Wiadomo, że prosperity nie trwa wiecznie, więc gdy przyjdą gorsze czasy, będzie można skorzystać z oszczędności (teoria wygładzania konsumpcji). Nasze zachowania z teorią tą mają jednak niewiele wspólnego. Chętnie wydajemy, gdy wiedzie się nam dobrze, a gdy wszyscy mówią o kryzysie, zaczynamy na potęgę oszczędzać. Bo boimy się niedostatku, nie mamy zgromadzonych zapasów (tu stałą wymówką są zbyt niskie dochody), nie wiemy, co nas czeka....
Pewnie przydałoby się trochę więcej optymizmu. Teraz wbrew pozorom można znaleźć wiele argumentów za wydawaniem pieniędzy. Banki obniżają oprocentowanie lokat nawet do 0,01 proc. w skali roku. A przecież mamy inflację, więc realnie tracimy kilka procent. Minister finansów mocno ściął odsetki od obligacji oszczędnościowych. Pozostają inwestycje dla odważnych – w akcje czy fundusze. Może więc lepiej nie panikować, pójść na zakupy, do restauracji i kosmetyczki (z zachowaniem rozsądku i zasad ostrożności). Poczujemy się lepiej. Tak jak cała gospodarka.