Gospodarka - Świat

Nie ma chętnych na długi regionu

Obligacje państw Europy Środkowo-Wschodniej ponownie znalazły się w niełasce. Rządy głowią się, jak uplasować emisje
Foto: Archiwum

Od mniej więcej trzech tygodni obserwujemy kolejną falę odpływu zachodniego kapitału z naszej części Europy. Ceny obligacji emitowanych przez tutejsze rządy bardzo mocno spadają i w niektórych wypadkach są najniższe od listopada. To oznacza kłopoty państw z finansowaniem rosnących deficytów budżetowych.

Rentowność długoterminowych obligacji rumuńskich denominowanych w lejach przekroczyła 12,6 proc. i jest najwyższa w UE (wyłączając najmniejsze państwa, których rynki nie są monitorowane przez serwisy). W przypadku papierów ukraińskich znacznie przekracza 20 proc., co stanowi jeden z najgorszych wyników na świecie. Tradycyjnie już na pogorszenie się światowych nastrojów spadkiem zareagowały ceny obligacji węgierskich. Rentowność dziesięciolatek wzrosła w ciągu miesiąca z 7,5 proc. do 9,6 proc.

Duzi zagraniczni gracze wciąż mają tendencję do traktowania naszego regionu jako całości, w czym umacniają ich nieustannie pogarszające się prognozy także dla bardziej stabilnych gospodarek. Świadczy o tym choćby przykład Czech, gdzie o możliwości nadejścia recesji wprost mówi rząd. Tam rentowność 10-letnich papierów podskoczyła do 4,54 proc., z 3,94 proc. w połowie stycznia. Podobna tendencja pojawiła się w Polsce (wzrost do 5,74 proc. z 5,13 proc.), choć w ostatnich dniach doszło do stabilizacji.

[srodtytul]Rośnie premia za ryzyko[/srodtytul]

Charakterystyczny dla europejskiego rynku papierów dłużnych był w styczniu niespotykany wzrost spreadów. O ile w końcu grudnia różnica w rentowności obligacji Niemiec i Grecji wynosiła 2,25 pkt proc., to 23 stycznia sięgnęła 3,18 pkt proc. Podobna prawidłowość dotyczyła papierów wyemitowanych przez państwa regionu.

Np. w przypadku Węgier spread wzrósł z 4,59 do 5,58 pkt proc. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni tendencja ta nie ma już charakteru ogólnoeuropejskiego. Obligacje greckie są już tylko o 2,13 pkt proc. bardziej rentowne niż niemieckie, podczas gdy węgierskie – aż o 6,4 pkt. Podobny poziom notowano w październiku i listopadzie – podczas najmocniejszej fali nieufności do rynków wschodzących.

Odpływ kapitału na pewno łączyć można z obniżkami stóp procentowych. Powrót obaw wynika też z obniżek ratingów dla krajów, takich jak Rosja czy Rumunia. Czy jednak zachodni inwestorzy rzeczywiście obawiają się bankructwa państw regionu? – Ryzyko niewypłacalności istnieje na Ukrainie, ale wątpię, by było realne w jakimś innym kraju. Tym, co naprawdę wzmaga presję na ten rynek, jest niepewność dotycząca dalszej deprecjacji walut – uważa Barbara Nestor, zajmująca się rynkami wschodzącymi w Commerzbanku w Londynie.

[srodtytul]Komu uda się emisja?[/srodtytul]

Niezależnie od przyczyn takiego stanu rzeczy, już nie tylko rząd węgierski ma problemy z uplasowaniem papierów dłużnych. Budapeszt zapowiedział, że regularne emisje wznowi dopiero w II kwartale. Polskie Ministerstwo Finansów sprzedało na ostatniej aukcji mniej niż 2/3 przewidzianej puli. Wiceminister finansów Katarzyna Zajdel-Kurowska receptę na mały popyt widzi w emisji obligacji denominowanych we frankach szwajcarskich i jenach. Probierzem rynku będzie aukcja przygotowywana przez rząd grecki, który w styczniu także miał kłopoty ze sprzedażą długu. Teraz chce pozyskać 3–5 mld euro.

[ramka][b]Na Zachodzie papiery też tanieją[/b]

Na zachodnich rynkach obligacji w styczniu nastąpiło załamanie hossy. Kolejne proinflacyjne działania Fedu i rządu USA skłoniły inwestorów do zrewidowania swego przekonania o trwałości presji deflacyjnych. Jednocześnie wielu z nich uznało, że czas zrealizować zyski, nim „bańka” pęknie. Do tego doszedł wzrost kosztów zabezpieczenia przed bankructwem emitenta. Analitycy nie są jednak jednomyślni. Część przekonuje, że bardzo luźna polityka monetarna jeszcze zwiększy atrakcyjność obligacji. [/ramka]

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.