Wydaje się, że weszliśmy w bardziej wymagający moment hossy, gdy jednak gra pod dalsze wzrosty „z zamkniętymi oczami” może okazać się strategią bardzo długoterminową – czyli klasyczne kupno „górki” i konieczność przeczekania korekty czy bessy. Ale po kolei.
WIG-owi, ale i innym indeksom globalnie, nie idzie już tak łatwo ustanawianie nowych poziomów ATH. Wszyscy patrzą na rosnącą presję ze strony rynku obligacji skarbowych, która jednak nie rozlewa się jeszcze na rynek equity. Bazowe założenie jest bowiem takie, że inflacja globalna nie będzie rosła do tej skali, jak w czasach post-covidowych, czyli kluczowe jest to, że wzrost długoterminowych rentowności wynika przede wszystkim z wyższych realnych stóp procentowych, a nie z ponownego gwałtownego wzrostu oczekiwań inflacyjnych.
Z punktu widzenia rynków oznacza to, że era strukturalnie spadających stóp procentowych prawdopodobnie się skończyła. W najbliższych kwartałach inwestorzy powinni więc liczyć się z większą zmiennością na rynku długu i okresami presji na wyceny aktywów, które korzystały z taniego pieniądza.
Jednocześnie przyspieszający nominalny wzrost PKB i dobra kondycja gospodarki sugerują, że obecne poziomy realnych stóp nie muszą być dla gospodarki globalnej restrykcyjne w takim stopniu, jak mogłoby wynikać z historycznych modeli. Takie założenie, jeśli okaże się faktycznie słuszne, raczej pozwoli rynkowi akcji przejść suchą nogą przez okres podwyższonej inflacji.
Rada Polityki Pieniężnej nie wydaje się w tym wszystkim wychodzić przed szereg i poza pozostawieniem stóp bez zmian przez dłuższy okres, przy założeniu niewielkich odchyleń inflacji w górę od celu, nie powinna komplikować sytuacji lokalnego rynku akcji. U nas jednak dochodzi poważne ryzyko geopolityczne, jakim jest zwiększanie wojennej aktywności Rosji.
Czy jednak można tu mówić o zaskoczeniu? Eskalacja działań hybrydowych jest niebezpieczna, ale nie rodzi ryzyka masowego odpływu kapitału zagranicznego, odpowiadającego w dużej mierze za tak dobre rezultaty WIG-u w tym i zeszłym roku. Jeśli jednak doszłoby do incydentu poważniejszego, jak np. atak na jakieś państwo bałtyckie z użyciem dronów czy rakiet, automatycznie postrzeganie ryzyka regionu pójdzie mocno w górę, bo nie jest to scenariusz bazowy.
Obawiałbym się także lokalnego ryzyka politycznego, jeśli sondaże będą wskazywać na problem z utrzymaniem władzy przez obecnie rządzących. To mogłoby także sprowokować większą realizację zysków zagranicy.
Podsumowując, wydaje się, że rynek bada obecnie skalę zagrożeń i ryzyko odstępstw od przyjętej normy. Jeśli jednak te odstępstwa nie wystąpią, środowisko dla equity powinno pozostać sprzyjające.