REKLAMA
REKLAMA

Okiem eksperta

Silne odpływy z funduszy to sygnał możliwego przesilenia?

Przyglądając się niektórym wskaźnikom dotyczącym polskiego rynku akcji, trudno oprzeć się wrażeniu, że GPW ma za sobą porządną... bessę.

Tomasz Hońdo, starszy analityk, Quercus TFI

Foto: Archiwum

Niby od styczniowego szczytu zdominowany przez duże spółki WIG spadł „zaledwie" o 18 proc., ale ta liczba oddaje tylko część prawdy. Bardziej wnikliwe przyjrzenie się sytuacji pokazuje, że na tzw. szerokim rynku, wśród licznej rzeszy małych firm trend spadkowy trwa już od 15–16 miesięcy, w zależności od tego, który indeks weźmiemy pod uwagę. sWIG80 „odchudził się" w tym czasie o prawie jedną czwartą, a liczony przez Stooq.pl indeks całego rynku (PLWS) spadł nawet o 30 proc.

Nic więc dziwnego, że nastroje na warszawskim parkiecie są ponure. Nasz autorski barometr nastrojów giełdowych, zbudowany na podstawie czterech komponentów, pod koniec czerwca znalazł się jeszcze niżej niż w rynkowym dołku z początku 2016 r. i tylko nieznacznie wyżej niż po pamiętnym letnim krachu w lecie 2011 r. Mimo odbicia wciąż pozostaje w „strefie strachu".

Uzupełnieniem obrazu są najnowsze dane na temat odpływów z funduszy inwestycyjnych. Według wyliczeń IZFiA w samym tylko czerwcu z produktów typowo akcyjnych uciekło netto prawie 0,5 mld zł. Dane za całe I półrocze pokazują zaś odpływy netto na poziomie ponad 1,5 mld zł. A to jeszcze nie wszystko, bo w czerwcu „pogrom" dotknął też funduszy absolutnej stopy zwrotu – z nich też uciekło ponad 0,5 mld zł. Można się zatem zastanawiać, czy czerwiec nie stanowił przypadkiem jakiegoś punktu zwrotnego, zgodnie ze sprawdzoną regułą mówiącą, że największe odpływy z funduszy z udziałem akcji obserwuje się zwykle w okolicach rynkowego dołka.

Rzecz jasna podstawowym zagrożeniem dla takiego scenariusza byłaby ewentualna kolejna fala przeceny na rynkach. Tego oczywiście wykluczyć się nie da, szczególnie że mamy dość problematyczne uwarunkowania, jeśli chodzi o politykę monetarną (Fed prowadzi operację odwrotną do QE, zbliża się koniec QE w strefie euro) i kontrowersyjne posunięcia Trumpa. Pocieszające jest natomiast to, że sprawdzone metody prognostyczne nie sygnalizują recesji w USA w bliskiej przyszłości, a bez nadciągającej recesji nie powinno być też globalnej bessy.

Ciekawostkę w tym temacie dostarczył protokół z ostatniego posiedzenia Fedu. Znalazła się w nim wzmianka o badaniach, według których najlepszym sygnałem ostrzegawczym przed recesją była historycznie sytuacja, w której rynek spodziewał się, że stopy Fedu za półtora roku będą niższe niż w punkcie wyjścia. Obecnie ten warunek oczywiście nie jest spełniony – trajektoria oczekiwanych stóp procentowych jest wznosząca. ¶


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA