Spowolnienie koniunktury wyraźnie za to było zauważalne na Litwie, która rozwijała się w ostatnim kwartale w tempie 6,3 proc. Susza, która w tym roku nawiedziła również Polskę, osłabiła sektor rolniczy, pusty rurociąg "Przyjaźń", którym do końca lipca płynęła rosyjska ropa na Litwę, wpłynął zaś na znaczący spadek produkcji rafinerii w Możejkach, która jest największym przedsiębiorstwem w kraju i zarazem jedynym przetwórcą surowca w republikach nadbałtyckich. - Zawsze, kiedy występują problemy z dostawami dla Możejek, gospodarka zwalnia - twierdzi Rimantas Ruckis, główny analityk banku DnB Nord na Litwie.
Jednak to rosnąca konsumpcja jest jednym z głównych motorów rozwoju tamtejszych gospodarek. Rozrzutność obywateli krajów regionu może doprowadzić je do lekkiej zadyszki. W Estonii, w której w II kwartale podwyższono płace o 15 proc., prezydent kraju Toomas Ilves już wzywa rodaków do powstrzymania się od wydatków i oszczędzania. Wcześniej przed możliwością przegrzania gospodarki i wzrostem cen rząd estoński ostrzegał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Niskie koszty kredytu sprawiły, że wielu Estończyków zaczęło zapożyczać się na potęgę, często po to, by kupić mieszkanie. Branża nieruchomości przeżywa boom inwestycyjny, a kupują zarówno miejscowi, jak i cudzoziemcy.
Euro jeszcze nie teraz
Obecnie inflacja w Estonii wynosi 3,7 proc. Rząd w Tallinie ma przez to problemy z przyjęciem wspólnej europejskiej waluty. Początkowo planowano, by Estończycy płacili w euro już w przyszłym roku, jednak plan okazał się zbyt ambitny. Tallin nie będzie w stanie obniżyć inflacji i zmniejszyć deficytu w obrotach bieżących, który w ubiegłym roku wyniósł 10,5 proc. PKB.
"Nie" Komisja Europejska powiedziała jako pierwszemu Wilnu, które również zamierzało przyjąć euro w 2007 r. Litwa nie zmieściła się w wyznaczonym celu inflacyjnym i na przyjęcie wspólnej waluty będzie musiała jeszcze poczekać. Teraz nasz sąsiad zamierza wejść do strefy euro za cztery lata. By zrealizować ten plan, Gediminas Kirkilas, litewski premier, namawia partie do podpisania porozumienia dotyczącego dyscypliny budżetowej. Ma to zapewnić stabilność w finansach publicznych na wypadek zmiany ekipy rządzącej po wyborach parlamentarnych w 2008 r. Wilno zakłada, że w tym roku deficyt budżetowy wyniesie 1,5 proc. PKB.
Prawdziwe problemy ze wzrostem cen ma Łotwa, w której inflacja wynosi 5,6 proc. W Unii Europejskiej szybciej ceny rosną tylko na Węgrzech, pogrążonych w kryzysie finansowym. Na Łotwie z inflacją walczyć może tylko rząd przez redukcję wydatków państwowych, gdyż od ubiegłego roku kurs miejscowej waluty łat został powiązany z euro i bank centralny stracił możliwość wpływania na ceny. Przyjęty trzy tygodnie temu budżet nie świadczy, zdaniem analityków, że politycy wzięli sobie walkę z inflacją do serca.