REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zając: Czy druk 3D podbije warszawski parkiet?

W ostatni piątek na Targach Kielce zaprezentowało się około 30 rodzimych producentów drukarek 3D. I choć większość z tych firm to młode, kilkuosobowe działalności założone przez pasjonatów nowych technologii, to kilka z nich ma komercyjne ambicje, które chce zrealizować za pomocą pieniędzy z rynku kapitałowego.

Piotr Zając, dziennikarz Gazety Giełdy Parkiet

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała

W miniony weekend w Kielcach odbyło się największe w Polsce wydarzenie dotyczące drukowania przestrzennego – Dni Druku 3D. W stolicy Gór Świętokrzyskich zjawiło się około 30 firm, które zaprezentowały 50 różnych modeli drukarek. Wśród nich zabrakło niestety Zortraxa, który w natłoku innych zaproszeń nie zdołał znaleźć czasu, by zaprezentować się na tle potencjalnej konkurencji. Ta ostatnia nie śpi, ale trzeba szczerze przyznać, że olsztyńskiej firmie na razie chyba nikt nie jest w stanie „zagrozić". Większość wystawców, którzy zjawili się w Kielcach, posiada drukarki bazujące na open sourcowych rozwiązaniach (zarówno konstrukcja maszyny, jak i oprogramowanie sterujące procesem druku). Maszyny są więc do siebie bardzo podobne, a ich wydruki nie zawsze osiągają zadowalającą i powtarzalną jakość. Producenci nie spoczywają jednak na laurach i cały czas poprawiają swoje konstrukcje. Kilku ma już gotowe produkty, które sprzedaje albo za pomocą własnej sieci dystrybucji, albo przez internetowe aukcje. Każdy zgodnie twierdzi, że jest w stanie produkować od 30 do 50 drukarek miesięcznie, a popyt spokojnie pokrywa tą podaż. Wygląda więc na to, że branża rozwija się dość prężnie – zarówno po stronie producentów, jak i odbiorców.

W całym procesie rozwoju widocznych jest kilka ciekawych tendencji. To co dla mnie wygląda na najbardziej interesująco, to różnica podejść producentów w kwestii docelowego przeznaczenie drukarek. Część (chyba przeważająca) uważa, że w przyszłości drukarka będzie elementem wyposażenie firm, które potrzebują szybkiego i wysokiej jakości prototypowania (od branży medycznej, przez jubilerów, po firmy IT). Zwolennicy tego podejścia uważają, że drukarek nie będzie w sklepach typu Saturn czy Euro AGD, ale jeśli już to może w Castoramie. Inni z kolei nie widzą przeszkód, by tak jak kiedyś zwykłe atramentówki, tak i drukarki 3D stanęły na biurku przeciętnego Kowalskiego. Ich zdaniem w każdym człowieku tkwi pierwiastek inżyniera, a dzięki drukowi przestrzennemu można go po prostu uaktywnić. Z tej różnicy podejść biorą się różne ścieżki rozwoju firm. Jedne (jak Zortrax) nastawiają się na klienta biznesowego, produkując drukarki droższe (od 5000 zł do 10 000 zł) dającą lepszą jakość wydruku. Inne nastawiają się na konsumenta i produkują tańszy sprzęt (od 1500 zł do 2500 zł), który nie musi dawać takiej precyzji, jaka wymagana jest chociażby w jubilerstwie. Ta różnica podejść pokazuje, że choć branża wciąż raczkuje, to już przejawia pewne oznaki dojrzałości. Mamy coraz więcej producentów o różnych profilach docelowego klienta. Każdy stara się kusić coraz niższą ceną oraz ofertą dodatkowych szkoleń z obsługi sprzętu. To co jeszcze kilka lat temu mogło wydawać się wyimaginowaną technologią, teraz staje się coraz bardziej dostępne, zarówno pod względem ceny jak i łatwości obsługi.

Oprócz nastawienia na produkcję drukarek, część firm wystawiających się na Targach Kielce, deklarowało, że pracuje również nad swoim autorskim oprogramowaniem sterującym procesem druku. Jest to więc kolejne tendencja, która też z pewnością ma przyszłość, bo druk 3D to nie tylko urzeczywistnianie komputerowych projektów, ale również metody komunikowania komputera z drukarką. Do tego dochodzi też samo projektowanie – o ile tworzenie projektów przestrzennych w programach typu CAD wymaga specjalistycznej wiedzy, to już pojawia się oprogramowanie o znacznie prostszej obsłudze.

Branża druku 3D, dzięki szerokiej palecie zastosowań (patrz USA) kryje w sobie ogromny potencjał. Myślę, że na jego wykorzystanie potrzebny będzie większy kapitał, niż ten, który są w stanie uzyskać sami producenci ze sprzedaży swoich maszyn na Allegro. Pokazuje to już przykład Zortraxa, który próbuje właśnie zdobyć zapisy na obligacje o wartości przynajmniej 6 mln zł. Nawet jeśli jest za wcześnie, by małe start-upy próbowały swoich sił na rynku kapitałowym, to po dynamice i kierunku rozwoju branży widać, że druk 3D może pójść ścieżką biotechnologii i ochrony zdrowia. Jeszcze 2 lata temu mało kto słyszał o takich spółkach jak Mabion czy Medicalgorithmics, a teraz obie notowane są na głównym parkiecie GPW, dając inwestorom sowitą premię za podjęte wcześniej ryzyko. A warto tutaj dodać, że w przeciwieństwie do druku 3D, branża biotechnologiczna zazwyczaj sięgała po pieniądze z rynku kapitałowego na badania i rozwój, nie generując przy tym przychodów. Inwestorzy nabywali więc coś w rodzaju obietnicy. Producenci drukarek mają już swoje produkty i coraz większe grono odbiorców. Teraz trzeba poczekać, aż ktoś im zaufa...

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA