Biura maklerskie

Maklerzy drżą o swoją przyszłość. Kolejne biura maklerskie mogą zniknąć lub zostać przejęte

Brokerzy znowu z niepokojem patrzą na rynek. Sytuacja od kilku miesięcy ich nie rozpieszcza. Nic dziwnego, że pojawia się coraz więcej pytań o przyszłość branży.
Foto: 123rf

Spadające obroty na GPW, brak znaczących IPO czy zawirowania na rynku obligacji korporacyjnych sprawiły, że maklerzy drżą dziś o swoją przyszłość. Zdaniem ekspertów, jeśli nic się nie zmieni, przetasowania na rynku domów maklerskich staną się po prostu nieuniknione.

Czytaj także: Koniunktura na rynku straszy maklerów

Przychody i koszty

Nie od dziś wiadomo, że maklerzy są uzależnieni w dużej mierze od koniunktury giełdowej i aktywności inwestorów. Te pozostawiają sporo do życzenia. Średni obrót akcjami na GPW w II kw. wyniósł 787 mln zł. Oznacza to istotne spadki, bo jeszcze w I kw. było 865 mln zł, a w II kw. 2017 r. prawie 974 mln zł.

– Na pewno I półrocze było wymagającym okresem. Na rynku widać było, że inwestorzy szukają przede wszystkim bezpiecznych rozwiązań. Wystarczyło spojrzeć choćby na wyniki sprzedaży funduszy. Napływy pojawiały się głównie do funduszy pieniężnych i funduszy obligacji, a odpływy były widoczne z funduszy absolutnej stopy zwrotu i funduszy akcji – zwraca uwagę Krzysztof Prasał, prezes DI Xelion.

Do posuchy na rynku wtórnym dochodzi również marazm na rynku pierwotnym. W I połowie roku doszło do pięciu debiutów na głównym parkiecie, a wartość przeprowadzonych IPO wyniosła niecałe 280 mln zł. Dla porównania – sześciu debiutantów z I połowy 2017 r. przeprowadziło oferty o łącznej wartości 2,3 mld zł.

– Na pewno I półrocze, a w szczególności II kw., to był trudny okres. Inwestorzy ograniczyli aktywność na GPW, spadły wyceny na rynku wtórnym, a to z kolei spowodowało, że trudniej było uplasować akcje w ofertach pierwotnych – mówi Tomasz Bardziłowski, wiceprezes Vestor DM. Swoje piętno odciska GetBack. Problemy płynnościowe windykatora sprawiły, że pojawiły się także kłopoty na rynku obligacji korporacyjnych, z którym jeszcze nie tak dawno branża wiązała wielkie nadzieje. Dziś maklerzy mówią wprost, że nie bardzo mają co sprzedawać, a jeśli już nawet pojawi się jakaś oferta, to i tak trudno przekonać do niej inwestorów.

Krzysztof Polak, dyrektor BM Alior Banku, nie ukrywa, że sytuacja wygląda źle. – Kolejne obszary działalności tracą biznesowo na znaczeniu. Działalność brokerska jest coraz mniej rentowna, mamy do czynienia z istotnym ograniczeniem rynku forex, chociażby za sprawą dostosowania do interwencji produktowej ESMA (europejskiego nadzoru giełd i papierów wartościowych – red.), rynek obligacji korporacyjnych jest poturbowany, a do tego dochodzą istotne zmiany w zakresie oferty funduszy inwestycyjnych i możliwości uzyskiwania przychodów w dotychczasowym modelu – wylicza Polak. Podkreśla, że wszystko to dzieje się równolegle do stale rosnących kosztów działania i konieczności wprowadzania zmian o charakterze regulacyjnym. – Branża, a także cały rynek, stoją w obliczu istotnej zmiany modelu funkcjonowania pośredników i wyzwań w zakresie optymalnego modelu biznesowego, gwarantującego osiąganie pozytywnych wyników – zaznacza Polak.

Czas na zmiany

Maklerzy nerwowo czekają na dopływ kapitału na GPW, który pozwoli znowu złapać im oddech. – Duże nadzieje wiążemy z pracowniczymi planami kapitałowymi, jednak martwić może fakt, że wejście w życie tego programu jest przesuwane w czasie. Do czasu uchwalenia ustawy o PPK cały rynek i branża będą trwały w zawieszeniu, tak jak to było choćby zaraz po przegłosowaniu brexitu, kiedy rynek praktycznie zamarł. To zmusi domy maklerskie z jednej strony do poszukiwania nowych źródeł przychodów. Brokerzy będą musieli wejść w nowe obszary działalności, np. zainteresować się rynkiem venture capital, by uniezależnić się trochę od bieżącej koniunktury giełdowej. Z drugiej strony zapewne część firm zacznie ograniczać koszty, przynajmniej do czasu poprawy koniunktury – twierdzi Bardziłowski. Krzysztof Polak idzie jeszcze dalej. – Obecny stan rzeczy nieuchronnie prowadzi branżę do konsolidacji, podyktowanej nie tylko zmianami w grupach bankowych, ale też brokerów niepowiązanych z bankami. W mojej ocenie w perspektywie pięciu lat na rynku zostanie pięciu, sześciu liczących się krajowych graczy – twierdzi.

Foto: GG Parkiet

Prasał stara się dostrzegać także pozytywy obecnej sytuacji. – Myślę, że jesteśmy w momencie, w którym coraz ważniejsza jest jakość. Oferty pośredników są bardzo podobne, więc większe znaczenie będzie miało to, kto i jakiej jakości rozwiązania zaproponuje klientom. Jest to szansa dla sprawdzonych podmiotów, które stawiają przede wszystkim na jakość i długofalową współpracę z klientem. Liczę również, że całe zamieszanie, które mamy chociażby na rynku obligacji korporacyjnych, będzie dobrą okazją do samorefleksji dla branży – mówi szef DI Xelion.


Wideo komentarz