Nawet miliard euro dziennie i 500 miejsc pracy na dobę, to bilans strat Unii Europejskiej w wyniku inwazyjnej polityki gospodarczej Chin. Miliard euro strat nagłośniła Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej w orędziu o stanie UE, a o utracie na rzecz Chin 500 miejscach pracy na dobę mówi raport Ośrodka Studiów Wschodnich Polskich. W ubiegłym roku z europejskiego przemysłu uciekło do Chin 87 miliardów euro wartości dodanej, a chińskie auta elektryczne zdobyły już 22 proc. europejskiego rynku samochodów elektrycznych. Czy rzeczywiście sytuacja jest tak krytyczna?
Na pewno sytuacja jest zmienna i poważna. Wynika to głównie z tego, że o ile w 2019 roku Unia Europejska określiła Chiny jako jednocześnie partnera, konkurenta i rywala systemowego, to od tego czasu Pekin stał się bardziej rywalem niż partnerem. Partner, konkurent, rywal to są dyplomatyczne sformułowania, ale dobrze oddają istotę płaszczyzn relacji z Chinami. Tych trudnych sytuacji jest coraz więcej, to handel, bezpośrednie inwestycje zagraniczne, aspekty polityczne, czyli to, co się wydarzyło po drugiej inwazji Rosji na Ukrainę, no i relacje Chińskiej Republiki Ludowej z Rosją, które z perspektywy unijnej, a zwłaszcza polskiej, są niepokojące. Chodzi tu również o handel między Rosją a Chinami. Chiny to jest topowe źródło importu dla Unii Europejskiej, kluczowa jest też koncentracja tego importu, czyli udział Chin w imporcie do UE spośród wszelkich innych państw. Chiny mają w różnych obszarach bardzo duży udział, zwłaszcza jeśli chodzi o surowce krytyczne, bo wiele z surowców krytycznych jest ciężko zastępowalnych, co tylko rodzi dodatkowe problemy.
Czytaj więcej
Chronienie rynku aut w UE przed chińską konkurencją cłami to błąd, który doprowadzi tylko do wzrostu cen – przekonuje think tank Bruegel. Polscy ek...
Skąd jest taka wielka popularność tych chińskich towarów w Europie? Dlaczego chińskie produkty tak łatwo wypierają europejskie samochody albo elektronikę? Niektórzy ostrzegają, że niedługo Europa może stać się bogatym skansenem. Pół biedy, jeśli bogatym, ale jaka jest diagnoza tego problemu?
W ekonomii często nie ma jednej odpowiedzi, przyczyn tego problemu jest kilka. Pani wspomniała o rynku samochodów elektrycznych, ja mogę dodać chociażby kwestię tanich przesyłek, czyli historię takich platform jak Temu czy Aliexpress. Sprawą numer jeden są tańsze czynniki produkcji po stronie Chin. Produkcja jest tańsza, masowa, którą umożliwia skala Chin. Drugim problemem jest polityka gospodarcza Chin, często opierająca się na subsydiach, o finansowanie towarów z półek. Spółki chińskie dzięki działaniom rządu ChRL uzyskują tańsze, preferencyjne finansowanie, te subsydia są transferowane przez rząd do spółek chińskich na różne sposoby i powodują, że te towary są tańsze. To jedno z głównych źródeł sporu nie tylko między UE a Chinami, ale generalnie między Chinami a całym światem. Oczywiście Chiny też mają swoje zastrzeżenia o subsydiowanie ze strony innych państw, ale są liderem w tej materii. Wreszcie, pozwalają na to często kwestie regulacyjne, do tego roku małe niewielkie przesyłki o niskiej wartości były zwolnione z opłat do UE. To się zmieniło, od lipca mamy ryczałtową dopłatę do przesyłek, ale na tym też korzystały Chiny. Po części korzystają z rynku wspólnego UE, dokonując tutaj inwestycji, a następnie korzystając z dobrodziejstw tego rynku.
Czytaj więcej
Unijna opłata miała ograniczyć napływ tanich towarów z Azji, ale Polacy nie porzucili chińskich platform. Płacą więcej, a część z nich tnie wydatki...
Być może ostrzegawcze przemówienie Ursuli von der Leyen miało przygotować atmosferę przed wizytą w Chinach komisarza ds. handlu, Maroša Šefčoviča na początku października. Natomiast sama KE prowadzi teraz 49 postępowań antysubsydyjnych wobec Chin. Jakie Unia ma narzędzia, żeby skutecznie rozwiązać problem inwazyjnego importu z Chin? I czy rzeczywiście celem UE powinno być to, aby europejskie firmy miały równe, a nie lepsze, warunki konkurowania z Chinami w Europie?
To byłoby świetnie, gdyby firmy europejskie miały lepsze warunki. Tylko pytanie, jakimi środkami to osiągamy, bo one mają swoje koszty dla gospodarki i dla przedsiębiorców, i dla konsumentów. Weźmy chociażby cła. Unia Europejska słusznie stara się bronić przed praktykami dumpingowymi ze strony Chin. Co jakiś czas na kolejne towary są nakładane cła. Chiny czasem na to odpowiadają – i toczy się spór czy wojna handlowa. Cła krótkoterminowo faktycznie wpływają na popyt, w jakiś sposób mogą urealnić cenę. Z drugiej strony ustalanie tych ceł nie jest takie łatwe, odbijają się one finalnie na konsumentach, częściowo też na przedsiębiorcach, bo Chiny odpowiadają za ogrom składników do produkcji dla europejskich firm.
Czytaj więcej
Akcje potentata sprzedaży internetowej odzieży mocno traciły podczas pierwszej sesji po IPO.
Skupiliśmy się na handlu, ale inną kwestią jest też napływ inwestycji zagranicznych z Chin do UE i oczywiście też w drugą stronę, inwestycji europejskich do Chin. Głównym źródłem zmartwienia jest to, żeby Chińczycy nie wykupywali europejskich biznesów, zwłaszcza w obszarach strategicznych, jak energetyka, na co Chiny mają bardzo duże zakusy, ale także obszary związane z górnictwem, z farmaceutyką, z badaniami i rozwojem. Tutaj są takie instrumenty jak skanowanie przez poszczególne urzędy w UE tych inwestycji, sprawdzanie, czy one dotyczą tego newralgicznego biznesu, i reagowanie, jeżeli taka inwestycja miałaby na celu przejęcie strategicznego obszaru. Natomiast to oczywiście ma swoje konsekwencje, są trade-offy, czyli są koszty uboczne tego postępowania. Natomiast skanseny nigdy nie są bogate, to jest ich problem. Mogą mieć bogatych odwiedzających, ale one same nigdy nie są bogate. I to jest kluczowa rzecz. Krótkoterminowe konkurowanie Chin czasami musi być konieczne, natomiast długoterminowo, jeśli Unia Europejska chce konkurować z Chinami, to powinna spojrzeć na to, co jest dobrze zdiagnozowane, chociażby słynny raport Mario Draghiego. To przeregulowanie europejskiej gospodarki, niejasne, skomplikowane regulacje, które wpływają na koszty europejskich przedsiębiorstw. To jest kwestia finansowania – od wielu lat trwa dyskusja nt. jednolitego rynku kapitałowego i tego, jak sprawić, żeby europejskie przedsiębiorstwa miały tańsze finansowanie i korzystały z tej skali Unii Europejskiej właśnie w celu pozyskiwania tańszego finansowania.
Czytaj więcej
Paul Murphy, partner w Lightspeed Venture Partners, przekonuje, że jakość europejskich talentów technicznych jest na światowym poziomie.
KE pracuje nad jednolitą spółką EU Inc.
To jest świetny pomysł, zwłaszcza dla przedsiębiorstw innowacyjnych i skupionych na aspekcie komercjalizowania innowacji. Problem polega na tym, że te prace nad Eu Inc utknęły znowu na aspektach pracowniczych. Czyli zaczęliśmy pracę z perspektywy konkurencyjności, usprawnienia gospodarki, a znowu grzęźniemy w szeregu protekcjonistycznych regulacji. W którymś momencie powinniśmy sobie powiedzieć, że jeżeli chcemy zwiększyć konkurencyjność Europy, to nie możemy grzęznąć w takich dyskusjach i musimy się zdobyć na pewnego rodzaju liberalizację prawa.
Ośrodek Studiów Wschodnich wskazał, że mamy chiński szok 2.0, który uderza w przemysłowy rdzeń Europy – motoryzację, maszyny, zielone technologie. Źródłem presji nie jest zwykła konkurencja, lecz państwowa strategia przemysłowa Pekinu. OSW wskazuje na rozwiązania, jak odpowiednie zamówienia publiczne inwestycje w europejskie zdolności produkcyjne, od półprzewodników, przez leki, po surowce i magnesy. Pytanie, w co inwestować, by to przyniosło szybki skutek?
Może się zdarzyć, że UE będzie musiała podejmować działania na przykład związane z cłami albo sankcjami na Chiny. Ale to są krótkoterminowe działania, które nie rozwiązują problemu i tworzą też swego rodzaju koszty. Długoterminowo natomiast UE powinna zająć się przede wszystkim sama sobą w aspekcie ułatwienia finansowania dla firm i tworzenia prawdziwego wspólnego rynku, bo nadal występuje na nim mnóstwo barier, a w kontekście scentralizowanego finansowania ze strony państw bądź Unii Europejskiej, oczywiście pojawia się pytanie, kto ma wybierać tych czempionów do finansowania. UE powinna skupić się na finansowaniu badań i rozwoju i komercjalizowaniu ich przy pomocy europejskich przedsiębiorstw. To wymaga finansów, wsparcia infrastrukturalnego, inwestycji w edukację po stronie państw Unii Europejskiej i dobrej współpracy nauki z biznesem.
Tylko że to wszystko bardzo mozolnie brzmi, deregulacja, nakłady na naukę przyniosą efekty za kilka lat, a my aktualnie tracimy miliard euro dziennie i 500 miejsc pracy.
To nie są rzeczy, które jesteśmy w stanie osiągnąć za pstryknięciem palcami. Ale UE działa wolno, bo nie jest taką strukturą, jednolitym państwem jak Stany Zjednoczone czy Chiny. Bruksela ma część kompetencji, część mają tylko państwa. Procesy decyzyjne w Unii Europejskiej zachodzą stosunkowo wolno, a konsensusy są ciężko osiągalne. Inne spojrzenie będziemy mieli na Chiny jako Polska, inne mają Węgry, gdzie szły ogromne bezpośrednie inwestycje zagraniczne z Chin. Unia Europejska ma ogromny potencjał w skali gospodarki, jednocześnie nie jest on w pełni wykorzystywany. Jednak państwa Unii Europejskiej mają szansę przeciwstawić się i rywalizować z Chinami, właśnie w ramach struktury Unii Europejskiej. Chiny by sobie bardzo życzyły rozdrobnienia tego sojuszu.