– W Polsce powstaje partia takich magików budżetowych, którzy domagają się rzeczy niemożliwych, bo wysokie wydatki i niskie podatki po prostu oznaczają też wyższy poziom deficytu – stwierdził minister finansów Andrzej Domański po wtorkowym posiedzeniu rządu. To przytyk pod adresem prezydenta Karola Nawrockiego, którego kolejne weta, jego zdaniem, sypią piasek w tryby planu naprawy finansów publicznych.

Najnowsza odsłona sporu na linii rząd–prezydent dotyczy wprowadzenia podatku od nadzwyczajnych zysków sektora paliwowego, tzw. windfall tax. Prezydent już raz zablokował ustawę w tej sprawie, kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego i wiele wskazuje na to, że także tym razem może ją zawetować. Rząd szacuje, że nowe obciążenie przyniosłoby ok. 4 mld zł dodatkowych wpływów. Bez tych pieniędzy – jak zapowiada resort finansów – nie ma możliwości sfinansowania kolejnej edycji programu Ceny Paliwa Niżej, który ma ograniczać skutki wysokich cen paliw.

Ryzyko, że prezydenckie weta pokrzyżują plany rządu, jest jednak znacznie większe. W projekcie budżetu na 2027 r. zapisano kolejne podwyżki akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe, a także zmiany w opłacie cukrowej. Rząd planuje również dużą reformę podatkową: obniżkę PIT dla części podatników, której koszty mają zostać skompensowane podwyżką CIT dla korporacji – z 19 do 22 proc. – oraz zmianami w ryczałcie.

– Jeśli prezydent nie podpisze ustaw podnoszących podatki, oznacza to około 15 mld zł mniej dochodów. Przy czym rządowi trudno będzie wycofać się z obietnicy obniżki PIT dla 3,5 mln podatników z klasy średniej – zauważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – To tylko pogorszy stan finansów publicznych i utrudni konieczną konsolidację finansów publicznych – podkreśla.

Czytaj więcej

Moody’s ostrzega Polskę: nie zmieniajcie reguł długu

Próg ostrożnościowy coraz bliżej

Rządowe starania o zwiększenie dochodów budżetu i konstrukcja zmian podatkowych na zasadzie „coś za coś” nie są przypadkiem. Sytuacja finansów publicznych jest wyjątkowo napięta. Według projektu budżetu na 2027 r. deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wynieść 7,1 proc. PKB – dokładnie tyle samo, ile według najnowszej prognozy MF w 2026 r. Zamiast więc oczekiwanej redukcji deficytu rząd planuje utrzymać go na bardzo wysokim poziomie, ponad dwa razy wyższym od unijnego limitu 3 proc. PKB. – Przestrzeni na dodatkowe propozycje zwiększające wydatki czy obniżające podatki w budżecie po prostu nie ma – ocenia Piotr Bielski, ekonomista Erste Bank Polska.

Sytuację dodatkowo komplikuje rosnące zadłużenie i koszt jego obsługi. Kilkanaście dni temu agencja Moody’s obniżyła rating Polski z A2 do A3, wskazując na utrzymujące się wysokie deficyty, rosnące koszty odsetkowe, wyraźny wzrost długu publicznego i ryzyko polityczne. MF w przyjętej Strategii zarządzania długiem na lata 2027-2030 prognozuje, że państwowy dług publiczny netto już w 2028 r. wzrośnie do 57,4 proc. PKB, czyli wyraźnie przekroczy próg ostrożnościowy zapisany w ustawie o finansach publicznych wynoszący 55 proc. PKB.

Jeśli dług netto rzeczywiście przekroczy próg ostrożnościowy w 2028 r., uruchomione zostaną procedury ostrożnościowe przy konstruowaniu budżetu na 2030 r. Ustawa o finansach publicznych przewiduje wtedy m.in. brak deficytu budżetu państwa albo taki jego poziom, by relacja długu do PKB zaczęła spadać, zamrożenie płac w sferze budżetowej, ograniczenie waloryzacji emerytur i rent do poziomu inflacji czy ograniczenia wzrostu części wydatków. Rząd musiałby też dokonać przeglądu wydatków i programów wieloletnich oraz przedstawić Sejmowi program sanacyjny mający obniżyć relację długu do PKB.

Czy taki scenariusz się zmaterializuje? Janusz Jankowiak ocenia, że ryzyko przekroczenia progu ostrożnościowego w 2028 r. jest bardzo wysokie. – Skoro prognozuje to samo Ministerstwo Finansów, nie czuję potrzeby, żeby z tym dyskutować – komentuje też Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao.

Co wówczas zrobi rząd? Czy rzeczywiście czeka nas przykre zaciskanie pasa? – W teorii to powinno nastąpić, ale najprawdopodobniej politycy sięgną po inne sposoby. Proszę pamiętać, że projekt budżetu na 2028 r. będzie powstawał w roku wyborczym, a realizowany będzie już przez następny rząd. I bez względu na to, kto będzie tworzył ten rząd, sądzę, że władze pokuszą się o najprostsze rozwiązanie, czyli wypychanie wydatków i długu poza krajową definicję – ocenia Jankowiak. W praktyce więc dług będzie dalej narastał, ale na papierze rząd pokaże, że jakoś go cudem ubywa.

Czytaj więcej

Budżet 2027 pod ostrzałem. Ministerstwo Finansów odpowiada na zarzuty Rady Fiskalnej

Czas na działania

MF w oficjalnym przekazie zaznacza, że dług Państwowy Dług Publiczny (PDP) netto powyżej 55 proc. PKB to hipotetyczny scenariusz, który może się wydarzyć bez dalszych działań dostosowawczych. Resort przekonuje, że takie działania są już podejmowane. To m.in. podwyżka CIT dla banków od 2026 r., propozycja podwyżki CIT dla wszystkich dużych korporacji czy windfall tax dla sektora paliwowego w zamian za obniżki cen paliw na stacjach.

Ekonomiści wskazują, że skala tych działań jest niewystarczająca. – Rząd prowadzi pewne działania konsolidacyjne, to prawda. Ale to wciąż za mało. Gdyby władzy naprawdę zależało na ograniczeniu nierównowagi w finansach publicznych, obecnie mielibyśmy deficyt na poziomie 3 proc. PKB. A gdzie jesteśmy? Plan na ten i przyszły rok to ok. 7 proc. PKB deficytu – zauważa Piotr Bielski. Zdaniem ekspertów rzeczywista konsolidacja musiałaby być znacznie szersza: obejmować zarówno zwiększenie dochodów, ale w sposób obejmujący szerzej podatników, a nie tylko wyselekcjonowane grupy, jak i trwałe ograniczenie lub większą racjonalizację wydatków publicznych.

Według strategii zarządzania długiem na lata 2027-2030, państwowy dług publiczny ma w 2029 r. sięgnąć 59,2 proc., i tylko o włos unikając konstytucyjnego limitu wynoszącego 60 proc. PKB. Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych, liczony według metodologii unijnej, ma wzrosnąć do 76,6 proc. PKB w 2030 r. i przez cały horyzont strategii pozostawać powyżej unijnej wartości referencyjnej 60 proc. PKB. Rosnąć będą także wydatki na odsetki. W 2030 r. obsługa długu Skarbu Państwa ma kosztować już 3 proc. PKB. Daje to 150 mld zł, czyli pięć razy więcej niż w 2020 r.