mln), a futbolu na najwyższym poziomie pragnie znów Grzegorz Krychowiak, który po Euro trafił do PSG za około 30 mln i w ciągu dwóch sezonów stracił na wartości jedną trzecią. To ostrzeżenie dla tych, którzy myślą, że transfer do wielkiego klubu wystarczy, by utrzymać się na finansowym szczycie.

Gdyby szanse drużyn na mundialu oceniać tylko i wyłącznie przez pryzmat ich rynkowej wartości (dane w tabelce), Polacy wyszliby z grupy za Senegalem i skończyli swój udział na 1/8 finału. Mistrzami świata zostaliby Francuzi, a medale przypadłyby też Hiszpanom i Brazylijczykom. Miejsca na podium zabrakłoby dla broniących trofeum Niemców.

Na szczęście pieniądze nie grają, choć triumf w Rosji każdego innego zespołu spoza wymienionej czwórki – może z wyjątkiem Argentyny – będzie niespodzianką.

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły