REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Dlaczego zagranica nie połknęła chińskiego haczyka?

Od czasu, kiedy w listopadzie Chiny ułatwiły zagranicy dostęp do rynku akcji, Shanghai Composite Index gwałtownie poszedł w górę podczas gdy reszta świata w zdecydowanej większości stanęła w miejscu.

Od czasu, kiedy w listopadzie Chiny ułatwiły zagranicy dostęp do rynku akcji, Shanghai Composite Index gwałtownie poszedł w górę podczas gdy reszta świata w zdecydowanej większości stanęła w miejscu.

Foto: Bloomberg

Jednak dobra koniunktura w Szanghaju raczej zniechęciła zagranicę zamiast ja przyciągnąć.

Inwestorzy indywidualni w Państwie Środka otwierają rachunki w biurach maklerskich w najszybszym tempie od 2007 r. natomiast tacy profesjonaliści jak Tai Hui, azjatycki strateg nowojorskiego giganta JPMorgan ASsset Management ostrzegają, iż zwyżka na chińskich parkietach była zbyt szybka i zbyt duża.

- Kiedy masz do czynienia z taką kolejką górską jak obecnie to nie wiesz gdzie do niej wskoczyć ani też wysiąść - wskazuje Hui, którego firma ma w zarządzaniu 1,7 biliona dolarów. W podjęciu decyzji, jego zdaniem, nie pomaga też duża zmienność. Dlatego wielu inwestorów zagranicznych nie angażuje się w transakcje, gdyż wola poczekać, aż sytuacja wyjaśni się. "

To w znacznym stopniu tłumaczy małe zainteresowanie połączeniem transakcyjnym między giełdami w Hongkongu i Szanghaju. Hui wskazuje, że trudno jest przekonać zagranicznych inwestorów, iż obecnie jest właściwy moment na kupno akcji w Szanghaju. Od 17 listopada 2014 r., kiedy uruchomiono połączenie między Hongkongiem a Szanghajem tempo wzrostu wskaźnika Shangahi Composite Index było dwukrotnie szybsze niż w przypadku Hang Seng China Enterprises, wskaźnika chińskich spółek notowanych na giełdzie w Hongkongu. Ta dysproporcja sprawiła, iż akcje tego samego emitenta notowane w Szanghaju okazały się średnio o 25 proc. droższe niż w Hongkongu.

- Rajd akcji klasy A nie ma żadnego uzasadnienia - przekonuje Mikio Kumada, strateg LGT Capital Partners, zarządzający ponad 40 miliardami dolarów. "

Edmond de Rothschild Group, mająca w portfelu więcej akcji chińskich spółek niż wynikałoby to ze wskaźnika referencyjnego za którym podąża, postanowiła wstrzymać się z dalszymi zakupami aż skończą się wielka spekulacja.

Chińskie władze są zainteresowane zwiększeniem roli profesjonalnych zarządzających pieniędzmi o dłuższym horyzoncie czasowym czemu mają służyć takie inicjatywy jak połączenie między Hongkongiem a Szanghajem, zwracają uwagę takie instytucje jak HSBC Jintrust Fund Management, czy International Holdings.

Tempo zwyżki Shanghai Composite przyspieszyło po tym jak Ludowy Bank Chin 21 listopada nieoczekiwanie obniżył stopy procentowe, ale nie obyło się bez gwałtownych zwrotów akcji. 9 grudnia wskaźnik ten stracił 5,4 proc. , najwięcej od pięciu lat. Głównym powodem było zaostrzenie kryteriów dotyczących zastawu dla krótkoterminowych pożyczek.

- Zmienność jest bardzo duża i trudno przewidzieć kiedy notowania pójdą w górę - skarży się Sam Le Cornu, zarządzający australijskiej firmy Macquarie Investment Management, której klienci powierzyli prawie 250 miliardów dolarów.

Jednak nie wszyscy inwestorzy zagraniczni trzymają się na uboczu. Do wyjątków należą Templeton Asset Management Marka Mobiusa i Open Door Investment Management Chrisa Ruffle'a. Ci zarządzający są optymistami i liczą na dalsze wzrosty notowań w Szanghaju. Ma w tym pomóc splot takich czynników jak spowalniająca gospodarka Państwa Środka, spadające stopy procentowe oraz przeprowadzane reformy rynkowe.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA