"Budżet 2007 w pewnym sensie stabilizuje sytuację z lekkim pogorszeniem. Gdyby zrealizowano te postulaty, o których słyszymy ze strony niektórych partii: masowe wydatki, masowe podwyżki, to oczywiście wkraczamy wówczas na ścieżkę węgierską" - powiedział Filar w wywiadzie dla "Kwadransu po ósmej" w TVP1.
Q trakcie prac nad przyszłorocznym budżetem, resorty zgłosiły zapotrzebowanie na wydatki o 29 mld zł przekraczające plany budżetowe. Ostatecznie jednak rząd przesłał do Sejmu projekt budżetu zachowujący tzw. kotwicę budżetową, czyli deficyt w wysokości 30 mld zł.
Po kilku latach zwiększonych wydatków budżetowych, Węgry odnotowały drastyczny wzrost zadłużenia państwa. Według oficjalnych danych węgierskiego Ministerstwa Finansów na koniec sierpnia 2006 roku ujemne deficyt sektora publicznego sięgnął 6% PKB, a - według wrześniowej wersji programu konwergencji - wskaźnik ten wzrośnie do 10,1% PKB.
"RPP nie jest zadowolona z budżetu na rok 2007, przede wszystkim dlatego, że w tym budżecie wciąż rośnie dług publiczny" - powiedział też Filar.
Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska powiedziała w środę, że deficyt sektora rządowego i samorządowego, tzw. general government deficit, wyniesie - według metodologii unijnej - 2,8% PKB w 2009 roku wobec 4,1% zakładanych na 2007 rok. Oznacza to, że Polska spełni wówczas ostatnie kryterium, umożliwiające przyjęcie euro. (ISB)