Fundusze inwestycyjne TFI

Piotr Osiecki, Altus TFI: GPW nie jest hojna dla nowych emitentów

#PROSTOzPRKIETU. Piotr Osiecki: trudno się dziwić, że spółki chcą schodzić z giełdy

W poniedziałkowym programie Parkiet TV gościem Andrzeja Steca był Piotr Osiecki, prezes Altus TFI.

Foto: Archiwum

Jak można wytłumaczyć to, że mimo hossy w kraju i za granicą klienci TFI wycofują swoje oszczędności z bardziej ryzykownych funduszy akcyjnych?

To rzeczywiście dziwna sytuacja. Ten rok jest bardzo dobry pod względem stóp zwrotu funduszy akcyjnych, szczególnie tych, które inwestowały w spółki z WIG20, rosnące od początku roku. Dobre stopy zwrotu notują również fundusze inwestujące w małe i średnie spółki. Ale również to jest rok, w którym klienci notują dobre zwroty na funduszach obligacyjnych, rynku pieniężnego. Wiemy, że tradycyjnie wśród wielu klientów indywidualnych panuje duża awersja do ryzyka i obawy o przyszłość. Wielu klientów ma obawy, że rok 2017 może przypominać roku 2007, a rok 2018 będzie jak 2008 r. Wstrzymują ich więc obawy o podłożu psychologicznym o to, czy za rogiem nie czyha bessa i jakiś większy kryzys. Dodatkowo dystrybutorzy nie palą się do sprzedaży produktów bardziej ryzykownych, więc skala napływów do funduszy akcyjnych rzeczywiście nie jest taka, jakbyśmy tego chcieli, wnioskując po stopach zwrotu funduszy oraz tego, co widać w polskiej gospodarce. Ta jest mocna. Odczyty mówią o 4 proc. PKB. W przyszłym roku, gdy ruszą inwestycje, ten wskaźnik będzie jeszcze wyższy. Moim zdaniem czekają nas dalsze zwyżki, a warszawska giełda ma jeszcze jakiś ukryty potencjał do wzrostu szczególne na tle tego, co dzieje się na świecie. Być może dystrybutorzy przełamią się w przyszłym roku ze sprzedażą jednostek funduszy rynku akcyjnego bardziej niż rynku pieniężnego czy funduszy dłużnych. Bo te w tym roku chyba zarobiły już to, co mogły.

Czy historyczny rekord WIG-u pomógłby w zmianie nastawienia klientów?

Na pewno tak. Taki moment zawsze oddziałuje na wyobraźnię. Gdy klienci widzą, że indeksy rosną, to chętniej kupują. Akcje są takim dziwnym towarem, który nabywamy wraz ze wzrostem ceny. Zainteresowanie nim rośnie tym bardziej, im wyższe są ich notowania czy indeksy giełdowe. Modelowo, fundamentalnie powinniśmy kupować oczywiście wtedy, kiedy są tanie, przecenione, a spółki są niedowartościowane. Natomiast psychologia działa tak, że człowiek kupuje, jak akcje rosną.

A jak wytłumaczyć marazm na rynku pierwotnym?

Rzeczywiście nie ma w ostatnim czasie jakichś spektakularnych ofert pierwotnych. Mieliśmy po wakacjach debiuty GetBacku i Playa. To rzeczywiście były bardzo duże oferty, które odniosły sukces, a inwestorzy mogli zrealizować dobre stopy zwrotu. Dziś rynek jest w fazie hibernacji i stoimy przed dużym znakiem zapytania, co dalej z OFE. Trochę brakuje pieniędzy na rynku, OFE są strasznie przeważone w akcje na warszawskiej giełdzie. Chcielibyśmy, żeby zapowiedziana przez wicepremiera Morawieckiego reforma OFE się zdarzyła i żeby zdjęła część niepewności z warszawskich indeksów i giełdy. Cały czas jej nie ma. Wyceny wielu spółek na giełdzie pewnie nie zachęcają nowych spółek do debiutu, ponieważ nie są one wysokie. Jeśli mówimy o wskaźnikach krotności zysku czy EBITDA, to dzisiaj warszawska giełda nie jest zbyt hojna, jeśli chodzi o ewaluację dla nowych emitentów.

Zdaje się, że to działa też w drugą stronę. Wiele spółek podejmuje decyzję o zejściu z GPW.

Jedno to rzeczywiście nie najwyższe wyceny, drugie to cały czas niepewność regulacyjna. Tego brakuje warszawskiemu parkietowi. Od jakiegoś czasu toczy się dyskusja, że politycy i decydenci powinni bardziej zadbać o warszawską giełdę. Rynek kapitałowy i sama giełda jest ważnym elementem polskiej gospodarki i wyjątkowo udanym eksperymentem po okresie transformacji. I pewnie brakuje takiego mocnego przekazu, że będziemy od strony decydentów inwestować w rozwój giełdy i spółki. Sprawa OFE też nie pomaga. Czekamy wszyscy na rozstrzygnięcia i zachęcamy decydentów do tego, aby to się stało. Dlatego nie ma się co dziwić, że niektórzy właściciele decydują się zdjąć spółki. Ostatni przykład wezwania na 100 proc. akcji Synthosu i podjęcie próby zdjęcia firmy z giełdy jest absolutnie zrozumiałe i pewnie nie ma się co dziwić. Wydaje się, że jest to fair w stosunku do rynku.

Jest to dość duża operacja.

Rzeczywiście. Wezwanie jest na cały pozostały free float w spółce, prawie 2,5 mld zł. Z jednej strony to dobrze. Trzeba się cieszyć, że właściciele potrafią zaoferować rynkowi możliwość wyjścia na równych zasadach i fair w stosunku do wszystkich uczestników rynku. Pewnie cena zaoferowana w wezwaniu jest bliska wartości fundamentalnej spółki. To jest kolejny przykład, gdzie takie rzeczy się dzieją. Poprzednio był przypadek Pelionu, który też został zdjęty przez głównego akcjonariusza. Pewnie trzeba się spodziewać, że przy tych relatywnie niskich wskaźnikowo ewaluacjach, o których mówiliśmy, będą pojawiały się kolejne wezwania. Czy to ze strony właścicieli, czy ze strony funduszy private equity, bo ta część rynku kapitałowego jest bardzo bogata w płynność i kapitał. Spodziewam się, że pewnie niejeden fundusz private equity będzie korzystał z relatywnie nie najwyższych wycen w obszarze szczególnie małych i średnich spółek i będą próby zdejmowania spółek z giełdy.

Trochę szkoda takich dojrzałych spółek jak Synthos czy Pelion. Im rzeczywiście rynek kapitałowy nie jest potrzebny?

Ja uważam, że każdemu jest potrzebny rynek kapitałowy, ale to jest pewnie schorzenie zawodowe. Rozumiem natomiast właścicieli jednej i drugiej spółki. Jest zbyt duża niepewność co do przyszłości OFE. To jest jednak istotny i duży gracz w akcjonariacie w tych firmach. Obawy co do przyszłości struktury akcjonariatu czy nawet same modele biznesowe tych firm stawiają pod znakiem zapytania utrzymywanie tych spółek na giełdzie. Rzeczywiście szkoda, bo to są takie firmy, które są interesujące od strony branż, od strony tempa rozwoju, wypłat dywidendy. Ale nie ma się co dziwić. PAAN


Wideo komentarz