Gospodarka

Wzrost płac na razie nie przyspiesza

Choć wielu ekonomistów kwestionuje założenie NBP, że wzrost płac nie będzie już przyspieszał, to ostatnie dane dodają mu wiarygodności.
Foto: Bloomberg
Foto: GG Parkiet

Według ostatnich prognoz Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP płace w Polsce zarówno w tym, jak i w przyszłym roku wzrosną o 6,8 proc., po zwyżce o 5,3 proc. w 2017 r. To oznaczałoby, że szczyt dynamiki płac przypadł na IV kwartał ub.r., gdy wyniósł 7,1 proc. rok do roku.

Uzasadniając ten scenariusz ekonomiści NBP zwracają uwagę, że odczyt z IV kwartału był zawyżony o około 0,6 pkt proc. m.in. z powodu wypłat odpraw dla osób, które zakończyły pracę w związku z obniżką wieku emerytalnego. Dodatkowo GUS ujął w danych z ostatnich trzech miesięcy roku niedoszacowany wcześniej wzrost płac we wrześniu.

Będzie tak, jak było

Dane z sektora przedsiębiorstw sugerują, że na początku br. rzeczywiście wzrost płac się ustabilizował, a nawet lekko zwolnił. W lutym przeciętne wynagrodzenie w tym sektorze, obejmującym firmy zatrudniające co najmniej dziesięć osób, zwiększyło się o 6,8 proc. rok do roku, po 7,3 proc. w styczniu i 7,6 proc. w IV kwartale ub.r. Lutowy odczyt, opublikowany w piątek, był niższy od mediany prognoz ekonomistów ankietowanych przez „Parkiet", która wynosiła 7,2 proc. Średnia dynamika płac w sektorze przedsiębiorstw – zwykle nieco wyższa, niż dynamika płac w gospodarce narodowej, do której odnoszą się prognozy NBP – w pierwszych dwóch miesiącach br. wyniosła niespełna 7,1 proc. rok do roku.

– Ostatnie dane pokazują, że pomimo napięć kadrowych i zwiększającego się popytu na pracę, wzrost wynagrodzeń w przedsiębiorstwach nie rozpędza się – ocenił Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Jak dodaje, w kolejnych kwartałach br. dynamikę wynagrodzeń ograniczać będzie wysoka baza odniesienia z 2017 r. Według niego wzrost wynagrodzeń w sektorze prywatnym może ustabilizować się na poziomie około 7 proc. rocznie, co byłoby zgodne ze scenariuszem banku centralnego. Tego samego zdania są ekonomiści Banku Ochrony Środowiska, którzy w ub.r. najlepiej prognozowali comiesięczne dane makroekonomiczne.

Podaż nadąża za popytem

Nie jest to jednak dominujący wśród ekonomistów punkt widzenia. – Bezprecedensowa eskalacja problemów kadrowych polskich firm, uwidaczniająca się w coraz wyższym odsetku nieobsadzonych miejsc pracy m.in. w budownictwie, transporcie czy przetwórstwie, będzie się przekładać na dalszy wzrost presji płacowej w najbliższych kwartałach, który może popchnąć dynamikę płac w kierunku 8–9 proc. rok do roku – napisał w komentarzu do piątkowych danych GUS Piotr Piękoś, ekonomista z Banku Pekao. Przyspieszenia wzrostu płac oczekują też m.in. ekonomiści mBanku.

To, czyje prognozy się zmaterializują, będzie zależało w dużej mierze od podaży pracy. – Duży popyt na pracowników jak dotychczas jest zaspokajany przez rosnące zatrudnienie pracowników w wieku 50+, aktywizację osób długotrwale bezrobotnych oraz migrację pracowników z Ukrainy, Białorusi czy Gruzji. W efekcie pomimo problemów z niedoborem pracowników odsetek przedsiębiorców raportujących koszty pracy jako główną barierę rozwoju pozostaje stabilny – zauważył Jakub Rybacki, ekonomista z ING Banku Śląskiego.

W lutym zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 10 tys. osób. To wynik gorszy, niż w tym samym miesiącu 2017 r., ale lepszy niż we wcześniejszych latach. Rok do roku zatrudnienie wzrosło o 3,7 proc., po 3,8 proc. w styczniu. – Tempo kreacji nowych miejsc pracy nieznacznie spada, co jest spójne z dłuższym poszukiwaniem pracowników przez pracodawców i postępującym zacieśnieniem rynku pracy. Konsekwencją powinien być wzrost płac – ocenili ekonomiści mBanku.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły