Komentarze

Warto czytać uwagi audytorów

Drobni inwestorzy zbyt rzadko czytają opinie biegłych rewidentów na temat raportów rocznych spółek giełdowych.

Dariusz Wolak, dziennikarz Gazety Giełdy Parkiet

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała

„Uwzględniając wagę problemów, (...) w szczególności znacznego stopnia niepewności co do przetrwania spółki w okresie najbliższych 12 miesięcy (...) nie możemy wyrazić opinii o załączonym sprawozdaniu finansowym. W przedstawionej sytuacji za bezprzedmiotowe uznaliśmy rozpatrywanie sprawozdania z działalności spółki za 2013 r.".

Każdy inwestor, czytając taką opinię na temat podmiotu, którego akcje ma w portfelu, w dodatku wyrażoną przez biegłego rewidenta, powinien głośno zadać sobie pytanie, czy warto nadal być jej akcjonariuszem. Co musi bowiem dziać się wewnątrz firmy, że audytor nie jest w stanie, i nie chce przygotować komentarza, który jest przecież integralną częścią raportu rocznego spółek giełdowych. Odpowiedź nasuwa się sama. Spółka jest w stanie rozkładu, zarząd nie panuje nad sytuacją a jakość (i rzetelność) sprawozdań finansowych przygotowywanych przez służby księgowe budzi spore wątpliwości.

Normalną reakcją rynku na taki przekaz powinna być wyprzedaż akcji. Na GPW można jednak wskazać szereg przykładów, że inwestorzy zupełnie lekceważą to, co starają się im przekazać audytorzy. Dotyczy to szczególnie mniejszych firm, które w akcjonariacie nie mają instytucji finansowych. Dlaczego gracze lekceważą opinie biegłych rewidentów? Bo po prostu ich nie czytają. Dla drobnych inwestorów ważniejszą lekturą są fora internetowe, które stały się areną wymiany poglądów. Poziom dyskusji dużo mówi o poziomie intelektualnym sporej części inwestorów. Niestety, nie jest on najwyższy. Gracze przerzucają się inwektywami, starają się promować spółki, których papiery posiadają. Naganiają na ich zakup. Trudno w tej sytuacji mówić o rzetelnym inwestowaniu, poprzedzonym analizą fundamentalną i techniczną. Dlatego wyniki takich inwestycji rzadko kiedy są pozytywne. Nie powinno to jednak dziwić, skoro ulubionymi zabawkami spekulantów są spółki w trudnej kondycji finansowej, których kursy polegają jednak olbrzymim wahaniom w reakcji na informacje o mitycznym inwestorzy, nowej emisji akcji, megakontrakcie itp. Rzadko kiedy tego typu wiadomości mają potwierdzenie w faktach. Zazwyczaj po jakimś czasie „inwestor" (często zarejestrowany na Cyprze wehikuł) odstępuje od podpisania umowy inwestycyjnej a jeśli już, to polega ona na objęciu setek tysięcy lub milionów nowych akcji po nominale, które dodatkowo nie są objęte zakazem sprzedaży. Nie trzeba dodawać jak to odbija się na notowaniach. Czy warto brać udział w takich „zabawach". Chyba nie. Dlatego warto czytać opinie audytorów. Pomagają unikać kosztowanych błędów.

 

Ps. Cytaty na wstępie pochodziły z raportu rocznego B3System.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.