Inwestycje

Parkiet TV: Co z GPW, Turcją, rynkami wschodzącymi,...

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Jerzy Nikorowski, zastępca dyrektora BM BGŻ BNP Paribas.
Foto: parkiet.com

WIG20 w ostatnich dniach znowu tracił na wartości. Jakby tego było mało obroty na rynku są stosunkowo niewielkie. Ten obraz raczej nie napawa optymizmem?

Faktycznie odbicie, które widzieliśmy pod koniec lipca część inwestorów traktowała, jako zmianę trendu. Do tego jednak nie doszło, pośrednio przez czynniki zewnętrzne. Chodzi oczywiście o to co dzieje się w Turcji, jak również o dalsze napięcia w kontekście wojen handlowych. To wszystko ma negatywne przełożenie na rynki wschodzące. Tyczy się to również rynku polskiego, który jest bardzo wrażliwy na kapitał zagraniczny, którego w tej chwili właściwie brak.

Czy jest szansa, aby to się zmieniło? Można liczyć na większe obroty i wyższe poziomy WIG20?

Zacznijmy od tego, że mamy problemy krajowych instytucji finansowych. OFE nie mają dopływu kapitału, TFI mają duże problemy po aferze GetBacku. Na rynku panuje przekonanie, że o ile status funduszu pozwala na wyjście poza polski rynek, to warto z tego skorzystać. W efekcie mamy lokowanie kapitału na rynkach bardziej płynnych, transparentnych i dojrzałych. Jeśli chodzi o inwestorów zagranicznych to ciąży nam dekompozycja sektorowa. Polskie największe spółki w dużej mierze reprezentują sektor bankowy i energatyczny, który w percepcji inwestorów zagranicznych traktowany jest jako sektor użyteczności publicznej. Są to też spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, więc istnieje też niepewność dotycząca nakładów inwestycyjnych. Dodatkowy aspekt spółek tej kategorii to fakt czy są to firmy dywidendowe, czy też nie. W przypadku rynków zagranicznych spółki użyteczności publicznej są w portfelach głównie po to, aby otrzymywać regularne dywidendy. Na polskim rynku nie ma pewności dotyczącej dywidendy. Jeśli zaś chodzi to banki to wciąż problemem są kredyty frankowe.

Przyszłość raczej nie rysuje się w kolorowych barwach...

Do momentu, w którym nie doświadczymy szerokiego napływu kapitału na rynki wschodzące, możemy mieć problemy. Z perspektywy inwestorów zagranicznych Polska nie jest wybitnym rynkiem, na którym trzeba koniecznie być.

Sytuacja nie zachwyca również w przypadku średnich i małych firm. mWIG40 i sWIG80 od początku roku straciły już po ponad 12 proc. i to mimo tego, że wielu ekspertów twierdzi, że spółki z tych segmentów są atrakcyjnie wyceniane.

Faktycznie tak jest. Wyceny są niskie i pod tym kątem rynek jest atrakcyjny. W przypadku tych segmentów bardzo ważnym czynnikiem jest kapitał. Tak, jak wspomniałem w przypadku krajowych instytucji, tego kapitału brakuje. Mamy chociażby zauważalne odpływu z funduszy akcji. Biorąc pod uwagę fakt, że również inwestorzy indywidualni nie dopisują, sama atrakcyjna wycena nie wystarcza.

Na czym więc powinien opierać się portfel inwestycyjny?

W rozmowach z klientami, którzy są zainteresowani inwestowaniem średnio- i długoterminowym, proponujemy i zachęcamy do budowania portfeli zdywersyfikowanych, najmocniej jak tylko można, szczególnie z uwzględnieniem, w dużej części portfela, rynków zagranicznych. Mam tu na myśli przede wszystkim Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią. Ten sposób budowania portfela, również w oparciu o dywersyfikację walutową, pozwala w dużym stopniu zamortyzować wstrząsy do jakich dochodzi na rynku, nawet takich jak ten turecki. Widzimy natomiast, że potencjał wzrostu w krajach Europy Zachodniej jest podtrzymywany. Również widzimy coraz mocniejsze przekonanie inwestorów zagranicznych, że rynki zagraniczne jeszcze nie podstawiły kropki nad "i" w tej długoterminowej hossie.

Tematem numer jeden ostatnich dni jest wspomniany kryzys turecki. To krótkotrwały wstrząs, czy może on mieć przełożenie także w długim terminie?

W przypadku kryzysu tureckiego patrzyłbym szerzej, również w kontekście tego, że rynki wschodzące od dobrych kilku miesięcy były w niełasce. Ten kryzys wpisuje się więc w nastawienie kapitału globalnego do tego typu aktywów. Na pewno ma on duże znaczenie dla krajów, w których mamy dużą nierównowagę między importem, a eksportem, czyli z deficytem na rachunku obrotów bieżących. Wzrost kosztów finansowania się może przełożyć się na gorsze odczyty makroekonomiczne i z czasem to też może powodować napięcia. Jeśli zaś chodzi o samą Turcję, to w mojej opinii staje się ona tematem, który w mniejszym stopniu jest w stanie wywrócić rynki finansowe. Pamiętajmy, że wielu europejskim krajom zależy na tym, aby sytuacja w Turcji była stabilna i pod kontrolą.

Spójrzmy jeszcze za ocean. Amerykański indeks S&P500 od początku roku zyskał 6 proc. i właściwie wciąż jest blisko historycznych szczytów. Wiele mówi się od kilku miesięcy, że rynek jest przegrzany, ale inwestorzy zdają się nic sobie z tego nie robić.

Właściwie od kilku lat mówi się, że Stany Zjednoczone są w zbyt długiej fazie wzrostowej. Wydaje mi się, że jest wiele czynników fundamentalnych, które wskazują na to, że faza cyklu amerykańskiego rynku akcji, jeszcze nie musi być wyczerpana. Zacieśnianie polityki monetarnej przez Rezerwę Federalną nie oznacza automatycznie, że kapitał odpływa z rynku akcji. Z kolei podejmowane reformy zaczynają przyciągać do Stanów Zjednoczonych kapitał. Poza tym w przypadku jakichkolwiek turbulencji, to Stany Zjednoczone są dużo lepszym rynkiem niż rynki wschodzące.

Czyli teraz Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia?

Na pewno rynki rozwinięte w postaci Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Uważam, że długoterminowo rozproszenie ryzyka pod kątem geograficznym ma mocne uzasadnienie. Jeśli mówimy o Polsce, to chociaż jest to ciężki moment do inwestowania, to jest wiele spółek, które można analizować i podchodzić do nich selektywnie i strategicznie.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły