Co się stało z euro w pandemii?

Jeżeli mielibyśmy się zastanowić co jest standardowym poziomem dla pary EURUSD należałoby napisać na ten temat prawdopodobnie kolejny artykuł i to znacznie obszerniejszy. Para ta pokazuje bowiem pewien poziom równowagi pomiędzy tym co dzieje się po obydwóch stronach oceanu. Rzutuje to mocno na zmienność na niej. Widać to było wyraźnie w pierwszej fazie pandemii. Mocno uregulowany rynek pracy w Europie wraz z dotacjami radził sobie zupełnie przyzwoicie. Na pewno lepiej niż amerykański. Tam wydarzyło się bardzo dużo „nietypowych” rzeczy, na czele z masowymi zwolnieniami Odbiciem amerykańskich problemów i dwucyfrowego bezrobocia była ucieczka kapitału z USA do Europy. W 2020 roku początkowo kurs euro wynosił około 1,1 dolara. Pod koniec roku było to ponad 1,2 dolara. Im dłużej jednak trwała pandemia, tym bardziej sytuacja zaczęła się odwracać.

Inflacja wchodzi na salony

Początkowo wyglądało jakby to Europa miała zadyszkę, a USA zawał. Z czasem jednak okazało się, że to Amerykanie szybciej wracają do normy. Europa miała problem ze złapaniem oddechu i długo nie mogła tego nadrobić. W rezultacie od końca pierwszej połowy 2021 roku widzimy odwrotną sytuację niż na początku pandemii. Powodów można wymieniać wiele. Z jednej strony owszem widzieliśmy poprawę sytuacji w USA. Z drugiej strony z każdym kolejnym miesiącem 2021 roku coraz bardziej docierał do nas problem inflacji. To właśnie zapowiedź podwyżek stóp procentowych zaczęła kształtować rzeczywistość na rynkach niemal równo z pandemią. Tutaj sytuacja w USA wyglądała istotnie lepiej niż w strefie euro. Miała ona miejsce pomimo tego, że podwyżki w USA zaczęły się i tak bardzo późno. Problemem jest jednak południe Europy. Powiedzieć, że państwa te zwiększyły zadłużenie w trakcie pandemii to jakby nic nie powiedzieć. Dobrym przykładem problemu jest Grecja. Bankrutując w 2010 roku, doszła do sytuacji, gdzie zadłużenie wynosiło około 175% PKB. Wydaje się dużo? Na koniec 2020 roku wynosiło 205% PKB. W rezultacie prognozy mówią, że Europejski Bank Centralny będzie się możliwie długo ociągał z podwyżkami stóp procentowych. Powodem jest walka, aby nie zbankrutowało południe kontynentu, dociśnięte większymi kosztami obsługi długu. Jak zareagowały rynki walutowe? Tu nie było wątpliwości, po wstępnej sile euro względem dolara szybko znikały kolejne ślady. W rezultacie na początku 2022 roku znów byliśmy w okolicach poziomu 1,10 dolara za jedno euro.

Co przyniosła rosyjska agresja?

W momencie kiedy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, na rynkach od razu pojawiła się panika. Inwestorzy owszem zareagowali przesadnie na początkowe zagrożenie, aczkolwiek kierunek się utrzymuje. Więcej tracą waluty, które będą ponosić największe koszty obecnych i potencjalnych sankcji. Z tego powodu to właśnie euro tanieje względem dolara. Z tego samego powodu polski złoty, jak również korona czeska czy forint węgierski, są w odwrocie. Więcej tracą też giełdy naszego regionu. Zyskują z kolei bezpieczne przystanie. Na tym rynku jest to frank szwajcarski, ale również dolar amerykański. Są to waluty państw, które zwyczajowo zyskują gdy wzrasta poziom ryzyk. Dodatkowo warto mieć na uwadze, że sankcje dotkną je w znacznie mniejszym stopniu niż np. strefę euro.

Co to oznacza dla zwykłych obywateli?

Nawet jeżeli walutą w Polsce jest złoty, ruchy inwestorów nie pozostały bez wpływu na nasze życie. Posiadacze kredytów frankowych coraz częściej obserwują rosnący kurs franka. W trakcie rosyjskiej agresji na Ukrainę przez moment CHF kosztował nawet równo jedno euro. Spotkanie to miało miejsce przy poziomie niemal 5 zł. Wzrost wysokości rat kredytów frankowych jest bolesny, ale nie tak wysoki jak kredytów złotowych. Te drożeją znacznie mocniej przez wzrost stóp procentowych. Nie tylko jednak kredytobiorcy frankowi są dotknięci obecnymi gwałtownymi zmianami kursów. Wielu z nas zaczęło w trudnych czasach rozglądać się za trzymaniem oszczędności w walutach. Co prawda po dużych podwyżkach stóp procentowych na złotym nie jest to obecnie tak korzystne jak na początku rosyjskiej inwazji. Z drugiej strony gwałtowny wzrost ruchu na stronach kantorów internetowych pokazuje, że wielu naszych rodaków w dalszym ciągu rozważa taki manewr. Co ciekawe pomimo tego, że notowania euro wypadają w ostatnim czasie wyraźnie słabiej od notowań dolara, to właśnie na kursach eurowaluty https://www.walutomat.pl/kursy-walut/eur-pln/ widzimy ostatnio największy ruch. Wynika to oczywiście również z tego, że w trakcie pandemii wielu z nas może pracować zdalnie dla zachodnich firm. Biorąc jednak pod uwagę skalę zakupów widać, że wielu z nas przynajmniej część oszczędności wciąż chce trzymać w tej walucie.

Autor: Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w serwisie Walutomat.pl

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści parkiet.com za pół ceny

KUP TERAZ

Materiał Promocyjny