Podobny obraz rynku obserwowaliśmy na przełomie pierwszego i drugiego kwartału, gdy pod koniec marca przez warszawski parkiet przetoczyła się wyraźna fala podaży. Wówczas jednak indeks małych spółek zdołał szybko odzyskać poziom średniej dwustusesyjnej, po czym powrócił do trendu wzrostowego i rozpoczął marsz ku nowym szczytom.
Dzisiaj jednak otoczenie zewnętrzne już tak nie pomaga, jak kiedyś. Coraz większym obciążeniem dla rynku staje się natomiast sektor bankowy. Czwartkowa wyprzedaż sprowadziła WIG20 niemal 2 proc. niżej, a akcje PKO BP oraz Pekao przebiły lokalne poziomy wsparcia, wysyłając sygnał słabnięcia popytu i zwiększając ryzyko pogłębienia korekty. Sam indeks opuścił dolne ograniczenie formacji klina, otwierając niedźwiedziom drogę w kierunku jej podstawy, czyli obszaru między 3950 a 4000 pkt. Dodatkowo w rejonie 3969 pkt. przebiega zniesienie 38,2 proc. Fibonacciego ostatniej fali wzrostowej. Koincydencja poziomów obrony sprawia, że test 4k staje się realnym scenariuszem. Szczególnie gdy DAX łamie poziomy obrony, a złoty słabnie w oczach z tygodnia na tydzień.
Sytuacja ta może się jeszcze zmienić, gdyż rentowności dziesięcioletnich obligacji pozostają pod wpływem gwiazdy wieczornej z połowy września. Od trzech dni zniżkują i obecnie zaczyna się test linii trendu wzrostowego. I nie można wykluczyć, że strefa 6 proc. ściągnie do siebie 10YPLY.