Fundusze inwestycyjne TFI

Odpływy z funduszy obligacji korporacyjnych przyspieszyły

Według wstępnych danych w czerwcu klienci z tego typu produktów wycofali sporo więcej pieniędzy niż w poprzednich miesiącach. Powód jest cały czas ten sam, czyli sprawa GetBacku.
Foto: 123rf

Fundusze obligacji korporacyjnych znów mają za sobą fatalny pod względem sprzedaży miesiąc. Masowe odpływy z tej grupy utrzymują się od marca, kiedy do powszechnej opinii zaczęła przebijać się sprawa GetBacku. W marcu klienci wycofali 213 mln zł, w kwietniu 180 mln zł, a w maju 242 mln zł. W czerwcu zaś, według wstępnych danych firmy Analizy Online, odpłynęło aż 400 mln zł. Choć w niektórych przypadkach TFI notowały napływy do tej grupy.

Sprawdź notowania funduszy inwestycyjnych

Wszystko, tylko nie akcje

– Nasz sztandarowy produkt sprzedażowy to portfele funduszy dopasowane do profilu ryzyka klienta. Nie najlepsza koniunktura na rynkach akcji w pierwszym półroczu siłą rzeczy wpłynęła negatywnie na wyniki portfeli, nawet tych najbardziej konserwatywnych. Odnotowaliśmy ujemne napływy netto do funduszy, lecz w większym stopniu były one spowodowane mniejszą niż zwykle sprzedażą portfeli, a nie istotnie zwiększonymi umorzeniami – uważa Rafał Lerski, członek zarządu i dyrektor inwestycyjny TFI BGŻ BNP Paribas. Jak twierdzi, odpływy w poszczególnych funduszach były raczej proporcjonalne do ich udziałów w danym portfelu. – Ewidentnie jednak część klientów postanowiła też zrezygnować z inwestowania portfelowego na rzecz bezpośredniego lokowania w funduszach inwestujących głównie w instrumenty dłużne krótkoterminowe lub o zmiennej stopie procentowej. W naszym przypadku wpłynęło to korzystnie na zwiększenie aktywów w funduszu obligacji korporacyjnych Lokata Kapitału – tłumaczy Lerski.

Andrzej Czarnecki, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych w Union Investment TFI, twierdzi, że zainteresowanie produktami opartymi na papierach korporacyjnych w przypadku tego TFI nie słabnie. – Czerwiec był kolejnym dobrym miesiącem dla funduszu UniLokata. Po niemal rekordowo wysokich napływach w maju w ubiegłym miesiącu odnotowaliśmy napływy netto do tego funduszu na poziomie 65 mln zł, co oznacza, że był to drugi najlepszy miesiąc w tym roku dla UniLokaty – mówi Czarnecki. Także fundusz UniWIBID Plus zanotował napływy netto na poziomie ponad 47 mln zł. – Ze względu na sytuację rynkową na GPW pod presją pozostają fundusze inwestujące w polskie akcje. Niemal zbilansowane lub pozytywne napływy mają natomiast fundusze akcji inwestujące za granicą. Pozytywne saldo wpłat mają także nasze fundusze absolutnej stopy zwrotu, zarówno akcji, jak i pieniężny – podsumowuje Czarnecki.

Zdaniem Lerskiego lipiec w ogóle powinien przynieść zmniejszenie dynamiki umorzeń, ale trudno też w okresie wakacyjnym i czasie podwyższonej niepewności spodziewać się zmasowanych napływów do funduszy inwestycyjnych. – Większość inwestorów raczej wykorzysta okres urlopowy na przeczekanie i obserwację wyników funduszy – przewiduje.

Nierynkowa wycena funduszy korporacyjnych

Foto: GG Parkiet

– Na świecie zauważalne jest ochłodzenie nastrojów, jeśli chodzi o obligacje korporacyjne. Solidne spółki na rynkach dojrzałych mają wysoką rentowność, bo w ostatnim czasie ceny ich papierów spadły. I nie mówimy tu papierach typu high yield, tylko dobrych, stabilnych przedsiębiorstw – zauważa Dariusz Sałata, dyrektor sprzedaży OPTI TFI. Jego zdaniem w Polsce z kolei inwestorzy odwracają się od tego typu produktów w związku z kryzysem zaufania wywołanym GetBackiem. Jak jednak twierdzi Sałata, produkty oparte na papierach dłużnych firm mogą dawać niezłe wyniki i być jednocześnie dość bezpieczne. – Potrzebna jest duża dywersyfikacja. W portfelu powinno znajdować się 100–200 emitentów, żeby na wypadek, który może się zdarzyć wszędzie, wartość inwestycji jednej spółki stanowiła – powiedzmy – 0,5 proc., a nie 3–4 proc. Do tego obligacje muszą być płynne, żeby w każdej chwili można było je sprzedać bez żadnego problemu (czynnik pomijany w wielu funduszach w Polsce), po trzecie, powinny być one wyceniane rynkowo (co jest rzadką praktyką w Polsce), a nie modelowo. Łatwo dopisywać sobie do wartości jednostki teoretyczne, wynikające z modelu odsetki z obligacji, ale w przypadku umorzeń, konieczności sprzedaży, cena jest nie ta „obiecana", ale ta realna, giełdowa. Więc jest to bardziej uczciwe, bo prawdziwsze wycenianie portfela – wskazuje Sałata. Ostatnim elementem jest sprawa opłat za zarządzanie. W przypadku gdy sięga 2 proc., w portfelu trzeba mieć obligacje wysoko oprocentowane, a więc bardziej ryzykowne.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły