Inwestycje

Jerzy Nikorowski. Rok 2018 rokiem hossy?

Gościem programu Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Jerzy Nikorowski, zastępca dyrektora BM Banku BGŻ BNP Paribas.

Jerzy Nikorowski, zastępca dyrektora BM Banku BGŻ BNP Paribas

Foto: parkiet.com

W 2017 r. WIG20 zyskał ponad 20 proc., głównie dzięki dobrej postawie w pierwszej części roku. Końcówka upłynęła natomiast już pod znakiem trendu bocznego. Czy w tym roku jest szansa na powrót do wzrostów, czy nadal będziemy tkwili w trendzie bocznym?

Faktycznie w 2017 r. nasz rynek zachowywał się dość nietypowo patrząc na to, co się działo na innych rynkach wschodzących. To, co jednak jest najważniejsze, to fakt, że otoczenie makroekonomiczne zarówno w Polsce, ale także i na świecie, jest korzystne dla rynków akcji. Końcówka 2017 r. charakteryzowała się synchronicznym wzrostem gospodarczym właściwie we wszystkich regionach świata. Przyspieszenie gospodarcze, które wpływa na poprawę wyników firm, z jednej strony świadczy o tym, że hossa jest na relatywnie zaawansowanym poziomie, natomiast wciąż mamy do czynienia z czynnikami, które przemawiają za podtrzymaniem wzrostu. Chodzi tutaj m.in. o politykę monetarną, wciąż bowiem mamy relatywnie niski koszt pieniądza, inflację, a także fakt, że w Polsce w wielu gałęziach gospodarki wydawane są fundusze unijne. Z tej perspektywy wydaje się, że mamy predyspozycje, żeby ten rok był pozytywny dla rynków akcji.

Czy jednak te wszystkie czynniki nie są już w cenach? Tak jak bowiem wspomnieliśmy na początku, ubiegły rok dla WIG20 był jednak bardzo udany. Może skala wzrostu została już wyczerpana?

Ubiegłoroczne zwyżki były bardzo specyficzne, gdyż charakteryzowały się sporą segmentacją. Dotyczyły kilku spółek z indeksu WIG20 i często nie pokrywały się z fundamentami. Działo się tak głównie za sprawą napływu portfelowego kapitału zagranicznego. Nadal jednak nastawienie wielu inwestorów, szczególnie do małych i średnich spółek, jest negatywne. To także w wielu przypadkach nie pokrywa się z relatywnie dobrymi fundamentami. Jest więc duża szansa, że małe i średnie spółki zaczną nadrabiać ostatnie zaległości.

Skoro już jesteśmy przy średnich i małych spółkach. Większość analityków obstawia, że to mWIG40, jak również sWIG80 będą w tym roku wiodły prym na GPW. Zgadza się pan z tymi opiniami?

Tak, zgadzam się tym poglądem. Uważam, że wiele czynników, które w ubiegłych latach były wsparciem dla największych spółek, powoli zanika zarówno jeśli chodzi o perspektywę wewnątrzkrajową, jak i zewnętrzną. Często duże spółki były postrzegane jako firmy z ponadprzeciętnymi stopami dywidendy, co zachęcało do inwestycji na krajowym rynku. Sytuacja się jednak zmieniła. Zarówno spółki z sektora bankowego, jak i firmy energetyczne mają kilka powodów do tego, aby nie wypłacać wysokich dywidend. Widać było to już zresztą w 2017 r. To powoduje, że popyt małe spółki, które zostały przecenione, a które jednak nadal posiadają potencjał wzrostowy, będzie się nasilał.

W jakich sektorach szukać tego typu spółek?

Myślę, że ciekawą inwestycją mogą się okazać spółki związane z rynkiem surowcowym. W naszym lokalnym wydaniu są to m.in. firmy, które mogą przyczyniać się do rozwoju technologii wydobycia węgla. Przykładem może być chociażby spółka Famur. Warto także pomyśleć o firmach z sektora odzieżowego, które mają dużą ekspozycję na rosnącą konsumpcję wewnętrzną w Polsce.

Patrząc na polski rynek w zestawieniu z innymi parkietami Starego Kontynentu... czy mamy szansę na to, by brylować na giełdowej mapie Europy?

Wewnętrzne oceny naszego biura maklerskiego i grupy BNP Paribas są bardzo korzystne dla firm z Europy Zachodniej. Dotyczy to przede wszystkim krajów, które doświadczyły mocnej wyprzedaży w ostatnich latach. Mam tu na myśli przede wszystkim rynki Europy Południowo-Zachodniej. Uważamy, że ten region większość kłopotów ma już za sobą. W ostatnich latach byliśmy tam świadkami dużej niestabilności politycznej i ekonomicznej w tym regionie. Teraz te elementy nie są już takie groźne. O tym, że Europa Zachodnia wychodzi z kryzysu, świadczy też postawa i zmieniająca się retoryka Europejskiego Banku Centralnego

A co ze Stanami Zjednoczonymi? Hossa na Wall Street wydaje się nie mieć końca.

To, że hossa w USA trwa tak długo to efekt kilku czynników. Jeden z najważniejszych to wsparcie monetarne ze strony Rezerwy Federalnej. W pierwszych etapach hossy mieliśmy jednak do czynienia z hossą wywołaną inflacją aktywów, nie miała ona uzasadnienia fundamentalnego. W ciągu ostatnich dwóch lat sytuacja gospodarcza w Stanach Zjednoczonych mocno się jednak poprawiła. Wszystkie informacje płynące ze spółek potwierdzają, że kondycja sektora przedsiębiorstw prywatnych jest bardzo dobra. Co istotne, koniec roku utwierdził nas w przekonaniu, że dojdzie jednak do reformy systemu podatkowego. Wiele instytucji śledzących gospodarkę podnosi już prognozy wzrostu PKB w Stanach Zjednoczonych. My, jako grupa, prognozujemy, że wzrost PKB może wynieść w tym roku 2,9 proc. Z jednej strony przyspieszająca gospodarka będzie wspierała przychody i zyski spółek, przez co wyceny wskaźnikowe będą atrakcyjniejsze, natomiast faktem jest też to, że hossa w USA jest już mocno zaawansowana. Dlatego nasze nastawienie do tego rynku jest neutralne.

Czyli neutralnie, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, w Europie raczej kraje południa, a w Polsce małe i średnie spółki?

Generalnie jestem pozytywnie nastawiony do rynków akcji, w tym także do polskiego. Europa Południowa, z racji na tamtejsze wyceny i wcześniejszą przecenę, wydaje się mieć największy potencjał wzrostu. Generalnie jednak cała Europa Zachodnia, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, ma nadal potencjał. Jestem też optymistą jeśli chodzi o rynek polski, chociaż bardziej w naszym przypadku skoncentrowałbym się na I półroczu 2018 r.

Subskrybuj i oglądaj #PROSTOzPARKIETU na youtube


Wideo komentarz

Powiązane artykuły