REKLAMA
REKLAMA

Nawigacja

Wielka Piątka

Kariery pierwszych maklerów w Polsce

Wojciech Jankowski, Grzegorz Wieczerzak, Jan Gidrewicz, Jarosław Skorulski, Wojciech Smołka ? to osoby, które otrzymały pierwsze pięć licencji maklerskich w Polsce. Entuzjazm, wielkie oczekiwania, wysokie zarobki, szybka kariera. Takie były marzenia pierwszych maklerów.

Ich losy potoczyły się jednak różnie. Dwóch z pięciu pierwszych maklerów jest obecnie prezesami dużych firm, trzeci po wielu perturbacjach został dyrektorem w jednym z giełdowych banków. Czwarty makler z wielkiej piątki zyskał w środowisku finansowym miano czarnej owcy. O ostatnim z bohaterów wiadomo, że na własną prośbę został wykreślony z listy maklerów.EntuzjazmDla wielu osób, zdających pierwsze egzaminy maklerskie, uczestnictwo w kursie przygotowującym do egzaminu i pierwsze miesiące pracy są teraz często tylko romantycznym wspomnieniem. ? Często wspominam z nostalgią początki tworzenia się rynku kapitałowego w Polsce. Wszyscy mieliśmy bardzo duże oczekiwania, marzenia. Do całego procesu budowania jego podstaw podchodziliśmy z wielkim entuzjazmem ? mówi Jarosław Skorulski, obecnie prezes Pioneer PTE, licencja nr 4. Również Grzegorz Wieczerzak (prezes PZU Życie, licencja nr 2) wspomina z nostalgią początki tworzenia się rynku kapitałowego w Polsce. ? Makler to zupełnie nowy zawód. W większości egzamin zdawali młodzi ludzie z wielkimi oczekiwaniami co do kariery ? mówi Grzegorz Wieczerzak. Entuzjazm przejawiali również inwestorzy. ? Po dwóch latach funkcjonowania giełdy kursy akcji rosły w szalonym tempie. Wszyscy chcieli wsiąść do pędzącego pociągu ? stwierdził Wojciech Smołka, obecnie dyrektor ds. rynku pierwotnego DM BSK. W niektórych przypadkach słaba infrastruktura nie mogła sprostać liczbie składanych zleceń. Problemy techniczne oraz brak odpowiedniej kontroli były przyczyną odebrania licencji Biuru Maklerskiemu Górnośląskiego Banku Gospodarczego, którego Wojciech Smołka był wówczas dyrektorem. Maklerowi z jedną z pierwszych licencji nie odebrano prawa wykonywania zawodu, co oznacza, że działał zgodnie z zasadami prawa i etyki maklerskiej. Niewątpliwie jednak przypadek Górnośląskiego nie pomógł świeżo upieczonemu maklerowi w przyspieszeniu kariery.Zawód maklera na początku lat dziewięćdziesiątych był w Polsce jednym z najbardziej prestiżowych. Po wydaniu przez ówczesną Komisję Papierów Wartościowych pierwszych licencji popyt na świeżo upieczonych maklerów był niesłychanie duży. Zatrudnienie w tworzących się dopiero biurach maklerskich znajdował każdy, kto uzyskał licencję. Z wysokim popytem łączyły się oczywiście odpowiednio wysokie zarobki. To maklerzy dyktowali warunki płacowe, biura miały natomiast do wyboru zaakceptować żądania albo poczekać z rozpoczęciem działalności. Sytuacja była jeszcze bardziej dramatyczna w mniejszych miastach. ? W Katowicach, gdzie zaczynałem pracę jako makler, był duży niedobór osób wykonujących ten zawód. W mniejszych ośrodkach podaż maklerów była mniejsza, co wpływało na wzrost ich żądań ? powiedział PARKIETOWI Wojciech Smołka.Licencja umożliwiła awansUzyskanie licencji, w wielu przypadkach umożliwiło awans, chociaż często chodziło jedynie o papierek, praktycznie bowiem osoby zdające kurs organizowały początki rynku kapitałowego w Polsce. Wojciech Smołka dzięki licencji był specjalistą ds. giełdy, co niewątpliwie przyczyniło się do przyspieszenia rozwoju jego kariery. Jarosław Skorulski był odpowiedzialny za utworzenie biura maklerskiego, a po otrzymaniu licencji został jego dyrektorem. Dzięki licencji awansował również Grzegorz Wieczerzak.Efekty nadprodukcjiOd 1991 roku do połowy czerwca br. licencję maklerską uzyskało w Polsce 1808 osób, z czego 61 zostało skreślonych z listy. Obecnie ważną licencję maklerską ma 1747 osób. Czynnie zawód wykonuje jednak znacznie mniej 209 maklerów jest zatrudnionych w bankach prowadzących działalność maklerską (obecnie działa w Polsce 8 takich podmiotów), a 707 w niebankowych domach maklerskich (41 podmiotów). Pozostali maklerzy prafunduszach inwestycyjnych, emerytalnych i innych. Część w ogóle nie wykonuje zawodu, ma bowiem kłopoty ze znalezieniem zatrudnienia.Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, maklerzy niewykonujący czynnie zawodu przez co najmniej pięć lat, tracą swoje uprawnienia. Z tego powodu KPWiG przez 9 lat wykreśliła z listy 32 osoby. Za naruszenie prawa i zasad etyki licencję utraciło w tym czasie 14 maklerów. Od 1991 roku 2 maklerów zmarło, 13 natomiast złożyło wnioski do KPWiG z prośbą o skreślenie ich z listy.Zmierzch zawodu?Rola maklera w Polsce jest, w przeciwieństwie do zachodnich standardów, bardzo pasywna. ? Jeżeli w najbliższych latach aktywność maklerów nie zwiększy się, to zawód ten w Polsce ulegnie samozagładzie. Nie ma potrzeby zatrudniania w biurach maklerskich maklerów, których głównym zadaniem jest fizyczna realizacja zleceń. Powinni oni skoncentrować się na aktywnej współpracy z klientem i pomocy w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych ? uważa Krzysztof Grabowski, przewodniczący Związku Maklerów i Doradców. Podobnego zdania są sami maklerzy. ? Do zadań maklera powinna należeć aktywna sprzedaż produktów oferowanych przez biura, w których są zatrudnieni, a więc powinni pomagać klientom i generalnie zachęcać ich do inwestowania środków na giełdzie ? stwierdził w rozmowie z PARKIETEM Jarosław Skorulski, prezes Pioneer PTE.Zdaniem Krzysztofa Grabowskiego, w świadomości inwestorów oraz samych maklerów utrwalił się portret pasywnego maklera. ? Jesteśmy przyzwyczajeni, że w biurze nie uzyskamy porady inwestycyjnej, złożymy jedynie zlecenie, które sami przeanalizowaliśmy ? dodaje Krzysztof Grabowski. Przewodniczący ZMiD zauważa jednak pozytywne zmiany w tym zakresie. ? Są już biura, w których zatrudnieni maklerzy nieodpłatnie doradzają swoim klientom. Jednak wciąż są one nieliczne ? podkreśla Krzysztof Grabowski. ? Sytuacja musi się jednak w ciągu najbliższych dwóch lat zmienić. Polscy inwestorzy będą mogli wkrótce korzystać z usług zagranicznych maklerów. Jeżeli krajowi nie staną się bardziej aktywni, to zagraniczna konkurencja zmusi ich do tego ? dodał. Pesymistycznie ocenia przyszłość tego zawodu Grzegorz Wieczerzak, prezes PZU Życie. ? Niektórych rzeczy nie da się w świadomości inwestorów zmienić. Jest już za późno, aby polscy inwestorzy traktowali maklerów jako aktywnych doradców. Niedogodne uwarunkowania prawne i pasywne nastawienie instytucji rynku kapitałowego na początku lat 90. spowodowały, że zawód ten już nie ma przed sobą przyszłości ? powiedział PARKIETOWI Grzegorz Wieczerzak.ZarobkiMaklerzy obecnie nie zarabiają dużo (ok. 3 ? 5 tys. zł), zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę kwoty, jakie codziennie przepływają przez ich ręce. Wynika to z tego, że ponoszą stosunkowo niską odpowiedzialność za wykonywaną pracę. Gdyby ich rola nie ograniczała się do fizycznej realizacji zleceń i gdyby ponosili ryzyko aktywnej współpracy z klientem, ich wynagrodzenia byłyby prawdopodobnie wyższe. Nieco więcej zarabiają maklerzy giełdowi i maklerzy specjaliści, pracujący bezpośrednio na warszawskiej giełdzie. Niezbyt wysokie zarobki są często przyczyną zmiany wykonywanego zawodu. Wielu maklerów wykorzystując zdobytą na kursach przygotowujących do egzaminów wiedzę, odchodzi z biur maklerskich i jest zatrudniana przez firmy nie związane bezpośrednio z rynkiem kapitałowym.Wojciech Jankowski (licencja nr 1, lat 35)Na swój wniosek został skreślony z listy maklerów. Zdecydował się na prowadzenie własnej działalności, założył firmę Polskie Towarzystwo Inwestycyjne. Na spotkaniu z dziennikarzami zapowiedział emisję akcji PTI. Ówczesna KPW uznała tę zapowiedź za oferowanie papierów bez jej zgody. Wysłała zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Sprawa nie jest jeszcze zakończona. Po problemach z komisją Jankowski rozpoczął inwestowanie na własną rękę. Obecnie w jednym z biur maklerskich prowadzi jeden z najlepszych serwisów internetowych, związany z tematyką giełdową.Grzegorz Wieczerzak (licencja nr 2, lat 34)Ściśle związany z PZU. Od 1998 roku jest prezesem PZU Życie, gdzie nadzoruje m.in. biuro informatyki i projektów informatycznych, biuro kontroli, marketingu, ubezpieczeń, zespół radców prawnych oraz samodzielny wydział administracyjny. Przez kilkanaście miesięcy był wiceprezesem PZU SA, po aferze z BIG-BG (umożliwił wejście Deutsche Banku do BIG-BG) zawieszony w swoich obowiązkach. Pełni też funkcje: przewodniczącego rady nadzorczej Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych PZU SA i PZU NFI Management. Jest członkiem rady nadzorczej Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego PZU SA.Był doradcą prezesa Pierwszego Komercyjnego Banku SA, zastępcą dyrektora oddziału COK BH w Warszawie, zastępcą prezesa ds. finansowych JTT Computer SA we Wrocławiu, doradcą w Barents Group LLC oraz prezesem Société Générele Securities Polska SA.Jest absolwentem UW i Wydziału Zarządzania i Marketingu Uniwersytetu w Illinois. Ukończył również Akademię Medyczną w Lublinie. Należy do Business Centre Club oraz do Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce. Żonaty, ma dwoje dzieci. Jest uważany za bogatego człowieka. Krążą legendy o wartości posiadanego przez niego majątku. Wiadomo, że jest współwłaścicielem licznych nieruchomości, m.in. kamienicy w Lublinie (49%) oraz na warszawskim Mokotowie. Prezes PZU Życie inwestuje w stadniny koni. Żona Grzegorza Wieczerzaka jest właścicielką prywatnej przychodni stomatologicznej.Jan Gidrewicz (licencja nr 3, lat 32)Był zatrudniony w biurze maklerskim Banku Gdańskiego. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że z biura BG został zwolniony. Przeszedł do Penetratora. Pracował też krótko w Elimarze. Osoby związane z rynkiem kapitałowym twierdzą, że przyczyną wyrzucenia maklera z Banku Gdańskiego było wyniesienie przez niego dyskietek z tajnymi danymi, które wykorzystał w kolejnej pracy. Gidrewicz nie ma dobrej opinii w świecie biznesu. Niektórzy twierdzą, że żadna instytucja nie chce go zatrudnić. Z tego powodu postanowił zostać prywatnym inwestorem. Jednak i tu nie odniósł sukcesów. Niepowodzeniom w życiu zawodowym towarzyszyły również kłopoty w życiu prywatnym. Gidrewicz jest osobą kontrowersyjną. Z jednego z biur maklerskich został wyprowadzony z powodu niewłaściwego zachowania na sali dogrywek.Jarosław Skorulski (licencja nr 4, lat 35)Z zawodem maklera obecnie ma niewiele wspólnego. Od stycznia br. pełni funkcję prezesa zarządu Pioneer PTE SA. Jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego SGH. Już na studiach wykazywał zainteresowanie rynkiem kapitałowym. Pod koniec lat 80. aktywnie działał w katedrze Finansów Międzynarodowych. Wyjeżdżał na praktyki zagraniczne, m.in. do Deutsche Bank. Pod koniec 1990 roku został zatrudniony w Polskim Banku Rozwoju, gdzie był odpowiedzialny za utworzenie biura maklerskiego. Po pół roku pracy w banku uzyskał licencję maklera (zdawał eksternistycznie egzamin), co przyspieszyło jego awans. Stworzenie biura (BM Polskiego Banku Rozwoju) Jarosław Skorulski uważa za ogromne osiągnięcie. W 1993 roku, tak jak większość instytucji obsługujących rynek kapitałowy, biuro maklerskie, w którym był zatrudniony, przeżywało kłopoty. Ludzie związani z rynkiem mieli poważne wątpliwości dotyczące rozwoju tego rynku w Polsce. Wątpliwości nie ominęły również Skorulskiego. Postanowił zrezygnować z działalności maklerskiej. W 1993 zdecydował się na pracę w Pioneer Pierwszym Polskim Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych, gdzie zarządzał funduszem zrównoważonym. W ramach Pioneera przeszedł do Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego, gdzie był początkowo odpowiedzialny za zarządzanie aktywami, a niedawno został prezesem PTE.Wojciech Smołka (licencja nr 5, lat 33)Obecnie nie wykonuje zawodu maklera, utrzymuje jednak ścisły kontakt z rynkiem kapitałowym. Od 1997 roku jest dyrektorem ds. rynku pierwotnego w Domu Maklerskim Banku Śląskiego. Wcześniej pracował w tym biurze jako makler papierów wartościowych. Wojciech Smołka zaczynał pracę w Górnośląskim Banku Gospodarczym. Pracował w jednostce, utworzonej specjalnie do powołania biura maklerskiego. Wojciech Smołka po otrzymaniu licencji maklerskiej został dyrektorem biura. Pech chciał, że w trakcie wykonywania jednego ze zleceń złożonego przez współpracownika zaistniała nieprawidłowość. Komisja Papierów Wartościowych wszczęła śledztwo, które zakończyło się odebraniem licencji na prowadzenie działalności maklerskiej, będącej w posiadaniu Górnośląskiego Banku Gospodarczego. Wydawało się, że dobrze zapowiadająca się kariera młodego maklera zakończy się równie szybko, jak się rozpoczęła. Jednak dzięki wytrwałości i ambicji przetrwał na rynku kapitałowym. Został zatrudniony w Przedsiębiorstwie Maklerskim Elimar, gdzie awansował ze stanowiska maklera na dyrektora ds. rynku pierwotnego i rozwoju. Zaangażowanie i pracowitość przesądziły o dalszym rozwoju kariery, mimo niefortunnego początku.

W ciągu trzech miesięcy biura muszą zatrudnić taką liczbę licencjonowanych maklerów, by każde z zadań, na które otrzymały zezwolenie, obsługiwało dwóch maklerów (z wyjątkiem przechowywania papierów wartościowych, do czego wystarczy jeden).Zezwoleń nie uzyskały na razie trzy firmy: spółka joint venture ?Welex?, Bank Handlowo-Kredytowy i BIG SA ? dwie ostatnie nie złożyły obietnicy, że zatrudnią wymaganą przez Komisję liczbę maklerów. Piątkowe posiedzenie Komisji Papierów Wartościowych pokazało, że największym problemem biur maklerskich jest... brak licencjonowanych maklerów. Dwa dotychczasowe egzaminy zdało 60 osób, a potrzeba dziś co najmniej 100 maklerów. Bank Śląski dla przykładu zatrudnia tylko jednego licencjonowanego maklera, Bank Pekao SA ? czterech, a Bank Gdański żadnego (dopiero zamierza podpisać umowy z dwoma). Jak się dowiadujemy, maklerzy z licencją zarabiają dziś od 3 do 11 mln zł miesięcznie.?Gazeta Wyborcza? ? 22.07.1991 r.

Ewa Bałdyga


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA