Ludzie rynku

Vabun: Radosław Majdan wprowadza swoją spółkę perfumeryjną na NewConnect

Radosław Majdan, z prezesem wybierającej się na NewConnect spółki Vabun rozmawia Kamil Majcher.

Radosław Majdan, prezes wybierającej się na NewConnect spółki Vabun

Foto: Archiwum

Od lat jest pan w show-biznesie. Rozpoznawalność pomaga czy przeszkadza w robieniu biznesu?

Nie ma co się czarować ani być hipokrytą – to pomaga. Natomiast nie jest kluczem do sukcesu. W biznes trzeba się zaangażować. Jeżeli ktoś myśli, że pokazanie znanej twarzy spowoduje, że jego produkt czy biznes będzie działał bez zaangażowania, poświęcenia czasu i merytorycznego przygotowania to jest w błędzie. Każdy biznes wymaga znajomości rynku. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że potrzebuję wsparcia, by się dalej rozwijać. Na swojej biznesowej drodze spotkałem Roberta Krassowskiego ze spółki MBF Group. Dzięki jego przygotowaniu merytorycznemu firma Vabun nabrała rozpędu. Osobiście bardzo dużo czasu poświęcam Vabun. Uczestniczę w każdym projekcie spółki.

Skąd wzięła się u pana żyłka do biznesu? Vabun jest pierwszą założoną przez pana firmą?

Jest to mój pierwszy biznes, któremu poświęcam czas i zaangażowanie. Perfumy Vabun tworzyłem od samego początku. Wcześniej prowadziłem inne biznesy. Miałem m.in. bary w Szczecinie. Nie byłem jednak dobrze przygotowany do biznesu w branży gastronomicznej i można przewidzieć, jak to się skończyło. W dzisiejszych czasach nie zarabia się łatwych pieniędzy. Pieniądze trzeba wypracować i dać coś od siebie. Zawsze na początku muszę mieć pomysł, który musi mi się podobać po to, by oferować go innym. Zależy nam, by biznes dobrze prosperował, ale też na tym, by użytkownicy byli zadowoleni. Bardzo często jest tak, że jeżeli ktoś wypróbuje naszych perfum, to się do nich przekonuje i nie używa już innych.

Wielu kolegów z boiska obecnie prowadzi własne biznesy?

Trudno powiedzieć. Każdy radzi sobie jak może. Przykładowo Dariusz Gęsior inwestował na giełdzie, a Kazimierz Węgrzyn i Tomek Frankowski – w nieruchomości. Z kolei Tomasz Wieszczycki handlował instrumentami pochodnymi. Wielu byłych piłkarzy jest komentatorami sportowymi. Okres po zakończeniu kariery jest bardzo trudny dla każdego piłkarza. Wielu ma problem z tym, co dalej robić. Kibice nie zdają sobie sprawy z tego, że po zakończeniu kariery ciężko się odnaleźć. Jest to swojego rodzaju życie po życiu. Ja akurat miałem dużo szczęścia, bo po zakończeniu kariery od razu pracowałem w Polonii Warszawa jako trener bramkarzy i dyrektor sportowy, a więc bezboleśnie to przeszedłem.

Wspomniał pan, że niektórzy koledzy z boiska inwestują na giełdzie, a pan interesuje się giełdą?

Sam na giełdzie nie czyniłem większych inwestycji, natomiast wcześniej inwestowałem w nieruchomości. 3,5 roku temu, podpisując umowę inwestycyjną z notowaną na NewConnect spółką MBF Group, zobowiązaliśmy się, że docelowo spółka Vabun także powinna wejść na giełdę. Do takiego scenariusza przekonał mnie Robert Krassowski. Ja też zrozumiałem, że do pewnego momentu możemy ten biznes sami prowadzić, ale giełda da nam transparentność i wiarygodność, a także pieniądze na rozwój.

Ludzie show-biznesu inwestują na giełdzie?

Myślę, że nie tak samo jak piłkarze. Ludzie z show-biznesu nie mają czasu, by czytać wiadomości ze spółek i je analizować. Nie potrafię wymienić znajomych, którzy aktywnie inwestowaliby na giełdzie. W szatni piłkarskiej częściej rozmawialiśmy z kolegami o biznesach, ponieważ nasze relacje były lepsze. W show-biznesie jest jednak konkurencja i ograniczone zaufanie. Nikt nie chce wyjść na osobę, która chwali się swoimi przedsięwzięciami czy pieniędzmi. Jak powszechnie wiadomo, w show-biznesie nie ma dużych przyjaźni, dlatego przy okazji spotkań rozmawia się raczej o wszystkim i o niczym.

Giełda często przyciąga do siebie też hazardzistów, którym się wydaje, że mogą na niej zarobić fortunę w krótkim czasie. Z hazardem mają problem też piłkarze. Z czego to wynika?

Kiedyś w Polsce był z tym bardzo duży problem, ale obecnie też jest z tym kłopot. Problem ten dotyczy zarówno młodych piłkarzy, jak i tych starszych, którzy skończyli już kariery. Młodym chłopakom często brakuje wyobraźni. Młodzi ludzie uczą się na swoich błędach, a nie na cudzych. Część z nich jest po prostu hazardzistami. Jest to tak samo mocne uzależnienie jak w przypadku np. alkoholizmu. Kluby starają się pomagać zawodnikom. Jest wiele tragedii. Nagle kończy się kariera i zostają z długami. Takim ludziom trzeba pomagać, bo to jest poważny nałóg. Oni często bez pomocy nie potrafią sobie z tym poradzić. Jeżeli chodzi o byłych piłkarzy, to myślę, że często po prostu w hazardzie szukają tej adrenaliny, którą niegdyś mieli na boisku.

