Inwestycje

Praca youtubera, a wolność finansowa

Gościem Piotra Zająca w Parkiet TV był Tomasz Jaroszek, bloger, twórca kanału YouTube „Doradca TV”.
Foto: parkiet.com

Kilka lat temu rzucił pan etat w „Bankierze" i zdecydował się na własną ścieżkę zawodową – blog, kanał na YouTube. Dlaczego?

Z jednej strony czułem potrzebę zmiany zawodowej, a z drugiej wydawało mi się, że media zmierzają nie w tę stronę, w którą ja chcę zmierzać. Dlatego naturalnym wyborem była blogosfera. Wydaje mi się, że dużo moich prognoz dotyczących mediów się spełniło, bo jednak dziś są one jeszcze bardziej nastawione na newsa, ścigają się w social mediach i w tym wszystkim gubi się element edukacyjny. A właśnie edukacja ekonomiczna Polaków była dla mnie priorytetem. Oczywiście teraz mamy masę źródeł informacji, wywiady z prezesami i ekspertami, ale brakuje treści dla początkujących, które pozwoliłyby im w ogóle zrozumieć o czym ten prezes i ekspert mówią. Dlatego wystartowałem z własnym blogiem.

To był chyba dobry wybór. Zaryzykuję tezę, że jest pan obecnie najbardziej rozpoznawalnym youtuberem poruszającym tematyką finansową, giełdową. Domyślam się jednak, że początki nie były łatwe? Długo pan czekał na pierwszy tysiąc subskrybentów?

Początek zawsze jest trudny, ponieważ nie ma jeszcze klarownej wizji biznesu. Wierzymy trochę w swoją wizję, jak twórcy startupów. I faktycznie pierwszy tysiąc subskrybentów to droga przez mękę, bo nie wiadomo do końca, jak trafić do odbiorcy i jak go przekonać, że nie jesteśmy tu tylko na chwilę tylko faktycznie mamy jakąś dłuższą misję. Kiedy więc ma się 100 filmów na kanale, to można uznać, że najgorszy etap jest za nami. Sporo było chwil zwątpienia, ale zbudowana społeczność przekonuje mnie, że to miało sens. To co jest fajne w tego typu dziennikarstwie to duży feedback od odbiorców. W tradycyjnych mediach ta relacja na linii autor – czytelnik nie jest zbyt zażyła. Tymczasem w social mediach ta relacja jest bliższa. Ja dostaje nawet kilkadziesiąt maili po jednym nagraniu. Do tego dochodzą komentarze.

Powoli zbliża się pan do liczby 13 000 subskrybentów. Czy to daje już finansową wolność?

Z tą niezależnością finansową to jest trochę mit. Tak naprawdę działając w social mediach stworzyłem sobie sam własny etat. Jestem operatorem, montażystą i prowadzącym w jednym. I jest to po prostu normalny biznes, w którym trzeba zarabiać. Nie zarabiam na reklamach, które wrzuca algorytm YouTube'a. Często w ogóle bym tych treści nie polecił. Postawiłem na marketing edukacyjny. Więc jeśli ktoś chce ze mną współpracować, to zasada numer jeden jest taka, że musi być to projekt edukacyjny – odbiorca musi się czegoś nauczyć.

Ale rozumiem, że pana zasięg w social mediach jest już na tyle duży jak na finansową działkę, że – mówiąc nieładnie – jest pan produktem, który można monetyzować?

Tak. Mnie to trochę przeraża, że 13 000 widzów na YouTube w branży finansowej to jest dużo. Żyjemy w 38-mln kraju. Wydaje mi się więc, że z biznesowego punktu widzenia, sporo jest jeszcze tego tortu do zagospodarowania. Tego tortu finansowej edukacji.

Czy z perspektywy czasu uważa pan, że budowanie własnej marki w social mediach to dobra droga dla młodych absolwentów?

Powiedziałbym, że w ogóle te wszystkie narzędzia w social mediach są lepsze do budowania marki niż do tego, by tylko zostać youtuberem czy blogerem. Ja bardzo często współpracuje z instytucjami finansowymi, które chcą, by im pomóc właśnie w marketingu edukacyjnym. Zdarza mi się konsultować jakieś kampanie dotyczące produktów finansowych. Tego nie widać na kanale, ale często właśnie pełnie rolą eksperta, doradcy, na przykład przy tworzeniu bloga jakiejś firmy. Jeśli więc ktoś ma wiedzę ekspercką, to nigdy w przeszłości nie miał dostępu do tylu łatwych kanałów, za pośrednictwem których może swoją wiedzą się dzielić.

Kim jest pana przeciętny odbiorca? Czy to są młodzi ludzie?

To są głównie milenialsi, ale jest też sporo bardzo młodych osób, które mają 16 lat i na przykład - chcą założyć konto maklerskie.  I tu warto zburzyć pewien mit – to nie jest tak, że te młode pokolenie nie oglądają video dłuższych niż kilka minut. Jeśli treść jest dla nich atrakcyjna i ciekawa, to oglądają o wiele dłuższe treści.

Często zdarza się hejt?

Hejtu jest dużo mniej niż się spodziewałem. Zawsze znajdzie się jakiś zdenerwowany komentator, ale to nieliczne przypadki. Generalnie społeczność youtubowa jest bardzo pozytywnie nastawiona. Między twórcą a widzem wytwarza jakiś specyficzny rodzaj relacji, więzi.

A jakich informacji szukają milenialsi?

Czasem są to absolutne podstawy, na przykład zakładanie konta maklerskiego. Ale jest tam sporo zaawansowanych inwestorów, którzy dużo wiedzą, ale cały czas chcą się edukować.

Jednym z pana flagowych projektów na kanale jest „Portfel 10k". Na czym on polega i jakie miał wyniki w 2017 r.?

Chciałem zrobić eksperyment, pokazując video relacje z zawierania transakcji giełdowych. Brakuje bowiem takich podstawowych treści i w biurach maklerskich i w mediach. Pomyślałem, że kwota 10 tys. zł jest optymalna. Strategia była taka, by pokazywać inwestycje w akcje spółek trendowych w krótkim terminie. Zainteresowanie było sporę, więc misję edukacyjną portfel spełnił, gorzej z finansową. Rok 2017 r. zakończyłem stratą 1 proc., więc w zasadzie wyszedłem prawie na 0. Największą wartością dodaną projektu jest to, że wielu ludzi nauczyło się, że istnieje coś takiego jak stop loss i jak można go stosować.

Zajął się pan także tematem kryptowalut. Będzie jakiś portfel?

Mam zamiar pokazać kilka eksperymentalnych zagrań na kryptowalutach. Wiem, że noszą one wszelkie znamiona bańki spekulacyjnej, ale dla mnie to nie jest powód by całkowicie trzymać się od nich z daleka. Wole podchodzić do tematu spekulacyjnie, z pełną świadomością ryzyka straty. Ja zacząłem agresywne spekulowanie na innych kryptowalutach niż bitcoin. Ten ostatni w 2017 r. był na 27 miejscu pod względem stopy zwrotu. Myślę, że ciekawą strategią jest angażowanie niewielkich kwot w różne kryptowaluty, zapominanie o tym i zgoda na możliwą stratę.

Jakieś tematy inwestycyjne na 2018 r.?

Obserwuję kryptowaluty i zastanawiam się, jaki to jest etap bańki spekulacyjnej. Czekam też na debiut giełdowy Brand24.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły