Cena złota runęła w nocy z niedzieli na poniedziałek o ok. 3 proc. Ruch jest o tyle ciekawy, że nastąpił w warunkach niskiej płynności. W nocy poznaliśmy dane o japońskiej inflacji cen usług dla firm (SPPI) za sierpień, które okazały się wyższe od oczekiwań. Indeks wzrósł o 3,7 proc. r/r, wobec prognozowanych 3,6 proc. i takiego samego wzrostu w lipcu.
Wzrost wynikał z wyższych opłat za fracht, reklamę i leasing, co wskazuje na coraz szerszą presję inflacyjną. Odczyt wspiera tezę, że Bank Japonii ma przestrzeń do dalszego zacieśniania polityki pieniężnej po wrześniowej podwyżce stóp. Ponadto opublikowano protokół z lipcowego posiedzenia BoJ, który potwierdza obawy inflacyjne: część członków zarządu opowiadała się za szybszym tempem podwyżek.
Nie są to dobre informacje dla złota, które pozostaje zakładnikiem globalnego trendu rosnących rentowności obligacji skarbowych. Kluczowe znaczenie mają oczywiście obligacje amerykańskie, jednak rynek długu to system naczyń połączonych. Wyższe rentowności papierów japońskich mogą ograniczyć popyt na amerykańskie obligacje, co ostatecznie sprzyja dalszemu wzrostowi ich rentowności. Kruszec nie przynosi odsetek, dlatego wyższe rentowności obligacji oznaczają dla niego silniejszą konkurencję.
W przeszłości ta zależność bardzo często się sprawdzała, co w dużej mierze tłumaczy obecną słabość rynku złota. Szansy dla metali szlachetnych trzeba upatrywać w uspokojeniu sytuacji na rynku długu i zatrzymaniu wzrostu rentowności.