Wróćmy do Vabuna. Konkurencja na rynku perfum i kosmetyków jest bardzo duża. Czym spółka chce się wyróżniać?

Na rynku rzeczywiście panuje bardzo duża konkurencja. Rywalizując z najlepszymi zagranicznymi markami, które na rynku są od wielu lat i na promocje wydają miliony dolarów uważam, że musimy się wyróżniać jakością za przystępną cenę. Nasze produkty są światowej klasy. Dla mnie najważniejszym oprócz zapachu jest trwałość perfum. Jest to priorytet. Naszą ofertę kierujemy do klasy średniej, czyli do ludzi, którym zależy na tym, by ładnie pachnieć, ale nie chcą wydawać 300–400 zł na perfumy. 100-ml flakonik naszych perfum kosztuje 99 zł.

Rozmawiamy z klientami i słuchamy ich opinii. Cały czas czerpiemy informację zwrotną, w którym kierunku mamy iść i się rozwijać. Chcemy, by nasze męskie perfumy podobały się kobietom. Perfumy męskie robi się dla kobiet. To one bardzo często kupują mężczyznom te perfumy, które im się podobają. Intensywność i długotrwałość naszych perfum wynika też z tego, że komponenty do nich sprowadzamy z Francji i Stanów Zjednoczonych. Korzystamy z tych samych półproduktów, co znane światowe marki.

Jakie są priorytety spółki na najbliższe kwartały?

Najważniejszym celem jest rozszerzenie dystrybucji i wzrost sprzedaży. Nasze perfumy można już kupić w drogeriach Hebe, Drogerie Polskie, Wispol czy salonach Pako Lorente. Rozmawiamy też z innymi sieciami. Kanałem detalicznym jest też nasz sklep internetowy. Trafiają się nam zamówienia z zagranicy. Rozważamy również wejście do supermarketów. Tam chcielibyśmy zaoferować nie wodę perfumowaną, a toaletową za niższą cenę.

Jakie wyniki finansowe osiąga Vabun? Czy spółka jest już rentowna?

W IV kwartale udało nam się osiągnąć rentowność. W 2017 r. wypracowaliśmy ok. 80 tys. zł zysku netto przy przychodach na poziomie ok. 3,5 mln zł. Ten wynik szczególnie cieszy, bo na obecnym etapie wcale nie było to naszym celem. Dlatego 2018 r. będzie jeszcze rokiem inwestycji i nakładów z nimi związanych. Planujemy poszerzenie oferty, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na początku mieliśmy jeden zapach, potem kolejny. Obecnie mamy już trzy zapachy męskie plus trzy perfumowane żele pod prysznic. Jest więc sześć produktów dla mężczyzn oraz dwa zapachy dla kobiet. Mamy kolejne projekty, które czekają na realizację. Chcemy wprowadzić na rynek wody toaletowe. Myślimy też o takich produktach jak woda po goleniu czy krem do golenia. Większy zysk powinien pojawić się w 2019 r. lub 2020 r. Wówczas będziemy mogli pomyśleć o polityce dywidendowej.

Produkty oferowane są tylko w Polsce?

Myślimy też o rynkach zagranicznych. Nasze produkty oferowane były w butikach w Czechach i Niemczech. Wysłaliśmy też pierwszą partię do Wielkiej Brytanii. Na razie są to sprzedaże testowe. Najważniejszym rynkiem jest jednak Polska. W kraju nasz potencjał jest największy.

Kiedy Vabun zadebiutuje na rynku NewConnect?

Dokumenty na GPW zostały złożone w połowie grudnia ubiegłego roku. Obecnie są one procedowane. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na nasz debiut, bo jest on wpisany w naszą strategię rozwoju. Wydaje się, że właśnie dla takich spółek jak Vabun został stworzony ten rynek. Przeprowadziliśmy już dwie emisje akcji, z których spółka pozyskała łącznie prawie 2 mln zł. Środki te zostały przeznaczone głównie na poszerzenie oferty dla mężczyzn, dwie nowe linie zapachowe dla kobiet oraz reklamę. Dodatkowo mamy w planach reklamę w telewizji oraz zintensyfikowanie naszych reklam w prasie kolorowej. Celem jest wzrost rozpoznawalności. W najbliższym czasie nie planujemy przeprowadzać kolejnych emisji akcji. Biorąc pod uwagę cenę odniesienia, kapitalizacja spółki wynosić będzie ok. 10 mln zł.

CV

Radosław Majdan jest byłym bramkarzem. W swojej karierze grał m.in. w: Pogoni Szczecin, Wiśle Kraków czy Polonii Warszawa. Obecnie jest celebrytą i prezesem spółki Vabun. Działająca od końca 2014 r. firma zajmuje się produkcją i dystrybucją wyrobów kosmetycznych dla mężczyzn i kobiet pod marką własną Vabun. Blisko 51 proc. jej akcji, dających 38,2 proc. głosów na walnym, posiada notowana na małej giełdzie spółka MBF Group.

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły