Analizy

Widmo wojny handlowej może coraz bardziej ciążyć Berlinowi

Jeśli Angeli Merkel nie uda się ułożyć normalnych relacji z Donaldem Trumpem, to gospodarkę naszego zachodniego sąsiada spotka większe hamowanie, a giełda we Frankfurcie wejdzie w bessę.

Niemiecka gospodarka co prawda hamowała w ostatnich miesiącach, ale ma się wciąż stosunkowo dobrze. Ewentualne zaostrzenie konfliktu handlowego z USA byłoby jednak dla niej bardzo poważnym wstrząsem.

Foto: Archiwum

Amerykański prezydent Donald Trump jest znany z ekscentrycznych zachowań, ale na ostatnim szczycie G7 przeszedł sam siebie. Podczas jednej z napiętych dyskusji wstał od stołu, wyciągnął z kieszeni marynarki dwa cukierki (a ściślej: gumy rozpuszczalne) i rzucił je na stół, mówiąc do niemieckiej kanclerz: „Masz, Angela. Nie mów, że nigdy nic ci nie dałem". Ten incydent jest dobrą ilustracją pogarszających się relacji między USA a Niemcami. Niemcy są krytykowane przez Waszyngton za to, że zbyt mało wydają na obronę, grozi się niemieckim firmom sankcjami w związku z ich udziałem w budowie gazociągu Nord Stream 2 oraz ich zaangażowaniem w Iranie, a na horyzoncie majaczy widmo karnych ceł na europejskie samochody. To oziębienie stosunków może Niemcy drogo kosztować, zwłaszcza jeśli przekształciłoby się w wojnę handlową na pełną skalę. W ostatnich miesiącach napięcia handlowe i polityczne już i tak przyczyniły się do spowolnienia gospodarczego w Niemczech. Na domiar złego zachwiała się koalicja rządząca i przez pewien czas istniało ryzyko upadku rządu Angeli Merkel. Wiele czynników może sprawić, że spowolnienie gospodarcze w Niemczech, czyli u naszego największego partnera handlowego, będzie kontynuowane w drugim półroczu. Czy jednak groźba osłabienia największej europejskiej gospodarki jest na tyle duża, że powinniśmy się tego obawiać?

Zagrożenie handlowe

Początek roku okazał się dla niemieckiej gospodarki gorszy od oczekiwań. Wzrost PKB zwolnił z 0,6 proc. (kw./kw.) w czwartym kwartale do 0,3 proc. w pierwszym. Danych za drugi kwartał jeszcze nie ma, ale wiele wskazuje, że tempo wzrostu gospodarczego było wówczas podobne. Wskaźnik PMI dla niemieckiego przemysłu spadał przez sześć miesięcy z rzędu, sięgając w czerwcu 55,9 pkt. Wciąż jest on na poziomie mówiącym o ekspansji w sektorze (mówi o niej każdy odczyt powyżej 50 pkt) i spadł z bardzo wysokiego poziomu, ale nie jest jedynym indeksem pokazującym pogorszenie koniunktury. Indeks Ifo mierzący klimat biznesowy w Niemczech spadł w czerwcu do 101,8 pkt, czyli najniższego poziomu od wiosny 2017 r. Osłabienie nastrojów szczególnie dotknęło handel, gdzie przedsiębiorcy po raz pierwszy od 2015 r. spodziewają się pogorszenia warunków prowadzenia biznesu. Indeks nastrojów biznesowych ZEW spadł zaś w czerwcu do minus 16,1 pkt, czyli najniższego poziomu od 2014 r. Słabo sobie radzi w tym roku również niemiecka giełda. Indeks DAX spadł od początku roku o ponad 5 proc., gdy np. francuski CAC 40 i brytyjski FTSE 100 zniżkowały w tym czasie o mniej niż 1 proc. Coś więc wyraźnie ciąży niemieckiemu biznesowi. Tylko czy będzie nadal ciążyło w drugim półroczu? To będzie zależało m.in. od tego, czy zaostrzą się relacje handlowe między USA a Niemcami.

– W ostatnim kwartale PKB Niemiec znacznie zwolnił. Jednak w zestawieniu rocznym niemiecki produkt krajowy brutto nadal mocno zyskuje. Do niedawna inwestorzy stali na stanowisku, iż owo spowolnienie gospodarcze może być jedynie chwilowe, a przede wszystkim na horyzoncie nie ma poważnej zapaści. To podejście zrewidował początek globalnej wojny handlowej rozpoczętej przez Donalda Trumpa. Przy niemieckiej gospodarce, tak wrażliwej na kondycję światowego PKB oraz wymianę handlową z USA i Chinami, nie można się dziwić, że część inwestorów zaczęła panikować i wyprzedawać niemieckie spółki – mówi „Parkietowi" Łukasz Wardyn, dyrektor na Europę Wschodnią w CMC Markets.

– Ryzyko dalszych restrykcji handlowych oraz niepewność dotycząca przyszłych relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Europą już szkodzą wzrostowi gospodarczemu, chociaż bezpośrednie skutki podwyżek ceł na stal i aluminium przez administrację Trumpa będą dosyć małe. Prawdziwe ryzyko wynika z niepewności dotyczącej przyszłego reżimu handlowego. Coś takiego już widzimy na przykładzie tego, jak kwestia brexitu zaszkodziła brytyjskiej gospodarce – twierdzi Florian Hense, ekonomista z Berenberg Banku.

– Jeśli USA będą kontynuowały swoje obecne nastawienie i wdrożą dalsze protekcjonistyczne środki, to Niemcy będą nimi zagrożone bardziej niż wiele innych krajów. Są bardziej otwartą gospodarką niż większość państw UE, a także więcej niż inne kraje Unii eksportują poza Europę – przypomina Jack Allen, ekonomista z firmy badawczej Capital Economics.

Droga hamowania

Jak mocno może zwolnić niemiecka gospodarka? O ile w 2017 r. niemiecki wzrost gospodarczy sięgnął 2,2 proc., to mediana prognoz analityków zebranych przez agencję Bloomberga mówi, że w tym roku powinien wynieść 2,1 proc. Najwięksi optymiści (analitycy: Credit Agricole CIB, Credit Suisse, agencji Fitch i Handelsblatt Research Institute) spodziewają się w 2018 r. 2,5-proc. wzrostu PKB. Najwięksi pesymiści (analitycy instytutu IWH-Halle) prognozują 1,7 proc. Bundesbank oczekuje 2 proc. wzrostu. Wiele scenariuszy przewiduje więc spowolnienie w tym roku, ale w żadnym z nich nie jest ono gwałtownym załamaniem. Choć większość tych prognoz powstała w czerwcu, ich autorzy zdają się wyraźnie oddalać warianty, w których dochodzi do załamania tempa wzrostu wywołanego wojną handlową. Wielu analityków uspokaja, by nie przywiązywać zbyt dużego znaczenia do trwających od początku roku spadków wskaźników koniunktury takich jak PMI czy Ifo.

– Najnowsze odczyty wskaźników nastrojów wciąż korespondują ze wzrostem gospodarczym powyżej potencjału. Co więcej, komponent oczekiwań biznesowych indeksu Ifo ustabilizował się, a PMI dla sektora usług wzrósł w czerwcu do 53,9 pkt. To w połączeniu z silnymi fundamentami (wzrost przychodów i zysków, duże wykorzystanie mocy produkcyjnych, niskie stopy procentowe itp.) może tłumaczyć, dlaczego rozrzut pomiędzy ocenami przez poszczególne spółki ich perspektyw pozostaje niski. Ten wskaźnik, mierzony przez monachijski instytut Ifo, może być uznawany za miarę korporacyjnej niepewności. Wskaźnik ten zmienia się kontrcyklicznie i np. poprawie klimatu biznesowego widocznej od 2013 r. towarzyszyły spadek rozrzutu między ocenami i mniejsza niepewność. Ostatnie osłabienie nastrojów biznesowych nie doprowadziło do jego wzrostu, nawet jeśli bierzemy pod uwagę groźbę wojny handlowej pomiędzy USA i Europą, która szczególnie mocno uderzyłaby w Niemcy – twierdzi William De Vijlder, ekonomista z BNP Paribas.

– Ostatnie spowolnienie gospodarcze nie oznacza jeszcze początku dekoniunktury. Boom będzie jeszcze trwał, choć oczywiście jego koniec staje się bliższy – zapewnia Stefan Kooths, szef działu prognoz kilońskiego instytutu IfW. Jego instytucja obcięła niedawno prognozę niemieckiego wzrostu gospodarczego na ten rok o 0,5 pkt proc., do 2 proc. Prognoza na 2019 r. została jednak podtrzymana na poziomie 2,3 proc. i mówi ona, że dobra koniunktura wciąż będzie się utrzymywała w Niemczech. Instytut zaznacza jednak, że ten scenariusz jest obarczony poważnymi czynnikami ryzyka, do których zalicza m.in. konflikt handlowy z USA. „Znaczące cła na import samochodów i części samochodowych do USA mogą mieć potencjalnie negatywny wpływ na produkcję ze względu na znaczenie sektora motoryzacyjnego dla wielu gospodarek. (...) Dodatkowo zwiększyła się niepewność polityczna w strefie euro, do czego szczególnie przyczyniła się zmiana rządu we Włoszech" – piszą analitycy IfW.

Za kilka miesięcy może się więc okazać, że prognozy gospodarcze dla Niemiec będą znów ścinane przez analityków. Oczywiście stanie się tak, jeśli Merkel nadal nie będzie potrafiła ułożyć sobie relacji z Trumpem, np. obiecując mu wzrost wydatków na obronę. Takie polityczne fiasko na linii Berlin – Waszyngton miałoby oczywiście bardzo poważne konsekwencje dla niemieckiego rynku akcji. Znacznie przybliżyłoby bessę.

– Kluczowe dla niemieckich akcji będzie utrzymanie się DAX-a powyżej dołków z okresu luty–marzec tego roku. Szczególnie że te poziomy korespondują z ważnymi wsparciami z 2017 r. Jeżeli DAX będzie utrzymywał się wyżej, to do tego czasu inwestorzy mogą się cieszyć trendem horyzontalnym, nawet z nadziejami na powrót do hossy. Przebicie owych dołków będzie katastrofą dla rynku. Według analizy technicznej będzie po prostu oznaczało wejście w regularną bessę z możliwym okresem paniki. Faktycznie zaostrzająca się wojna handlowa może wyprowadzić indeks na nowe minima, szczególnie gdy inwestorom trudno wycenić ryzyko. Inwestorzy nie wiedzą, jak mocno posuną się poszczególne kraje, a dokładniej politycy, a także jakie branże będą kolejne oraz jakie będą nakładane cła – prognozuje Wardyn.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły