Inwestycje

Trzy spółki, które wyciągną WIG20 z konsolidacji

Gościem wtorkowego programu „Prosto z parkietu” był Piotr Neidek, analityk techniczny DM mBanku. Ekspert uważa, że czeka nas atak niedźwiedzi, a potem kolejna fala hossy.
Foto: parkiet.com

WIG20 i mWIG40 utkwiły w konsolidacjach, a sWIG80 zbliża się do majowego dołka. Czy ta wakacyjna niemoc byków to sygnał do zmiany trendów, czy tylko chwilowy przystanek na ścieżce hossy?

Patrząc na zachowanie szerokiego rynku można odnieść wrażenie, że popyt po prostu siadł. Myślę, że emisje które są lub mają być przeprowadzane, jak chociażby Play'a, spowodowały, że kapitał potrzebny do zasilenia kolejnej fali hossy, jak na razie jest nieobecny. Został przetransferowany w stronę rynku pierwotnego. Uważam jednak, że ten postępujący marazm to tylko forma korekty. Na wykresie WIG20 nic złego się nie dzieje. 2300 pkt jest bronione, a odchylenie od tego pułapu są niewielkie. Nie jest to więc początek większych spadków, ale forma zatrzymania.

Pytanie tylko, czy jest to przystanek przed wybiciem dołem, czy jednak przygotowanie do wyjścia górą?

Wydaje mi się, że pułap 2150 pkt na wykresie WIG20 to jest poziom docelowy, by koncepcja dalszej hossy została podtrzymana. Zasięg ten wynika chociażby z układu kanału spadkowego, którego można się doszukać na wykresie.

Dostrzega pan w portfelu blue chips spółki, które mogłyby być liderami kolejnej fali hossy?

Zwróciłbym tu uwagę na Energę. Ostatnio kurs akcji zachowywał się słabiej od innych firm z branży i przez dwa ostatnie tygodnie wykonał korektę. Przecena odbyła się jednak na niskim wolumenie, a w poniedziałek cena zaatakowała opór 10,53 zł. Mamy więc lokalny sygnał kupna. A patrząc na WIG-energetyka i pojawiające się tam popytowe formacje, można oczekiwać, że Energa będzie kontynuować marsz na północ.

WIG-energia zbliża się do swoich szczytów, więc dobrze koresponduje to z tym scenariuszem.

Zgadza się. Pod koniec czerwca indeks wyznaczył tegoroczny rekord. Ostatnio odbił się od 3000 pkt i wydaje mi się, że mamy szansę na kolejne maksima, nie widziane od 2016 r.

A czy tak jak kiedyś, w słabszych dla rynku chwilach, to KGHM przejmował rolę lidera, to czy teraz też ma do tego potencjał? Od lutego trwa trend spadkowy, w minionym tygodniu pękło 110 zł.

Inwestorzy są wyraźnie niezadowoleni z kondycji lubińskiej spółki. Gdy kurs w lutym osiągał 130 zł, to mówiło się, że „sky is the limit".  Tymczasem cena spotkała tam techniczny opór i wykonała zwrot, który na razie jest bezpieczną korektą. Analizując KGHM trzeba patrzeć na ceny miedzi, czy chociażby ETF na indeksy branżowe. Okazuje się, że lubińska spółka nie odbiega od światowych trendów. Wydaje mi się, że 100 zł przyciąga niedźwiedzie. Najbliższe wsparcie jest przy 105 zł i uważam, że wskazane byłoby przetestowanie tego pułapu, trochę paniki, może mała pułapka bessy, a następnie zmiana o 180 stopni. KGHM zaczyna więc wyglądać ciekawie, ale wskazane jest jeszcze przetestowanie strefy 105-100 zł.

Jak w wykresem KGHM koresponduje indeks CRB, który jest takim towarowym agregatem?

Wydaje mi się, że indeks ten wykonał przełom, przynajmniej jeśli chodzi o tegoroczną sytuację. Ostatnia zwyżka sugeruje wyczerpanie podaży i zmianę lokalnego trendu. Indeks zatrzymał się na wieloletnimi minimami, więc możliwe, że zmianie ulega nastawienie inwestorów. Dla KGHM pozytywnie wygląda ostatnie zachowanie cen miedzi, która także ma swój udział w portfelu CRB.

A co z sektorem bankowym, który ma tak duży udział w portfelu WIG20?

Nie ma hossy bez banków, co wynika z wagi PKO BP i Pekao w portfelu blue chips. Z punktu widzenia analizy technicznej to Pekao ma teraz więcej miejsca do wzrostów. Spółka ma za sobą odcięcie dywidendy i dosyć mocną przecenę walorów, przetestowane zostały ważne wsparcia, a na wykresie długoterminowym widać coś na kształt książkowej formacji odwróconej głowy z ramionami. Ostatnie zachowanie kursu akcji sugeruje, że presja podażowa wygasa (tego nie widać na PKO BP), dlatego uważam, że Pekao może być wodzirejem kolejnej fali hossy na GPW, przynajmniej w sektorze finansowym. Trudno jednak określić, kiedy ona się zacznie.

Nie ma się czego obawiać ze strony rynków zagranicznych? DAX wykonał ostatnio 5-proc. korektę.

Jeżeli spojrzymy na niemiecki rynek chociażby przez pryzmat teorii Fal Elliotta, to brakuje tam jeszcze jednego, podażowego uderzenia. Ponadto można znaleźć na wykresie DAXa negatywną formację flagi, czyli konsolidację osadzoną na fali spadkowej. Poniedziałkowa, poranna próba podbicia notowań była nieudana, co wygląda na klasyczne, fałszywe zagranie, czyli podbicie, wyjście górą z konsolidacji i zwrot o 180 stopni. Biorąc to pod uwagę spodziewałbym się jeszcze jednej fali zniżek. Zwłaszcza, że słabo prezentują się mDAX i sDAX. Dopóki nie zniknie presja podażowa, to należy bać się niemieckiego rynku.

Możemy szukać ratunku na wykresie MSCI EM?

Gdybyśmy mieli pewność, że rodzime indeksy na dłużej zostaną w portfelu MSCI EM, moglibyśmy mieć duże obawy o kondycję WIG20. Wskaźnik MSCI EM ma bowiem duży problem z wydostaniem się górą z długoterminowego kanału spadkowego. Od ponad miesiąca na wykresie dominują podażowe sygnały. Jeśli WIG20 miałby się poruszać w jego rytm, to nie 2150 pkt będzie zasięgiem, ale poziomy poniżej 2000 pkt. Mam nadzieje, ze wejdziemy do koszyka „deweloped markets".

Podtrzymuje pan prognozę z Karpacza, że WIG jeszcze w tym roku dotrze do historycznego szczytu?

Mamy wakacje, rynek jest uspokojony, przydałby się krok w tył, który stworzyłby miejsce bykom, by od września rozpocząć kolejną falę hossy. Na rasie zachowanie złotego pokazuje brak kapitału na naszym parkiecie, który jest niezbędny, by byki wróciły na rynek.


Wideo komentarz