Firmy

PKO TFI: Apple mógłby kupić wszystkie polskie spółki

PKO TFI: Europa Środkowo-Wschodnią jednym z nielicznych miejsc gdzie wyceny są jeszcze atrakcyjne.
Foto: Bloomberg

- Ten cykl jest cyklem spółek technologicznych – mówi Karol Chrystowski, zarządzający PKO TFI. I na potwierdzenie swych słów, przytacza kilka faktów. – Apple ma w bilansie ponad 260 mld USD gotówki. To wystarczy, żeby kupić wszystkie spółki z WIG20, mWIG40 i sWIG80. I jeszcze zostaje jakieś 90 mld USD – podaje. Apple to akurat firma, której astronomicznej kapitalizacji na poziomie 900 mld USD, a w konsekwencji – wyceny – nie można uznać za wyśrubowaną. Wyniki finansowe spółki uzasadniają taką, a nie inną wartość. Ale już Tesla, producent aut elektrycznych, kierowany przez wizjonera Elona Muska, jest wart ok. 60 mld USD mimo, że z roku na rok generuje straty, podczas gdy łączna wartość rynkowa Citroena, Peugeota i Renault – spółek rokrocznie osiągających zyski – wynosi 47 mld USD. - Gospodarka cyfrowa odleciała gospodarce tradycyjnej. Analogicznie wyceny akcji z rynków wschodzących Azji i Pacyfiku, wycenom akcji z Europy Środkowej i Wschodniej – wymienia Chrystowski.

Jego zdaniem, akcje z naszego regionu są właśnie jedną z nielicznych klas aktywów – obok surowców i obligacji niektórych rynków wschodzących, których wyceny wciąż są racjonalne. – Zwróćmy uwagę na takie rynki surowcowe jak Brazylia, czy Rosja – stopy procentowe pozostają tam relatywnie wysokie jednocześnie relacja cen surowców do cen akcji (stosunek indeksu GSCI do S&P500) jest tak niska, jak podczas bańki internetowej czy na początku lat 70-tych – podkreśla Chrystowski.

W obrębie emerging markets nasz region – pod względem wycen – należy do najbardziej atrakcyjnych. – Indeks MSCI Emerging Europe jest na poziomie z 2008 r., a więc z ostatniego kryzysu finansowego. MSCI Asia Pacific sięga już ostatniego szczytu z 2007 r. Wskaźnik ceny do zysku i współczynnik dywidendy dla pierwszego z indeksów to – odpowiednio 13,5 oraz 2,7 proc., dla drugiego – 7, 3 oraz 4,2 proc. To można racjonalnie wytłumaczyć. Naszemu regionowi ciążyły w tych latach obawy o rozpad Unii Europejskiej, aneksja Krymu przez Rosję, a także brak takich spółek jak na przykład Samsung – wymienia Chrystowski.

Przechodząc do poszczególnych rynków, najciekawiej jego zdaniem prezentuje się dziś Rosja. Polska też wypada całkiem nieźle. Najbardziej radziłby unikać Turcji. – To jest właśnie cały urok naszej części starego kontynentu. Chcemy grać pod deflację – inwestujemy w Turcji. Obstawiamy wzrosty cen surowców – wybieramy akcje rosyjskie, które historycznie rzecz biorąc okazywały się najlepszą „polisą od inflacji". Co do Polski, zwróciłbym tylko uwagę, że WIG20 jest na poziomie... sprzed 17 lat. Oczywiście notowania wskaźnika nie uwzględniają wypłaconych w tym czasie dywidend, co nie zmienia faktu, że pozostaliśmy daleko w tyle za innymi giełdami – przekonuje Chrystowski.

Za Europą Środkowo-Wschodnią przemawiają również argumenty geopolityczne. – Polska, Czechy, Węgry a także Grecja są wśród państw, które prawdopodobnie najmniej ucierpią na ewentualnej wojnie celnej miedzy USA a Chinami – dodaje.

- Dziura w wycenach między krajami naszego regionu, a resztą rynków, nawet wschodzących, jest dziś ekstremalna. Oczywiście to, że coś jest tanie, nie oznacza, że nie może być jeszcze tańsze. Jednocześnie jednak, prawdopodobieństwo, że przestanie tanieć i zacznie drożeć jest stosunkowo wysokie – podsumowuje Chrystowski. – Jeżeli Nasdaq zanurkuje o 20 proc., nie ma co liczyć na zwyżki WIG20. Świat inwestycji jest niestety asymetryczny – rynek amerykański może rosnąć gdy inne spadają, ale rzadko bywa odwrotnie. Spółki technologicznie ciągną ten cykl i to one go zakończą – zastrzega zarządzający PKO TFI.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły