REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Premier Mateusz Morawiecki: Zwiększamy wydatki, gdy wymaga tego sytuacja

Zależy nam na zniwelowaniu pułapki demograficznej. Państwo nie ma lepszego narzędzia niż stymulacja finansowa – mówi w wywiadzie dla „Parkietu” i „Rzeczpospolitej” Mateusz Morawiecki. Z premierem m.in. o transferach socjalnych, inwestycjach, handlu, 5G, pensjach w NBP i energetyce rozmawiali Michał Kolanko, Andrzej Stec i Michał Szułdrzyński.

Premier Mateusz Morawiecki

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Trzynasta emerytury, 500+ od pierwszego dziecka czy obniżenie podatków – to wszystko przekazanie gotówki obywatelom. W planie Morawieckiego sporo za to słyszeliśmy o innowacjach, elektromobilności, modernizowaniu państwa. Czy Mateusz Morawiecki zdradził plan Morawieckiego?

Proszę pozwolić, że przedstawię ten obraz we właściwych ramach i proporcjach, czyli w kontekście naszej całościowej wizji. Nie wiem, jak można jeszcze lepiej udowodnić usprawnienie instytucji państwa niż poprzez bardzo głęboką zmianę, jaka zaszła w najtrudniejszej przecież do zreformowania sferze, czyli tej, która zajmuje się zbieraniem podatków. Mawia się czasem: państwo to podatki. Dzięki odzyskaniu 40, 50, 60 mld zł z szarej i czarnej – bo przestępczej – strefy, których to miliardów ekonomiści nie policzyli i wieszczyli bankructwo, mamy teraz nasz mini-cud gospodarczy. W Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju zidentyfikowaliśmy kilka pułapek czyhających na Polskę. Odpowiadamy na nie przez reindustrializację, która postępuje jak nigdy dotąd. Mamy jako Polska jeden z najwyższych przyrostów miejsc pracy w przemyśle w całej Europie. Drugą odpowiedzią jest innowacyjność. Wydatki na badania i rozwój wynoszą już 1,03 proc. PKB wydatków, a przez lata nie mogliśmy przekroczyć tej „jedynki" z przodu. Od stycznia tego roku mamy już też wdrożony IP Box, czyli potężny zastrzyk stymulujący rozwój firm stawiających na nowe technologie. Chodzi o obniżoną do 5 proc. stawkę podatkową dla tych polskich przedsiębiorców, którzy odważnie decydują się na uczynienie z własności intelektualnej źródła swoich dochodów. Punkt trzeci to rozwój solidarny i terytorialnie zrównoważony. To nasz znak firmowy. Wyrównujemy szanse rozwojowe dla mieszkańców małych miast, miasteczek i terenów wiejskich. Punkt czwarty, sprawne państwo. Jak już mówiłem, ściągalność podatków to probierz sprawności państwa. Punkt piąty to wyjście z naszymi produktami na zewnątrz, poza Polskę. To też już się dzieje. Zatem czynnik socjalny, choć najbardziej spektakularny w oczach mediów, jest – bardzo ważną – ale jednak częścią horyzontalnego przedsięwzięcia, jakim jest zmiana modelu rozwoju Polski na bardziej solidarny i zarazem nowoczesny. Chciałbym mocno też podkreślić, że Polska buduje dziś jeden z najbardziej proinnowacyjnych systemów podatkowych świata. To nasz modernizacyjny skok w przyszłość.

Ale ogłoszona ostatnio piątka Kaczyńskiego to socjalne transfery, a nie inwestycje.

Widzę, że nie przepadacie panowie za krajami skandynawskimi, albo Francją czy Holandią... Dobrze, popatrzmy na tych pięć punktów od strony gospodarczej i społecznej. Zależy nam na zniwelowaniu pułapki demograficznej. Państwo nie ma lepszego narzędzia niż stymulacja finansowa. Stąd 500+. Młody człowiek kończy 18 lat, zaczyna studia albo szuka pracy, dlatego wdrażamy zerowy PIT do 26. roku życia. To moment, w którym często pojawia się małżonek oraz decyzja o potomstwie. Otrzymuje konkretne wsparcie na pierwsze dziecko i kolejne dzieci. Następnie młody człowiek wchodzi już z przytupem na rynek pracy i otrzymuje obniżoną stopę podatkową PIT, co zrobimy jeszcze w tym roku. Podnosimy też co najmniej dwukrotnie koszty uzyskania przychodu. To też jest odczuwalnie więcej pieniędzy w portfelach. Później ktoś zostaje emerytem i wtedy pojawia się Emerytura Plus oraz, atrakcyjne zwłaszcza dla dzisiejszych 20, 30 i 40-latków, rozwiązanie w postaci pracowniczych planów kapitałowych, oznaczające de facto uzupełnienie emerytury z ZUS.

Czyli przedstawionemu przez pana dwa lata temu planowi modernizacji państwa i gospodarki nic nie zagraża?

Wydajność i konkurencyjność gospodarki to najlepsze wyznaczniki modernizacji, jej papierki lakmusowe. Przyrost produktywności decyduje o długofalowym wzroście gospodarczym. Produktywność rośnie u nas szybciej niż w otaczających nas krajach i niewiele wolniej niż przyrost wynagrodzeń. Ten najlepszy miernik modernizacji ma się w Polsce dobrze. Do tego dochodzą jeszcze wielkie projekty inwestycyjne, które można zrealizować nie w ciągu roku czy dwóch tylko w toku kilku kadencji. Mówię tu o takich przedsięwzięciach jak CPK, Baltic Pipe, Via Carphatia, przekop Mierzei Wiślanej, odtwarzanie i budowa nowych połączeń kolejowych czy solidny powrót polskiej gospodarki morskiej i rzecznej. Jeśli komuś drzewa zasłaniają las – w tym wypadku lasem jest właśnie rozwój i modernizacja – to mogę tylko powiedzieć, że bardzo mi przykro. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że wielkie projekty infrastrukturalne zwiększą produktywność gospodarki. Bardziej produktywna Polska to Polska z Centralnym Portem Komunikacyjnym i przekopem Mierzei Wiślanej.

Nie obawia się pan, że tak duże sztywne wydatki odbiją się na niemożności dokonania inwestycji, gdy nadejdzie spowolnienie?

To są zarówno wydatki społeczne, jak i rozwojowe. Obniżenie kosztów pracy i obniżenie klina podatkowego były postulatami środowisk gospodarczych od 25 lat. My go dziś spełniamy. Nie można jednocześnie oczekiwać ambitnych polityk publicznych, wielkich projektów, i być zawiedzionym, że po dwóch-trzech latach nie wszystkie są zrealizowane – to jest wewnętrzna sprzeczność.

Na ile to jest działanie antycykliczne, aby zapobiec spowolnieniu? Na ile się pan tego spowolnienia obawia?

Sygnały spowolnienia na Zachodzie pojawiają się od 6-9 miesięcy. Doszedłem do wniosku, że właśnie klasyczny impuls antycykliczny jest odpowiednim działaniem. Państwo ma trzy rodzaje środków: politykę monetarną, politykę fiskalną i politykę regulacyjną. Monetarna jest od nas zupełnie niezależna, to działania Rady Polityki Pieniężnej. Polityka regulacyjna – regulatorzy – też są niezależni od rządu. Mamy więc do dyspozycji politykę fiskalną. Zwiększamy wydatki wówczas, gdy wymaga tego sytuacja. To jest właściwe posunięcie makroekonomiczne.

Nie obawia się pan recesji w Niemczech, u głównego partnera handlowego Polski?

Sądzę, że nie dojdzie w Niemczech do recesji, ale może dojść do spadku wzrostu do poziomu poniżej 1 proc. Te zakłócenia, z którymi mamy do czynienia u naszego zachodniego sąsiada, są być może bardziej krótkotrwałe, niż nam się wydaje. Jesteśmy też w obecnym cyklu koniunkturalnym mniej zależni od Niemiec, niż byliśmy poprzednio. Wcześniej tąpnięcie niemieckiego PKB powodowało natychmiast twardsze lądowanie polskiej gospodarki. Już w IV kwartale 2018 r. powinniśmy mieć nie 4,9, a 3,9 proc. wzrostu PKB. Okazało się, że jesteśmy coraz bardziej dojrzałą gospodarką. Z drugiej strony są lepsze wiadomości gospodarcze z USA. Ogólnie więc sądzę, że wzrost będzie wyższy niż dzisiejsze prognozy pesymistów.

Emeryci dostaną trzynastą emeryturę w przyszłym roku?

Tak. Mogę powiedzieć, że jeżeli wyborcy nam zaufają, to mamy to w planach również w kolejnych latach.

W ubiegłym roku niski deficyt był też konsekwencją niskiego poziomu inwestycji publicznych. Nie niepokoi to pana?

Te inwestycje muszą być dobrze przygotowane, żeby były efektywne. Dlatego zmieniamy prawo zamówień publicznych, czyniąc procesy inwestycyjne zdecydowanie bardziej dynamicznymi. I one ruszyły już całkiem nieźle. Badania środowiskowe przy dużych inwestycjach publicznych zabierają jednak dużo czasu, - jak np. Dla CPK, Via Carpatia, przekopu Mierzei Wiślanej, nowych dróg – jak S8 na południe, ciągną się długimi miesiącami. To są też nowe propozycje infrastrukturalne, które wymagają dobrego planowania. Ale inwestycje publiczne to tylko część całości inwestycji sięgających około 400 mld zł. Inwestycje publiczne to nie jest decydujący element układanki rozwojowej. Nad wzrostem inwestycji prywatnych pracujemy ciągle poprzez likwidację barier rozwojowych.

Ale PiS rządzi już czwarty rok. Czyli na początku inwestycje były źle przygotowywane?

Plan Odpowiedzialnego Rozwoju został przyjęty w 2017 r. Prócz inwestycji stricte państwowych, wiele rzeczy rozkręciliśmy od tego czasu jako Polski Fundusz Rozwoju, który zaangażował się w przedsięwzięcia takie jak PESA, Pekao, WB Electronics, Selvita, Ferrum, PGG, Rafako, Tauron-Jaworzno czy Trasa Łagiewnicka. To wielkie inwestycje z udziałem publicznych pieniędzy, które mają zaszyty w sobie silny element rynkowy. Poprzez PFR przeprowadzonych zostało ponad 40 inwestycji, plus 28 funduszy venture capital, finansujących coraz silniejszy w Polsce ekosystem innowacji i młodych firm technologicznych. To zupełnie nowa jakość polityki rozwojowej, w której pojawiło się przedsiębiorcze państwo w miejsce państwa ospałego i wycofanego.

Gdy był pan ministrem finansów, ostrzegał pan przed zbyt dużym „rozdawnictwem" społecznym. Wtedy pan argumentował, że najpierw trzeba pieniądze zarobić, a potem wydawać. Zmienił pan punkt widzenia?

Nie zgodzę się z takim podejściem. Wydatki publiczne łącznie w Polsce są na poziomie 40 proc. PKB. We Francji czy Szwecji to ponad 50 proc. Spadają u nas nierówności, a wskaźnik Giniego mamy bardziej optymistyczny niż we Francji. To osiągnięcie naszych ostatnich lat. Dla mnie gospodarka i społeczeństwo to jedno. Przez całe dekady nierówności ekonomiczne prowadziły u nas do nierówności społecznych, a nierówności społeczne do nierówności rozwojowych. Zatrzymaliśmy to błędne koło i stawiamy szybciej nową architekturę sprawiedliwego wypracowywania i dzielenia owoców wzrostu gospodarczego. Polska nie może rozwijać się na wyrywki. Co z tego, że inwestujemy w jeden sektor albo jeden region, skoro ogromne rzesze ludzie zaczną emigrować? A dziś, proszę zauważyć, po raz pierwszy mamy do czynienia coraz częściej z powrotami.

Są na to twarde dane?

Tak, z danych GUS wynika, że mieliśmy dodatnie saldo migracji w przypadku osób powracających i wyjeżdżających na stałe. Nie były to wielkie liczby, ale od kilku dekad nie mieliśmy takiego zjawiska. Z kolei w 2017 r. na emigrację czasową wyjechało z Polski 25 tys. osób, a nie 250 tys., jak bywało jeszcze kilka, kilkanaście lat temu. Ale mnie boli każdy obywatel Polski opuszczający swój kraj. Stąd między innymi narodziła się idea zerowego podatku PIT dla młodych Rodaków.

PiS buduje przekaz o Europie, czyli wysokich zarobkach dla wszystkich. Czy to nie powtórzenie haseł Platformy Obywatelskiej sprzed paru lat?

Jest jedna zasadnicza różnica – my rzeczywiście podejmujemy działania w tym kierunku. Mam przekonanie, że nasi konkurenci polityczni patrzą na Europę tylko pod kątem rewolucji obyczajowych, przemian światopoglądowych i chcą Polakom na siłę zaprowadzać nowe porządki kulturowe. Widać to zwłaszcza ostatnio. A my chcemy dać Polakom święty spokój na co dzień, dostanie życie i wolność rodzinnego życia. Istotnym elementem naszej filozofii i praktyki rządzenia jest doganianie średniej europejskiej w standardzie życia. Po raz pierwszy od 300 lat mamy szansę dogonić Włochy. I stawiamy tę poprzeczkę wysoko: niskie bezrobocie, likwidację nierówności, solidarnościowy model społeczny. Dynamiczna gospodarka i stabilne finanse. To robimy.

Międzynarodowe grupy, zwłaszcza z branży IT, które mają wielomilionowe przychody, nie płacą w Polsce podatków. Jest sposób, aby to uszczelnić?

Od zawsze jestem orędownikiem zasady: płać podatki tam, gdzie prowadzisz biznes. I dlatego w pełni zgadzam się tutaj z Emmanuelem Macronem, ale też z wieloma głosami niemieckich polityków, że trzeba wprowadzić – najlepiej na poziomie Unii Europejskiej – coś w rodzaju digital tax. Jesteśmy w tej grupie państw, która mówi wprost, że nie powinniśmy być drenowani przez międzynarodowe korporacje. Takie było moje stanowisko jako ministra finansów, a później jako premiera. Nie może być tak, że np. globalny koncern technologiczny mający w Polsce miliony użytkowników, płaci u nas podatki tylko niższe niż rodzinna sieć z kilkoma cukierniami. Ale już przy dzisiaj obowiązującym prawodawstwie udało się nam zwiększyć podatki płacone przez międzynarodowe korporacje. To naprawdę duży sukces, bo wpływy z CIT urosły z 34 do 44 mld zł w ciągu trzech ostatnich lat – a przecież jednocześnie dla małych i średnich polskich firm obniżyliśmy CIT z 19 do 9 proc.

Jaki jest bilans ustawy o zakazie handlu w niedziele? Dane pokazują, że małe sklepy detaliczne prowadzone przez polskich przedsiębiorców są zamykane, narzekają sprzedawcy na bazarach, a zyski liczą sieci dyskontowe. Czy taki był cel tej ustawy?

Wymiar społeczny tej ustawy jest trudniejszy do uchwycenia, mieszają się tu bowiem argumenty kulturowe z ekonomicznymi. Kończymy natomiast analizy dotyczące wpływu na mały handel, wyniki będziemy znali za parę tygodni. I co wtedy?

Wtedy zastanowimy się, co dalej zrobić z tym tematem. A jeżeli analizy wskażą, że trzeba zliberalizować ten zakaz, nie będzie się pan premier bał konfliktu z „Solidarnością"?

Chcemy, aby wszystko odbywało się w dialogu z przedsiębiorcami i pracownikami. Czasami warto przemyśleć swoje działania z przeszłości, jeżeli skutki społeczne i gospodarcze są inne niż zakładane, ale tego dzisiaj nie przesądzam.

Dobrze zna pan realia bankowe. Jakie wrażenie zrobiły na panu zarobki w NBP?

Porównując z sektorem komercyjnym i uwzględniając roczne premie i dodatki w NBP, wynagrodzenia zarządu są utrzymane w realistycznych proporcjach do rynku, a na poziomie departamentów utrzymują się na podobnym poziomie. Proszę też pamiętać, że przed 2015 r. zarobki w NBP były bardzo podobne jak dzisiaj.

Czy w NBP dyrektorzy ds. komunikacji powinni więcej zarabiać niż merytoryczni?

Departament komunikacji jest integralną częścią NBP, mającą merytoryczny wkład w funkcjonowanie banku. A odnośnie do personaliów nie chcę się wypowiadać. To nie są moje kompetencje. NBP to instytucja konstytucyjnie niezależna od rządu.

Jaki trend w tej dyskusji globalnej o gospodarce jest teraz najważniejszy? O czym się rozmawia na świecie, np. w Davos, w kuluarach?

W Davos akurat mówi się coraz więcej o modelu rozwoju podobnym do naszego – solidarnościowym, czy bardziej inkluzywnym, włączającym ludzi do korzystania z premii rozwojowych. Natomiast jeżeli chodzi o technologie, to jest amalgamat tych wszystkich technologii, o których się mówi: 5G, sztuczna inteligencja, big data, machine learning. Od 5G będą zależeć i samochody autonomiczne i robotyzacja, digitalizacja wielu usług i gałęzi produkcji. Dlatego w niedzielę byłem w Katowicach na Intel Extreme Masters, swoistych mistrzostwach świata w e-sporcie. Cieszę się, że te kreatywne branże rosną w siłę również u nas – nie tylko pod względem graczy, ale głównie oferty gamingowej dla graczy. To jest nowa jakość w polskiej gospodarce, a w świecie wydarła już sporą część dochodów branży rozrywkowej.

Jaka jest pana wizja sieci 5G w Polsce?

To ważna część architektury przyszłości. To powinien być kontrolowany przez państwo szkielet, który będzie nadrzędny wobec operatorów. Jaki podmiot będzie realizował tę funkcję, jeszcze nie wiem, poczekajmy na analizy. Ale w ramach polityki państwa, opracowujemy teraz koncepcję, która idzie w kierunku strategicznego nadzoru państwa.

Czyli spółka skarbu państwa jak np. Exatel jako inwestor systemu wraz z komercyjnymi operatorami?

Pod pewnymi warunkami to jest bliska mi wizja.

Widzi pan globalny trend walki USA z Chinami w sferze technologii. Czy musimy się opowiedzieć po którejś ze stron?

Jesteśmy suwerennym państwem, które nie pozwala sobie na żadne szpiegowanie przez jakiekolwiek inne obce państwa. 5G musi opierać się na mechanizmach kontrolnych, jakości, dostępności, ale także suwerenności. Tak, żeby polskie przedsiębiorstwa i przedsiębiorstwa działające w Polsce odnosiły z tego tytułu jak najwięcej korzyści. My nie wpisujemy się w ten spór, ale widzimy go. Dlatego zareagowaliśmy odpowiednio, gdy dochodziło do niepokojących zjawisk również u nas.

Co nas czeka pod koniec marca, gdy teoretycznie powinno dojść do brexitu?

Istnieje ryzyko pewnych turbulencji, ale jesteśmy przygotowani. Dotyczy to potencjalnych, bilateralnych umów, koniecznych do przyjęcia z Wielką Brytanią, zwłaszcza dotyczących dwóch obszarów: naszych obywateli na Wyspach oraz handlu z Wielką Brytanią. To po pierwsze. A po drugie, cały czas bardzo intensywnie działamy. Jesteśmy w tej grupie państw, która stara się zachęcać strony do kreatywności, do walki o kompromis do ostatniego dnia, do 29 marca. Cały czas jest nadzieja, że przyjdzie refleksja i otrzeźwienie, zarówno w Brukseli, jak i trochę w Londynie. Ale zarazem jesteśmy gotowi na scenariusze twardego brexitu.

Co dalej z energetyką, co z elektromobilnością?

Po kolei. Stajemy się jednym z największych w Europie ośrodków produkcji nowoczesnych baterii litowo-jonowych. Promujemy elektromobliność w miastach, stawiamy na elektryczne autobusy, by wyeliminować smog. Jeszcze w 2015 r. tylko jeden na sto nowych autobusów w transporcie publicznym miał eko-napęd. Dziś co dziesiąty nowy autobus zamawiany przez samorządy to hybryda, albo e-bus, bardzo często wyjeżdżający z polskich fabryk. Staramy się też wypełnić cel unijny w odniesieniu do OZE...

Wypełnimy?

Może bardzo niewiele zabraknąć, ale wciąż mamy szansę. Stawiamy na fotowoltaikę, farmy wiatrowe na morzu i intensywnie te kierunki rozwijamy. Jesteśmy w specyficznej sytuacji, bo z powodów uwarunkowań historycznych i dostępnych złóż naturalnych mamy energetykę opartą na węglu. Niestety, kiedyś polskie władze nie walczyły wystarczająco mocno o uwzględnienie tych uwarunkowań w polityce europejskiej – wielki błąd z 2014 r. Jedna miara jest przykładana do wszystkich. Francja ma na przykład 70 proc. energii z atomu, czyli zależność od CO2 dużo mniejszą od naszej. Walczymy z tym w Brukseli, ale nie jest łatwo, bo nas nie zadowala każde rozwiązanie, byle zostać poklepanym po plecach i stanąć sobie do wspólnego zdjęcia. Pewne zasadnicze sprawy dotyczące bezpieczeństwa energetycznego Polski powinny być załatwione przez nasz kraj z Unią Europejską lata temu. Ale wypracujemy dobre rozwiązanie.

A import węgla z Rosji?

Chcemy ograniczać import z zewnątrz. Cykl inwestycji w ściany węglowe jest paroletni. Nasi poprzednicy nie inwestowali tylko drenowali. Na restrukturyzację górnictwa przeznaczyliśmy jako państwo dodatkowo ok. 8 mld zł.

Może w ogóle odejść od węgla, jak proponuje opozycja?

Musimy brać pod uwagę realia transformacji gospodarki i czas. Dziś od węgla uzależnione są całe sektory gospodarki i regiony Polski. Jeśli nie chcemy ponosić gigantycznych kosztów gospodarczych i społecznych, musimy postawić na stopniowe rozwijanie technologii i tworzenie nowych miejsc pracy w zielonej energii. Bierzemy pod uwagę choćby tysiące górników, którzy związali z tym zawodem swój los. Będzie zawsze przyszłość dla górników w naszej gospodarce.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA