Podoba mi się, że w pachnącej od dawna kryminałem sprawie Optimusa Komisja Papierów Wartościowych i Giełd zadziałała szybko i zdecydowanie.
Jeśli prokuratura będzie równie sprawna - nauczony doświadczeniem, nie jestem jednak zbyt dobrej myśli - afera może być pierwszą na naszym rynku kapitałowym, która zostanie wyjaśniona i ukarana w ekspresowym tempie. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie łyżka dziegciu w tej beczce miodu.
Przede wszystkim chodzi o to, że kary KPWiG z tytułu naruszenia obowiązków informacyjnych skierowane są przeciwko spółce. Za nieprawidłowości, których sprawcami były konkretne osoby, zapłaci więc Optimus. Niby od początku taka jest logika rynku i przepisów na nim obowiązujących. Ale na naszej giełdzie rzadko ma to tak doniosłe skutki dla właścicieli przedsiębiorstwa.
Postawmy się w sytuacji drobnego inwestora. Ma akcje Optimusa. Dowiedział się, że za jakiś czas nie będzie mógł nimi handlować na giełdzie. Inni też to wiedzą, co nie pozostanie bez wpływu na popyt i cenę akcji w czasie do zawieszenia obrotu. Co akcjonariusz ma zrobić?
Do wyboru, jeśli w ogóle będzie miał jakiś wybór, pozostaje mu chyba tylko sprzedaż akcji, choćby za grosze (chyba wszyscy się domyślamy, jak dziś zachowa się kurs Optimusa) albo ryzykowna decyzja pozostania w spółce w nadziei, że może kiedyś uda się z niej wyjść na lepszych warunkach mimo braku giełdowych notowań, przejrzystości i jasnych perspektyw. Nie jest to dobra alternatywa. W lepszej sytuacji są duzi akcjonariusze - zwłaszcza mający swoich ludzi we władzach Optimusa. Ci przynajmniej wiedzą, czy w spółce opłaca się zostawać i pod jakimi warunkami.