Giełda

Jeden czynnik sprawia, że rynki tracą

Poranek maklerów. Prezentujemy komentarze analityczne rodzimych brokerów. Jak zmieniła się sytuacja na rynku po środowej sesji i co nas może czekać w czwartek?
Foto: Bloomberg

Kamil Cisowski, analityk DI Xelion

Wczorajsza sesja, zgodnie z przewidywaniami, zakończyła się pod dyktando byków. Poranne spadki w Azji wyznaczyły mniej więcej zasięg ruchu w Europie. DAX zakończył dzień tracąc -1,5%, przeceny na pozostałych indeksach były bardzo zbliżone. Ponownie dużą odpornością wykazały się Stany Zjednoczone, gdzie S&P zamknęło się -0,7% niżej niż we wtorek. Co niebezpieczne dla rynków wschodzących, ponownie wyraźnie zaczął się umacniać dolar, a kurs EURUSD powrócił poniżej poziomu 1,17. Z technicznego punktu widzenia jest to dość niepokojące, jeżeli kurs w ciągu najbliższego tygodnia czy dwóch nie przebije oporu w okolicach 1,1850 możemy na dłuższy czas ugrzęznąć w trendzie bocznym.

Strona chińska na razie nie odpowiedziała na ogłoszenie przez Amerykanów prac nad wprowadzeniem ceł na kolejne 200 mld USD towarów importowanych rocznie z Państwa Środka. Azjatyckie giełdy silnie dziś odbijają. Mimo to, tak jak pisałem wczoraj, dość szybkie zaproponowanie własnych działań będzie kluczowe z punktu widzenia wiarygodności rządu Xi Jinpinga, nawet pomimo faktu, że harmonogram prac nad wdrożeniem nowych opłat przez stronę amerykańską daje im dość dużo czasu. Proponowany termin konsultacji (koniec sierpnia) sugeruje, że cła mogłyby wejść w życie nawet po jesiennych wyborach. Sprawia to, że wśród amerykańskich komentatorów politycznych pojawiło się wczoraj wiele optymistycznych głosów. Komentatorzy sugerują, że tak silne uderzenie to przedstawienie na potrzeby elektoratu Donalda Trumpa, który w zdecydowanej większości pozytywnie odbiera agresywną politykę prezydenta. Po głosowaniu skłonność gabinetu prezydenta do rozmów mogłaby tym samym znacznie wzrosnąć. Wśród analiz głównych banków inwestycyjnych coraz bardziej na prowadzenie wybija się pogląd, który prezentujemy od jakiegoś czasu, tzn. że chińskie kontruderzenie zostanie wymierzone w sektor technologiczny. Morgan Stanley zmienił z tego powodu swoją rekomendację dla IT na „niedoważaj". Ruch tego typu ma głęboki sens, bo innowacyjne amerykańskie spółki bardzo znaczącą część swoich przychodów osiągają w Państwie Środka. Dla Tesli jest to np. około 15%, dla Apple ponad 21%, dla wielu znaczących graczy jeszcze więcej. Oficjalne dane mogą traktować iPhone'y jako import z Chin, ale zyski z ich produkcji są jak najbardziej amerykańskie. Zgodnie z kalkulacjami Deutsche Banku, gdyby wliczyć przychody amerykańskich spółek w Chinach do bilansu handlowego, USA wyszłyby ze wzajemnych relacji 20 mld USD rocznie na plusie. Znając potęgę lobby technologicznego w Stanach Zjednoczonych (której dowodziła chociażby szybkość i agresja działań, które rząd amerykański podejmował, gdy Komisja Europejska próbowała nakładać kary na Apple czy Google), uczynienie z CEO spółek IT ambasadorów porozumienia wydaje się obiecującą strategią.

Niesie to daleko idące konsekwencje. Strategia „kup NASDAQ" od dłuższego czasu okazywała się najlepszą inwestycją na rynku akcji na świecie, a odporność tego indeksu na spadki na światowych giełdach zadawała kłam tezie o jego większym ryzyku niż to, które charakteryzuje szeroki rynek. Wielu inwestorów nie zdaje sobie sprawy, do jakiego stopnia jest to kruche i wynikające ze stóp zwrotu na zaledwie kilku spółkach. Zgodnie z wyliczeniami Goldman Sachs, za 99% wzrostów YTD indeksu S&P500 odpowiadają: Amazon, Microsoft, Apple, Netflix, Facebook i Alphabet (Google). Spółki te stanowią około połowy kapitalizacji NASDAQ 100. Podczas dzisiejszej sesji spodziewam się szerokiego odbicia na świecie (choć jak zwykle w ostatnich miesiącach nie musi ono przełożyć się na zwyżki krajowych indeksów), a także powrotu EURUSD powyżej 1,17. Najciekawsze wydarzenia dzisiejszego dnia to publikacja „minutek" EBC o 13:30 i podawane godzinę później dane o amerykańskiej inflacji. Jeden i drugi czynnik może poważnie zachwiać rynkiem walutowym, więc do drugiej prognozy należy podchodzić z dużą dozą ostrożności.

Adrian Górniak, analityk DM BDM

Wczoraj rynek żył informacjami o kolejnych cłach, które mogą narzucić USA na Chiny (pojawiły się jednak też doniesienia jakoby amerykańska administracja chciała powrócić do rozmów na wysokim szczeblu). Spowodowało to przeceny na giełdach oraz na rynku surowcowym. Za oceanem DJIA stracił 0,9%, SP500 spadł o 0,7%, a Nasdaq o 0,6%. Jeszcze gorzej zaprezentowały się indeksy europejskie – FTSE obniżył się o 1%, a DAX o 1,5%. Tak negatywne otoczenie nie mogło pozostać bez wpływu na rodzimą GPW – blue straciły ponad 1%, cofając się blisko 2150 pkt. Ciekawie było także wśród surowców – mocno traciły metale oraz ropa (dziś nad ranem lekkie odbicie). O poranku zyskuje US Dollar Index. W kalendarium makro czekają nas odczyty inflacji konsumenckiej dla głównych europejskich gospodarek oraz dla USA. Opublikowany będzie także protokół z posiedzenie EBC, a na rynek docierają głosy, że w EBC nie ma zgodności co do ścieżki (potencjalnych) podwyżek stóp procentowych. Póki co poranne nastroje są lekko pozytywne (rosną kontrakty na główne światowe indeksy), co może oznaczać, że także u nas dzień rozpoczniemy od wzrostów. Patrząc na blue chipy od strony technicznej, WIG20 jest obecnie ograniczony poziomami 2150-2200 pkt. i w tym przedziale poruszamy się praktycznie od niemal miesiąca. Pytanie natomiast czy jest to trwałe „złapanie oddechu" po spadkach, które trwały nieprzerwanie od połowy stycznia

Remigiusz Lemke, analityk DM mBanku

Wczorajszy handel na rynku terminowym rozpoczął się z niskiego pułapu. Platformą na której oparł się rynek okazała się MA200h. W kolejnych godzinach zmienność nie rozpieszczała inwestorów. Co prawda zarówno kupujący jak i sprzedający podejmowali próby, bądź domknięcia luki bessy, bądź zejścia poniżej średniej, jednak przedsięwzięcia te kończyły bez większych sukcesów, a kurs bardzo szybko powracał do wcześniejszego marazmu. Ostatecznie FW20 zakończył dzień na wysokości 2125. Wskaźniki techniczne w ujęciu godzinowym przebywają w strefie neutralnej, a co za tym idzie nie generują klarownych sygnałów. Nieznacznie lepiej prezentuje się sytuacja w interwale dzienny, gdzie MACD w dalszym ciągu posiada aktywne sygnały kupna, co powinno wspierać kupujących w wzrostowym odreagowaniu. Za oceanem główne indeksy doznały stosunkowo mocnej przeceny S&P500 spadł o -0,71%, Nasdaq100 przecenił się o -0,5%, a Russell 2000 o -0,9%. W zgoła odmiennych nastrojach są inwestorzy z Azji, gdzie główne benchmarki mocno odreagowują, po wczorajszych spadkach. Nikkei225 drożeje o 1,3%, tym samym powracając powyżej 22 tysięcy punktów. Indeks australijski zyskuje na wartości +0,86%, co sprawia, że do historycznych poziomów brakuje mu zaledwie 30 punktów, a koreański KOSPI drożeje o +0,66%. W takim otoczeniu zewnętrzny można liczyć, że również WIG20 powinien zyskać na otwarciu.

Analitycy CDM Pekao

Po dwóch dniach zdecydowanej przewagi popytu i wzrostów na światowych rynkach akcji, środa przyniosła diametralną zmianę nastrojów. Wczoraj zdecydowaną przewagę miały rynki zniżkujące, grono rynków wzrostowych było bardzo wąskie i składało się głównie z rynków o relatywnie małej kapitalizacji i płynności. Początek dnia na rynkach dalekowschodnich przyniósł zdecydowaną przewagę spadków, najsłabiej zachowały się chińskie rynki akcji oraz giełda tokijska. Również od rana wyraźnie zyskiwały na sile relatywnej główne waluty rezerwowe z JPY i USD na czele, taniały waluty EM oraz waluty surowcowe. Impulsem do zwrotu na rynkach było ogłoszenie przez USA listy chińskich produktów obłożonych cłami o wartości 200 mld USD rocznego importu. Jest to wykonie wcześniejszych zapowiedzi, Prezydenta Donalda Trumpa i administracji Białego Domu, zwiększenia wartości chińskich towarów objętych barierami celnymi w USA. Początek handlu w Europie był zdecydowanie negatywny, a w trakcie dnia następowało systematyczne, ale już bardzo umiarkowane. W Europie zniżkowały akcje spółek surowcowych, co było pochodną silnego spadku cen surowców towarów i metali. W przypadku metali przemysłowych skala spadków z ostatnich dni tygodni jest wyjątkowo duża. Ostatnie spadki cen na rynku commodities, są efektem eskalacji wojny handlowej USA z Chinami, co inwestorzy oceniają jako czynnik osłabiający chiński popyt na surowce w przyszłości. Po południu zostały opublikowane odczyty inflacji PPI i Core PPI w USA za czerwiec, które po raz kolejny wzrosły. Inflacja cen producentów na poziomie 3,4% r/r była najwyższa od listopada 2011 r. Zakończenie dnia na rynkach za oceanem było jednoznacznie negatywne, chociaż skala spadków nie była tak duża jak w Europie i Azji. Dziś na giełdach azjatyckich zdecydowanie dominują wzrosty najsilniejsze są indeksy giełd chińskich, indyjskiej i tokijskiej.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły