REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Liczymy na poprawę wyników

Rozmowa: Zbigniew Prokopowicz, prezes Polenergii
Foto: GG Parkiet

Już trzecie biuro maklerskie wskazuje w rekomendacji na około 50-proc. potencjał wzrostu kursu. Tymczasem notowania od kilku miesięcy spadają. Czym to tłumaczyć?

Ten spadek nie ma uzasadnienia w fundamentach spółki, które są bardzo dobre. Nasze akcje są silnie niedoszacowane, na co wskazują nie tylko raporty analityków, ale także wyceny porównawcze zagranicznych spółek o podobnym do Polenergii profilu. W przypadku spółek większych na mnożniku EV/EBITDA dyskonto wynosi nawet około 40 proc. Jeśli chodzi o mniejsze, porównywalne firmy, to jesteśmy niedoszacowani o około 30 proc.

Spadek kursu zaczął się po sprzedaży pakietu akcji przez większościowego akcjonariusza. Papiery sprzedały się z dużym dyskontem. Może to jest powód?

Tak, to jest główne wytłumaczenie. Transakcja miała na celu zwiększenie płynność akcji. Ponadto niektórzy inwestorzy, którzy kupili nasze walory, prawdopodobnie od razu je zbyli, gdy nie uzyskali spodziewanego szybkiego zysku.

Według mnie to chwilowy spadek i notowania niedługo powinny wzrosnąć. Fundamenty biznesu są dobre. Niebawem zaprezentujemy bardzo dobre wyniki półroczne. Pokażą one, że spółka jest w bardzo dobrej kondycji.

Cały czas rozwijamy portfel farm wiatrowych na lądzie. Oddane w tym roku 100 MW mocy poprawi przyszłoroczny wynik EBITDA o 70 mln zł. W kolejnych latach dojdą wiatraki budowane pod kątem systemu aukcyjnego.

Polenergia do pierwszej aukcji w 2016 r. wystawi około 330 MW. Spodziewamy się, że przynajmniej dla 200 MW uzyskamy wsparcie, czyli 15-letni kontrakt z rządem na odkup energii. Będzie to impuls do kolejnych istotnych zwyżek wyniku EBITDA.

Na razie obowiązują zielone certyfikaty, których cena czasem spada poniżej 100 zł/MWh. To istotne ryzyko dla biznesu, tak samo jak zniżkująca cena energii.

Przewidujemy tego typu ryzyko i dobrze się przed nim zabezpieczamy. Przeważnie kontraktujemy sprzedaż energii i certyfikatów na rok naprzód. W tej chwili mamy już zabezpieczone pozycje dla znaczącej części przyszłorocznej sprzedaży energii. Z certyfikatami czekamy na odpowiedni moment. Moim zdaniem nastąpi on bliżej końca roku lub na początku przyszłego.

Dlaczego wtedy?

Jesienią spodziewamy się odbicia na tym rynku. Obecnie ceny certyfikatów osiągają rekordowo niski pułap, bo wielu wytwórców po chwilowym wzroście cen zielonych świadectw pochodzenia do 180 zł/MWh włączyło współspalanie, co zwiększyło podaż. Tak samo było w 2012 i 2013 roku.

Jednak teraz nastąpi fundamentalna zmiana. Od przyszłego roku wsparcia nie otrzymają elektrownie wodne powyżej 5 MW, a źródła stosujące spalanie węgla z biomasą dostaną pół certyfikatu za MWh. Przy takim ograniczeniu cena certyfikatów musiałaby wzrosnąć do 240 zł/MWh, by współspalanie było opłacalne. Te zmiany oznaczają, że od przyszłego roku z systemu wypadnie 2 TWh energii (hydroelektrownie) i 5–6 TWh (współspalanie). To przełoży się na zmniejszenie nadwyżki rynkowej i w perspektywie roku spowoduje powrót do poprzednich poziomów cen.

Czyli spadające ceny energii i certyfikatów nie zagrożą tegorocznym prognozom, EBITDA ma wynieść 204 mln zł, a zysk – 72,4 mln zł?

Nie, bo mamy zabezpieczone pozycje. Co więcej, spodziewamy się znaczącej poprawy wyników.

Czy w związku z tym rozważacie podniesienie prognoz?

Zastanawiamy się nad tym, ale decyzja jeszcze nie zapadła.

Jeden z analityków zauważył, że w sektorze energetyki dla inwestorów zagranicznych ważne jest odróżnienie się „zielonością" na tle firm posiadających większość konwencjonalnych aktywów.

To prawda. Tak zwane zielone spółki mają na Zachodzie lepsze wyceny niż te konwencjonalne, zwłaszcza węglowe.

Wynika to z faktu, że te pierwsze mają przed sobą perspektywę rozwoju. Patrząc na to, jak będzie wyglądał miks energetyczny Europy w 2040 r., można przyjąć, że w ciągu kolejnych 20 lat prawie 90 proc. budowanych elektrowni będzie opartych na odnawialnych źródłach.

Koszty produkcji w farmach lądowych spadają i około 2025 r. staną się one konkurencyjne wobec siłowni węglowych, które są przeznaczone do stopniowego wygaszania. Z kolei po 2025 r. przyjdzie czas na energetykę słoneczną.

Nie zatrzymamy zmian technologicznych. To niemożliwe, tak samo jak kiedyś niemożliwe było powstrzymanie rewolucji przemysłowej czy przejścia z telefonii stacjonarnej na mobilną. Zagraniczne spółki z branży już to zrozumiały i nie walczą z wiatrakami. Koncentrują się na OZE oraz usługach sieciowych i systemowych.

Wycena Polenergii wciąż tego nie odzwierciedla, bo na GPW nie ma drugiej takiej spółki. Dlatego porównuje się nas z firmami, które się kurczą.

CV

Zbigniew Prokopowicz jest prezesem Polenergii od lipca 2008 r. Wcześniej był m.in. przewodniczącym rady nadzorczej tej spółki.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA