REKLAMA
REKLAMA

Obligacje

Polskie obligacje mają siłę przyciągania

Ministerstwo Finansów sprzedało w czwartek obligacje skarbowe za 5,6 mld zł. Na przetargu podstawowym popyt na polski dług sięgnął 10,2 mld zł, ponaddwukrotnie przewyższając sprzedaż.
Foto: Adobestock

„To była kolejna udana aukcja polskich obligacji" – zauważył na Twitterze Mikołaj Raczyński, zarządzający funduszami w Noble Funds TFI. Popyt na obligacje skarbowe rzadko tak wyraźnie przekracza podaż. W ub.r., który był pod tym względem wyjątkowo udany dla MF, wartość złożonych na przetargach podstawowych ofert kupna obligacji była średnio o 96 proc. wyższa niż sprzedaż. Nie licząc jednak rekordowego przetargu z października, wskaźnik ten wynosił 86 proc.

Ministerstwo Finansów oferowało pięć serii papierów. Najwięcej sprzedało nowych 10-latek o stałym procentowaniu DS1029 (3,5 mld zł) oraz pięciolatek o stałym oprocentowaniu PS0424 (3,1 mld zł). Minimalna cena sprzedaży obligacji 10-letnich wyniosła 994 zł, a odpowiadająca jej maksymalna rentowność 2,81 proc. To wynik lepszy od oczekiwań analityków banku Pekao, którzy zakładali rentowność nowych 10-latek na poziomie 2,84–2,86 proc.

Rentowności polskiego długu maleją (ceny rosną) od października ub.r. W tym czasie na rynku wtórnym rentowność 10-latek zmalała z ponad 3,3 proc. do poniżej 2,8 proc. To w dużej mierze odzwierciedlenie sytuacji na rynku obligacji USA i strefy euro, gdzie rentowności maleją w związku z oczekiwaniami, że banki centralne zejdą ze ścieżki normalizacji polityki pieniężnej. – Głębszy spadek rentowności wymagałby zasygnalizowania przez Fed obniżek stóp, co nie jest naszym zdaniem prawdopodobne w najbliższych miesiącach – ocenił Arkadiusz Urbański z Pekao.

Wśród krajowych czynników notowaniom polskich obligacji sprzyja dobra sytuacja finansów publicznych, co ogranicza podaż długu. W czwartek MF powiadomiło, że deficyt budżetowy wyniósł 10,4 mld zł, o 31 mld zł mniej niż planowano w ustawie budżetowej i o 15 mld zł mniej niż w 2017 r. GS

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA