Parkiet PLUS

Najbogatsi są kowboje

Biznes i sport › Magazyn „Forbes" przygotowuje co roku listę 50 najbardziej wartościowych drużyn sportowych świata. Na czele tegorocznej – po raz trzeci z rzędu – mamy klub Dallas Cowboys, reprezentujący futbol amerykański.

Wojciech Małysz

redakcja@parkiet.com

Kolejny sezon w NFL rusza 6 września. Poprzedni ekipa Dallas Cowboys zakończyła dziewięcioma zwycięstwami i siedmioma porażkami, co nie wystarczyło do awansu do play-offów.

Foto: AFP

 

Potem jest już bardziej znajomo – drugie miejsce zajmuje Manchester United, trzecie Real Madryt, czwarte FC Barcelona. W przypadku piłkarzy możemy mówić o globalnej popularności – czy to Chiny, czy Stany Zjednoczone, czy Australia, wszędzie wzbudzają uwielbienie i mają rzesze fanów. Tego samego nie da się powiedzieć o zawodnikach futbolu amerykańskiego, którzy poza Stanami są prawie anonimowi. Tymczasem w tegorocznym zestawieniu najbogatszych klubów – a trzeba powiedzieć, że nie tylko tegorocznym, bo tak jest już od lat – zdecydowanie dominują drużyny występujące w lidze NFL – w aktualnej „pięćdziesiątce" jest ich aż 29. To oznacza, że z całej ligi NFL na liście najbogatszych nie zmieściły się tylko trzy – Buffalo Bills, Cincinnati Bengals i Detroit Lions. Piłkę nożną reprezentuje w sumie siedem klubów, koszykówkę – osiem, a baseball sześć. Przedstawiciele innych dyscyplin się nie załapali.

Jajowate szaleństwo

Wartość Cowboys szacuje się obecnie na 4,8 mld dolarów, co oznacza 14-proc. wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wzrost zanotowali również przedstawiciele futbolowej trójcy zajmujący kolejne miejsca w rankingu: Manchester United „urósł" o 12 proc. i osiągnął wartość 4,12 mld dolarów, Real Madryt o 14 proc. i jest wart 4,09 mld dolarów, a FC Barcelona o 12 proc., notując wartość 4,06 mld dolarów. Granicę 4 mld dolarów przekroczyli jeszcze New York Yankees reprezentujący baseball. Z kolei Houston Rockets (NBA) sklasyfikowani na 40. miejscu zanotowali największy wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem – aż o 33 procent. Stało się tak po tym, jak kupił ich Tilman Fertitta. Nowy właściciel ma pieniądze, bo jest właścicielem wielkiej sieci restauracji, hoteli i kasyn. Wydał sporo, ale pewnie i tak mu się to opłaci. Kurt Badenhausen z „Forbesa" zauważył, że jeszcze nigdy nie było tak dobrych czasów na posiadanie znanego klubu sportowego.

Na czym polega fenomen Dallas Cowboys, drużyny, która nie wygrała Super Bowl od 1996 roku, a tymczasem przewodzi stawce najbogatszych w NFL nieprzerwanie od 11 lat? Jerry Jones, który kiedyś sam grał w futbol, a potem zajął się biznesem naftowym (dzisiaj jego majątek jest wyceniany na 5,6 mld dolarów), kupił klub w 1989 roku za 150 mln dolarów i stworzył prawdziwe sportowo-biznesowe imperium. Zawsze był kontrowersyjny i charyzmatyczny. Wkrótce po przejęciu klubu zwolnił znakomitego trenera Toma Landry'ego, który prowadził Cowboys przez prawie 30 lat (1960–1988). Rozsierdził tym kibiców, ale okazało się, że miał rację – nowa drużyna wygrała Super Bowl w latach 1993, 1994 i 1996. Potem jednak przyszły chude lata pod względem sportowym, które trwają do dziś. A mimo to finansowo klub ciągle zyskuje. Na każdym meczu na AT&T Stadium w Arlington pojawia się ponad 90 tys. kibiców. Klub ma rekordowe zyski ze stadionu oraz największe spośród klubów NFL przychody od sponsorów. A Jerry Jones autentycznie kocha futbol i miał wielki wpływ nie tylko na Cowboys, ale również na całą ligę, ucząc innych, jak dzielić zyski, zarabiać na stadionach i współpracować ze sponsorami. Odegrał też ważną rolę przy przenosinach St. Louis Rams do Los Angeles i Oakland Riders do Las Vegas, co ma wkrótce nastąpić.

W Stanach Zjednoczonych futbol amerykański jest bezkonkurencyjny. Za parę dni startuje kolejny sezon, Amerykanie znowu oszaleją na punkcie jajowatej piłki. Jako ulubiony sport futbol amerykański wskazuje aż 37 proc. mieszkańców Stanów. W rekordowych latach 2006 i 2007 było to aż 43 proc. Koszykówkę wybiera 11 proc., baseball 9 proc., a piłkę nożną 7 proc. Wynik baseballu jest najgorszy od 1937 roku, kiedy po raz pierwszy przeprowadzono takie badanie. Na odwrócenie tej tendencji się nie zanosi, bo najwięcej fanów baseball ma w grupie najstarszych widzów. Futbol tymczasem czerpie rekordowe zyski przede wszystkim ze sprzedaży praw telewizyjnych. Rozgrywki cieszą się niesłabnącą popularnością, której ukoronowaniem jest finał, czyli Super Bowl.

Słabe wyniki i co z tego?

O tym, że słabe wyniki wcale nie muszą iść w parze ze spadkiem dochodów, świadczy nie tylko przykład Dallas Cowboys. Fatalne w ostatnich sezonach drużyny NBA New York Knicks i Los Angeles Lakers zajmują odpowiednio siódme i ósme miejsce na liście 50 najbogatszych drużyn i wyprzedzają hegemonów NBA w ostatnich latach, trzykrotnych mistrzów na przestrzeni czterech lat, czyli Golden State Warriors, którzy znaleźli się na dziesiątym miejscu. Zapewne po przybyciu do Los Angeles LeBrona Jamesa, co właśnie nastąpiło, wartość Lakers jeszcze wzrośnie, a wyniki wreszcie się poprawią. Niespodziewany wzrost wartości zanotowała inna słaba drużyna NBA Brooklyn Nets. Właścicielem Nets jest rosyjski miliarder Michaił Prochorow, który zainwestował w koszykówkę kilka lat temu. Podobnie jak Steve Ballmer, kiedyś jeden z szefów Microsoftu, który jest właścicielem Los Angeles Clippers (41. miejsce w stawce), nowej drużyny Marcina Gortata. Sam Ballmer jest drugi na liście najbogatszych właścicieli klubów sportowych (pierwszy jest właściciel Mumbai Indians) i ma na koncie prawie 40 mld dolarów.

Wracając do przykładów słabej gry: Manchester United jest dopiero na początku sezonu, ale ten początek wygląda najgorzej od 26 lat. Ostatnio dostał lanie od Tottenhamu i podobno posada Jose Mourinho zależy od wyniku najbliższego meczu. Stadion Old Trafford nazywa się Teatrem Marzeń. Kibice marzą o sukcesach sportowych, ale można odnieść wrażenie, że amerykańscy właściciele klubu, rodzina Glazerów, bardziej marzy o sukcesach finansowych. I to się spełnia. Finansowo klub radzi sobie fantastycznie, zyskuje kolejnych sponsorów szybciej niż piłkarzy. Wyliczaniem kolejnych firm wspierających „Czerwone Diabły" zajmują się ostatnio nawet dziennikarze sportowi.

Pieniądze to nie wszystko

Giganci hiszpańskiej piłki Real Madryt i Barcelona w tym roku wydały na transfery grubo ponad 100 mln euro, ale nazwiska nie rzucają na kolana. Real sprzedał Ronaldo, ale nie znalazł następcy. Skończyło się na spekulacjach o Robercie Lewandowskim. Zamiast tego „Królewscy" pozyskali znakomitego bramkarza Thibauta Courtoisa. Z nowych nazwisk w Barcelonie najgłośniejsze ma Arturo Vidal, pozyskany z Bayernu Monachium. Znacznie większe emocje budził Antoine Griezmann, ale ostatecznie pozostał w Atletico Madryt.

Z drużyn piłkarskich na liście najbogatszych znalazły się jeszcze Bayern Monachium, Manchester City, Arsenal i Chelsea Londyn. Drużyna Roberta Lewandowskiego zajmuje 12. miejsce (wartość klubu to nieco ponad 3 mld USD). 30. miejsce należy do Manchesteru City (prawie 2,5 mld USD), 39. zajął Arsenal Londyn (2,2 mld USD), a 46. Chelsea Londyn (2 mld USD). Bayern od lat prowadzi nieco inną politykę transferową niż inni bogacze, nie szaleje na rynku transferowym i okazuje się, że tak też można. Mistrzostwo Niemiec ma co roku pewne jak w banku, a i w Europie nie ma się czego wstydzić. Oszczędnie środkami gospodarował też przez lata londyński Arsenal, którym zarządza amerykański właściciel Stan Kroenke. Arsene Wenger co roku wprowadzał do klubu młodych zdolnych piłkarzy, a w kasie pozostawało mnóstwo pieniędzy. Ale w pewnym momencie kibice mieli dosyć tej polityki. Wengera już nie ma w klubie, a Kroenke głębiej sięgnął do portfela.

Manchester City należy do szejka Mansoura, który wydaje tyle, ile chce. Chelsea jest od lat w rękach rosyjskiego magnata Romana Abramowicza. Ostatnio do klubu trafił Kepa Arrizabalaga za rekordowe jak na bramkarza 80 mln euro, o czym niedawno pisaliśmy. Abramowicz ma na koncie ponad 10 mld dolarów, wspomniany wcześniej właściciel koszykarskich Nets Michaił Prochorow niewiele mniej. Ale to, że właściciele są bogaci, to jeszcze nie wszystko. Liczą się kibice, stadion, sponsorzy, dziedzictwo, marka – a tego wszystkiego nie można kupić. – Jestem tutaj, bo kocham tę grę – mówił wzruszony właściciel Dallas Cowboys Jerry Jones, kiedy przed rokiem przyjmowano go do Galerii Sław NFL. I wspominał te dnie i noce, kiedy myślał wyłącznie o futbolu amerykańskim. To taka szczypta romantyzmu w tej finansowej wyliczance.

Autor jest dziennikarzem „Kroniki Beskidzkiej".


Wideo komentarz

Powiązane artykuły