REKLAMA
REKLAMA

Nawigacja

Wierzę, że nadzór finansowy uchroni sektor bankowy

Z Mateuszem Morawieckim, prezesem BZ WBK, o dywersyfikacji działalności banku
i niebezpieczeństwie udzielania kredytów walutowych, rozmawia Piotr Rutkowski

Panie prezesie, jak długo jeszcze potrwa obecny kryzys finansowy i jaki będzie miał realny wpływ na gospodarkę?

Po ostatnich decyzjach w Stanach Zjednoczonych jestem bardzo ostrożnym optymistą. Mam wrażenie, że rynki finansowe odbijają się od dna, że teraz może być już tylko lepiej. Ale z kryzysem będziemy się z pewnością borykali jeszcze przez wiele miesięcy. Co jednak istotniejsze, ten kryzys wiele zmieni, przebudowana bowiem zostanie sama bankowość. Dla klientów najważniejszą zmianą będzie z pewnością położenie dużo większego nacisku na bezpieczeństwo. Słychać o tym już w Stanach Zjednoczonych, a w Unii Europejskiej prace nad nowymi regulacjami zostały ostatnio bardzo przyspieszone i niebawem pojawi się gotowy projekt.

Nadchodzi renesans bankowości uniwersalnej, w której ogromny nacisk zostanie położony na bankowość detaliczną, kierowaną do indywidualnych klientów. To wywoła z pewnością wielki impuls, który wyniesie ten sektor na inny poziom rozwoju. Warto zdać sobie sprawę, że w Polsce ta część bankowości jest dobrze rozwinięta i prezentuje naprawdę wysoki poziom. I to właśnie może być czynnikiem, który w dłuższej perspektywie spowoduje wzrost zainteresowania banków zachodnich naszym rynkiem. Wyjdą one z kryzysu poobijane, ale przecież nadal bardzo zasobne i zmuszone do położenia znacznie większego nacisku na rozbudowę swoich detalicznych aktywów.

Europejskie banki nie ustrzegły się przed oddziaływaniem amerykańskiego kryzysu. Ze względu na kłopoty finansowe grupy Fortis i UniCredit mówi się o zmianach właścicieli niektórych polskich instytucji finansowych. Tymczasem rząd irlandzki zdecydował się pomóc bankom, gwarantując wszystkie zdeponowane w nich depozyty. Czy AIB, właściciel BZ WBK, może zmienić właściciela? Jaki może to mieć wpływ na Pański bank?

Przykro mi, ale w tej sprawie muszę Pana odesłać do Dublina, do siedziby AIB.

BZ WBK najbardziej pozytywnie spośród wszystkich banków zaskoczył wynikami finansowymi za II kwartał, szczególnie w kategorii wyniku prowizyjnego. Czy w kolejnych kwartałach także uratujecie go dzięki sprzedaży struktur?

Naszym podstawowym zadaniem jest obecnie dywersyfikacja źródeł przychodu, tak aby w większym stopniu uniezależnić się od sytuacji na giełdzie. W pierwszej połowie ubiegłego roku 60 proc. naszego wyniku pochodziło z podstawowej działalności bankowej, a 40 proc. z działalności maklerskiej i asset management. Teraz podstawowa działaność bankowa wypracowuje około 73 proc. wyniku. Widać więc, jak długą drogę pod względem dywersyfikacji naszych dochodów przeszliśmy w ciągu roku.

Jeśli chodzi o źródło, o którym Pan wspomniał, to nadal zamierzamy emitować produkty strukturyzowane. W tym roku były trzy tego typu oferty, kolejne pojawią się do końca roku. Nie jest to jednak główne źródło dywersyfikacji. Zwiększać się będzie udział zysków z tytułu bancassurance. W ubiegłym roku podpisaliśmy umowę joint venture z Avivą w sprawie powołania dwóch spółek ubezpieczeniowych i obecnie zaczynają one działalność operacyjną. Dzięki temu poszerzy się gama produktów ubezpieczeniowych dostępnych w naszym banku. Kiedy już nauczymy się przygotowywać i sprzedawać tego typu oferty, z pewnością będą odpowiadały za coraz większą część naszych przychodów.

Kolejnym źródłem przychodów pozaodsetkowych, które zapewnia nam coraz większe zyski, jest wymiana walut. Wiąże się to z rosnącą aktywnością importową i eksportową naszych klientów, ale także ze sprzedażą kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich i pożyczek korporacyjnych w euro.

Bardzo mocny, dwucyfrowy wzrost zanotowaliśmy także w kategorii, którą my sami nazywamy insourcingiem, czyli w obsłudze instytucji finansowych. Polega to na dostarczaniu innym bankom systemów kartowych czy usług bankomatowych, np. personalizacji i autoryzacji kart, rozliczaniu transakcji, udostępnianiu naszych bankomatów.Czwartym źródłem przychodów, na które stawiamy, są opłaty i prowizje za rachunki oraz bankowość elektroniczna, gdzie wzrost zanotowaliśmy nie dzięki podnoszeniu cen, ale dzięki wzrostowi wolumenu i ich liczby. Rosną też zyski z prowizji przy udzielaniu kredytów. Te działania pozwoliły nam w bardzo krótkim czasie częściowo skompensować spadek dochodów z tytułu sprzedaży funduszy inwestycyjnych.

Czy można się spodziewać wzrostu przychodów z "insourcingu" w czasie, kiedy większość banków ogłasza plany dynamicznego rozwoju sieci placówek i bankomatów?

Banki rozwijają sieci i działalność podstawową, ale nadal problemem jest dla nich prowadzenie autoryzacji i personalizacji kart. Wiąże się to bowiem z drogą inwestycją w zabezpieczenia i technologiczne know-how. Wobec tego zainteresowanie ze strony mniejszych i średniej wielkości instytucji nadal rośnie. Obecnie prowadzimy rozmowy z dwoma całkiem sporymi bankami.

Którymi?

Nie mogę tego zdradzić. Niemniej ta działalność wciąż się rozwija i nie wykluczamy jej docelowego wydzielenia w formie osobnej firmy. Chcemy uniknąć w ten sposób obaw innych instytucji finansowych, że obsługuje je konkurencyjny bank. Taka bariera istnieje, zdajemy sobie z tego sprawę, ale mimo to udało nam się przekonać do współpracy ponad 20 banków.

Jakie dochody w skali roku przynosi jeden taki klient?

Od kilkudziesięciu tysięcy do kilku milionów złotych.

Zamierzacie postawić na bancassurance. Czy, Pana zdaniem, przyszłość sektora wiąże się z dywersyfikacją źródeł przychodów o działalność ubezpieczeniową, czy ograniczy się do tradycyjnej działalności bankowej?

Raczej to pierwsze. Tradycyjne bankowe produkty, np. przelewy, stają się coraz mniej istotną częścią działalności. Także np. w zakresie udzielania kredytów będziemy coraz bardziej "atakowani" przez instytucje parabankowe. Zaostrzy się także walka o depozyty, na co wpływ ma sytuacja na rynkach finansowych - ze względu na problemy z pozyskiwaniem finansowania. Ale dobrym źródłem dochodów stanie się choćby private banking. Ruszyliśmy z tą ofertą w kwietniu i na razie przychody z tego tytułu nie przekraczają kilkuset tysięcy złotych, ale to bardzo przyszłościowy biznes. W przyszłym roku pojawią się pierwsze dochody z tego źródła, a już w 2010 staną się wyraźnie zauważalne w naszych wynikach.

Czy uda się Wam utrzymać dynamiczny wzrost wyniku odsetkowego w obliczu zatrzymania cyklu podwyżek stóp procentowych i zaostrzonej walki o depozyty?

To prosta zależność - kiedy rosną stopy procentowe, to za tym idzie wzrost marży depozytowej. Jest to jednak mniej korzystne dla poziomu dochodów pozaodsetkowych. Kiedy więc stopy zaczną spadać, wzrośnie skłonność do inwestowania na giełdzie i będziemy mogli liczyć na wzrost dochodów prowizyjnych, choćby ze sprzedaży funduszy inwestycyjnych. Na szczęście jesteśmy też w sytuacji, że mamy wszystkie nowoczesne produkty w swojej ofercie, a nie każdy może się tym pochwalić. Dla takich banków, które np. do tej pory nie wprowadziły konta oszczędnościowego, jego utworzenie mogłoby oznaczać znaczny spadek zysków. U nas natomiast klienci założyli już 300 tys. tego typu kont. Nie obawiamy się więc gwałtownej zmiany w tym zakresie, ponieważ potencjalną stratę związaną z przeniesieniem tradycyjnych depozytów na konta oszczędnościowe już skonsumowaliśmy, czy raczej nasi klienci ją skonsumowali. Co więcej, obecnie pracujemy nad kolejnymi takimi ofertami...

Jakimi?

Chcemy zaskoczyć rynek, więc nie mogę zdradzać szczegółów. Mogę jednak zapewnić, że będzie to niesłychanie konkurencyjny produkt na rynku depozytowym.

Kiedy z nim wystartujecie?

W tym roku lub w pierwszym kwartale przyszłego. Produkt jest gotowy, ale nie chcemy licytować się na dziesiąte części oprocentowania z innymi bankami. Nie chcemy też stawiać przysłowiowych gwiazdek przy ofercie, która tak naprawdę oznacza coś innego.

Jesteście dość silnie kojarzeni z marką Arki. Reklamy tych funduszy znikły jednak z mediów na rzecz depozytów i kredytów. Kiedy znów zaczniecie zachęcać klientów do inwestowania w fundusze?

Jestem przekonany, że już niebawem fundusze inwestycyjne będą dla nas rosnącym źródłem dochodów. Mimo bardzo trudnej sytuacji na rynku, która jest efektem ogromnych turbulencji wstrząsających obecnie globalnym rynkiem finansowym, Arka jest nadal jednym z najlepszych funduszy inwestycyjnych. Ważne jest edukowanie klientów. Tych, którzy mają odpowiedni, co najmniej kilkuletni horyzont inwestycyjny, już dziś możemy zachęcać do inwestowania w ten sposób, ale właśnie pod tym warunkiem, że inwestując w fundusze akcyjne czy zrównoważone, będą mieli odpowiedni horyzont czasowy tej inwestycji.

Jesteśmy jednocześnie zadowoleni z tego, że jako jedni z nielicznych dużych graczy nie zdecydowaliśmy się na utworzenie funduszu małych i średnich spółek, dzięki czemu wybroniliśmy klientów przed najbardziej dotkliwymi stratami.

Kiedy zaczniecie przekonywać Polaków poprzez reklamy w mediach, że warto już inwestować?

Nie zamierzamy teraz ruszać z dużą akcją marketingową. Powody są oczywiste - sytuacja na rynkach finansowych jest niepewna. Nie będziemy szukać mniej świadomych klientów i przekonywać ich do tego typu inwestycji.

W tym czasie zapowiadacie bardzo mocne wejście w rynek kredytów gotówkowych.

Jeszcze 18 miesięcy temu mieliśmy 1,5 proc. udziału w rynku kredytów gotówkowych. Teraz po udanych kampaniach reklamowych nasz udział wzrósł do 3,55 proc. Jesteśmy przy tym bardzo szybcy - 80 proc. kredytów udzielamy w ciągu 15 minut.

A związane z tym ryzyko?

Bardzo dobrze nim zarządzamy w kredytach gotówkowych. Oczywiście nie ma nic prostszego na świecie niż dać kredyt. Problemem jest udzielenie go tym osobom, które będą go spłacać, nie nadwyrężając przy tym swoich budżetów domowych. Udaje nam się dobrze kontrolować ryzyko - mamy jeden z najniższych poziomów kredytów niespłacanych na rynku, zaledwie 2,4 proc. Uzyskujemy to dzięki rozwiniętym procesom scoringowym (chodzi o określanie zdolności kredytowej klienta - przyp. red.). Dzięki dobrej kontroli ryzyka możemy zaoferować niskie - w porównaniu z konkurencją - oprocentowanie tych pożyczek.

Planujecie zaostrzenie polityki kredytowej lub zawiązywanie dodatkowych rezerw w obliczu spowolnienia gospodarczego?

Na razie nie ma potrzeby zwiększania rezerw. Obecnie nie przewidujemy zaostrzania polityki kredytowej, bo w tym względzie jesteśmy jednym z najbardziej konserwatywnych banków na polskim rynku. Jeśli jednak sytuacja gospodarcza się pogorszy i nadejdzie dekoniunktura, to po prostu klienci nie będą spełniać naszych wymagań i nie dostaną pożyczki.

W ostatnich kwartałach sporo wydaliście nie tylko na reklamę, ale też na rozwój sieci placówek. Część analityków otwarcie mówi, że przeinwestowaliście. Czy te nakłady się zwrócą?

Nie inwestowaliśmy po prostu wcześniej - w latach 2004-2007 - w rozwój sieci. Teraz uznaliśmy, że na obecnym etapie rozwoju bankowości w Polsce jest to ostatni moment, żeby jeszcze spróbować powalczyć o udział w rynku poprzez otwieranie nowych placówek. Robimy to przy tym z rozwagą, aby nie zaskoczyć negatywnymi wynikami. Gdyby nie relatywny spadek zysków z funduszy inwestycyjnych i działalności maklerskiej, co wynika ze światowego kryzysu na rynkach finansowych, moglibyśmy się chwalić naprawdę znakomitymi wynikami. Nasze inwestycje w rozwój byłyby jeszcze większe, gdyby nie to, że wiemy, w jakiej sytuacji znajduje się sektor bankowy w Polsce, który czeka nieuchronne spowolnienie.

Ta sytuacja zmusza nas do zrównoważonego zarządzania czterema "makroagregatami": zachowaniem płynności, aktywnym regulowaniem kosztów, spadkiem dochodów z jednych źródeł i jednoczesnym wzrostem z innych i wreszcie inwestowaniem w rozwój.

Jeszcze niedawno ogłaszaliście, że zastanawiacie się nad przeprowadzeniem rebrandingu. Czy ten planMoja odpowiedź będzie nijaka... ale za to szczera. Nie podjęliśmy w tej kwestii jeszcze decyzji, ponieważ po ostatnich kilku kampaniach mamy coraz lepszą sytuację jeśli chodzi o rozpoznawalność naszej marki. Nie ma więc już takiej presji na jej zmianę, jaka była jeszcze rok czy dwa lata temu. Z drugiej strony chcemy stać się bankiem ogólnopolskim i z tego punktu widzenia ta zbitka dwóch logotypów sprzed kilkunastu lat - Banku Zachodniego i Wielkopolskiego Banku Kredytowego - nie jest najszczęśliwsza i z pewnością znaleźlibyśmy nowy, lepszy pomysł na logo. Dlatego nie wykluczamy rebrandingu w przyszłym roku. Najpierw jednak musimy przeanalizować, czy stać nas na ten wydatek. Nie spieszymy się z tym.

Ewentualna zmiana nazwy uwidoczniłaby markę Waszego właściciela, tak jak planuje to zrobić Pekao?

Raczej nie wiązałoby się to z uwidocznieniem symbolu AIB, ale nie wykluczamy żadnej z opcji. Jest to jednak kwestia dalszej przyszłości.

Jeszcze niedawno mówiło się o BZ WBK jako platformie dla AIB do przejęć w regionie. Czy te plany są aktualne?

Platforma to zbyt dużo powiedziane. Dotychczas zrobiliśmy platformę informatyczną dla banku AmCredit na Litwie, Łotwie i w Estonii. AIB kupił także ostatnio mały bank w Bułgarii, który będzie rozwijał...

Przy Waszej pomocy?

Tak - przy naszej współpracy kadrowej i produktowej. Ale należy pamiętać, że to inwestycja AIB. Uprzedzę tu także kolejne pytanie o plany ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej. W tej kwestii muszę pana odesłać do Dublina. My tylko pomagamy przy due diligence. Pół roku temu braliśmy udział w tego typu procesie dla jednego z banków ukraińskich, ale transakcja nie doszła do skutku.

Koledzy z Dublina płacą za te prace analityczne?

To raczej usługa dobrosąsiedzka. Współpracujemy przy wymianie know-how i nie rozliczamy się z każdego telefonu między nami.

Przejdźmy do kwestii, która ostatnio jest w centrum uwagi polskiego sektora bankowego. Dopiero niedawno zdecydowaliście się na wprowadzenie kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich. Czy nie jest już na to za późno? Złoty jest już na tyle silny, że każde odbicie może nowych kredytobiorców wpędzić w kłopoty.

Nie jesteśmy zadowoleni z tego, że około 90 proc. kredytów mieszkaniowych jest udzielanych obecnie we frankach szwajcarskich. Klienci powinni się zadłużać w tej walucie, w której zarabiają. Rola regulatora rynku polega na wprowadzeniu odpowiednich przepisów, które skłonią klientów do zaciągania zobowiązań w złotych, a banki do zniechęcania klientów do brania kredytów w walutach obcych.

Kredyt hipoteczny w Polsce jest przy tym kluczowym produktem detalicznym jeśli chodzi o pozyskiwanie nowych klientów. To zazwyczaj pierwsza poważna decyzja finansowa młodych ludzi. Rozwijając sieć placówek nie mogliśmy więc nie wprowadzić tej oferty. To prawda, że weszliśmy w ten sektor z pewnym ociąganiem i opóźnieniem, a nawet niechęcią. I właśnie z tych względów, o których pan powiedział, nie jesteśmy zadowoleni z istniejącej dysproporcji między kredytami złotowymi i frankowymi. Choć mało prawdopodobne jest tak duże umocnienie złotego, aby raty się wyrównały, a nie chcemy po raz kolejny pozwolić sobie zabrać udziału przez inne banki tylko dlatego, że one sprzedają kredyty we frankach, a my nie. Jest rolą regulatora, żeby pilnie i obiektywnie dla całego sektora zająć się tym tematem.

Ktoś może złośliwie powiedzieć, że równie mało prawdopodobny był także obecny kryzys na rynkach finansowych.

Bardzo słuszna uwaga. Muszę jednak zaznaczyć, że mamy jedne z najbardziej konserwatywnych warunków udzielania tego typu kredytów na rynku. Mamy najniższy wskaźnik LTV (wysokość kredytu do wartości nieruchomości) i jedne z najwyższych wymagań dotyczących minimalnej kwoty, która musi pozostać klientom na życie po spłaceniu rat. Mimo to nie wiemy, jak sytuacja potoczy się dalej. Wielu prezesów innych banków z pewnością odpowiedziałoby panu, że są zadowoleni z poziomu sprzedaży kredytów frankowych. Ja się tego obawiam, ale nie mogliśmy pozostać całkowicie poza tym rynkiem. Cieszę się, że KNF zauważyła ten problem i mam nadzieję, że reakcja nadzoru będzie wystarczająco stanowcza. Jednak rekomendacja "S" była przez niektóre banki obchodzona, więc mam nadzieję, że nowe regulacje nie będą możliwe do ominięcia i że nadzór poprowadzi we wszystkich bankach odpowiednie działania weryfikujące wykonanie swoich obligatoryjnych rekomendacji.

I tutaj mała dygresja. Z pewnością pamięta pan zalecenie KNF dotyczące reklam funduszy inwestycyjnych. Tzw. disclaimer o ryzyku zajmował 15 z 45 sekund reklamy. Mimo że zalecenie nie było prawnie wiążące, a to wywiązanie się z niego spowodowało, iż nasza reklama była mało skuteczna, to jednak w całej rozciągłości się do niego dostosowaliśmy. Zapewniam więc, że przy realizowaniu zaleceń KNF będziemy "bardziej papiescy od papieża". Chcemy, żeby warunki były jednakowe dla wszystkich banków. Chciałbym, aby wartość kredytów hipotecznych w portfelach polskich banków nie przekraczała 30 proc., a najlepiej, żeby wynosiła jeszcze mniej.

Jaka część nowych kredytów jest w BZ WBK obecnie udzielana we frankach?

33 procent, ale wciąż dynamicznie rośnie.

Ma Pan jakieś rady dla KNF, która właśnie pracuje nad takimi przepisami?

Głęboko wierzę, że KNF wypracuje najlepsze rozwiązania, które uchronią cały sektor bankowy i jego klientów, zwłaszcza tych najmniej uświadomionych, przed potencjalnymi czynnikami ryzyka, związanymi z kredytami w ogóle, a w szczególności w obcych walutach.

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA