REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Odrębność od Chin znów staje się wielkim atutem Hongkongu

Wielka metropolia może dostać rykoszetem w wojnie handlowej pomiędzy USA a Chinami. Ale nic nie wskazuje, by administracja Trumpa zdecydowała się na uderzenie w to ważne centrum finansowe.
Gospodarka Hongkongu rozwijała się dynamicznie w ostatnich latach, ale rosły też nierówności majątkowe. Chińscy bogacze przyczynili się do szalonego wzrostu cen nieruchomości w mieście, który wywołuje niezadowolenie zwykłych mieszkańców Hongkongu, dla których szanse na posiadanie własnych, nawet bardzo małych mieszkań, gwałtownie maleją.
Adobestock

– Pomyślcie tylko o tym, jak wielki wpływ na Chiny zdobyłyby USA, gdyby wojna handlowa przeniosła się do Hongkongu. Taki ruch byłby prawdziwym ciosem ekonomicznym dla Pekinu. Wielu Chińczyków właśnie tutaj trzyma kapitał – stwierdził Andy Chan Ho-tin, polityk Narodowej Partii Hongkongu. Jego słowa wypowiedziane podczas wystąpienia w Klubie Korespondentów Zagranicznych wywołały oburzenie wśród przedstawicieli władz tego Specjalnego Regionu Administracyjnego Chin. Pekin próbował wcześniej uniemożliwić Chanowi wygłoszenie tego przemówienia. Ten polityk uważa bowiem, że Chiny stopniowo odbierają mieszkańcom Hongkongu wolności polityczne i zacieśniają kontrolę na gospodarką tej byłej brytyjskiej kolonii. Jest on więc zwolennikiem niepodległości Hongkongu i wzywa USA, by uderzyły Chiny tam, gdzie je to naprawdę zaboli. Chen zaproponował nawet w liście do prezydenta Trumpa, by Stany Zjednoczone wypchnęły zarówno Chiny, jak i Hongkong ze Światowej Organizacji Handlu (WTO). „Rząd Hongkongu nie jest w żaden sposób niezależny i autonomiczny w realizowaniu swoich praw członkowskich w organizacji, ale jest dodatkowym ramieniem dla Chin, za pomocą którego wywierają one wpływ i nadużywają statusu państwa rozwijającego się w systemie WTO" – napisał Chan.

Hongkong wstąpił do WTO już w 1995 r., gdy Chiny dopiero w 2001 r. Jest on powszechnie traktowany jako odrębna gospodarka, choć jednocześnie jest uznawany za część Chińskiej Republiki Ludowej (posiadającą jednak bardzo szeroką autonomię w ramach rozwiązania „jeden kraj, dwa systemy" i własne władze, w teorii niezależne od Pekinu). Również Stany Zjednoczone traktują Hongkong jako odrębny byt gospodarczy od Chin, co reguluje ustawa United States-Hong Kong Policy Act z 1992 r. Czy wojna handlowa może sprawić, że ten akt legislacyjny zostanie zniesiony lub zmieniony? Czy Hongkong stanie się ofiarą amerykańsko-chińskiego sporu?

Cenny pośrednik

Analitycy jak na razie wykluczają scenariusz, w którym USA będą próbowały wypchnąć Hongkong z WTO lub obejmą go karnymi cłami, podobnymi jak nałożonymi na chińskie produkty. – Myślę, że Hongkong nie znajduje się na liście celów Trumpa. Podstawowe interesy strategiczne USA przewidują, że Hongkong powinien być nadal traktowany odrębnie wobec reszty Chin ze względów ekonomicznych, finansowych i biznesowych – twierdzi Tim Summers, sinolog z Chińskiego Uniwersytetu Hongkongu.

Przede wszystkim handel z Hongkongiem jest dla USA niezwykle korzystny. W 2017 r. Stany Zjednoczone miały 32,6 mld USD nadwyżki w handlu dobrami z tym regionem. Większej nadwyżki handlowej USA nie miały wówczas z żadną inną gospodarką świata. Nie dałoby się też w żaden sposób uzasadnić nałożenia ewentualnych restrykcji handlowych na Hongkong. W tym specjalnym regionie autonomicznym obowiązują bowiem zerowe cła. Również bariery pozataryfowe nie stanowią tam większego problemu, a Hongkong od lat przoduje w najróżniejszych rankingach swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Nie da się też mu zarzucić manipulowania kursem narodowej waluty. Dolar Hongkongu jest bowiem powiązany kursowo z dolarem USA.

To prawda, że bogaci Chińczycy często trzymają swój kapitał w Hongkongu. W ostatnich miesiącach był on wyprowadzany z Chin na dużą skalę m.in. poprzez połączenie tradingowe pomiędzy giełdami w Szanghaju, Shenzhen i Hongkongu. Taka ucieczka kapitału przyczynia się do osłabienia chińskiego juana, co nie podoba się amerykańskim władzom. (Trump niedawno znów oskarżył Chiny o manipulowanie kursem własnej waluty.) Ale ma ona również pozytywne aspekty dla administracji Trumpa, gdyż przyczynia się do destabilizacji chińskiego rynku finansowego i tworzy dodatkowy element nacisku na ChRL w sporze handlowym. Blokowanie ucieczki kapitału z Chin mija się z celem, gdyż kapitał ten jest przecież wyprowadzany przez ludzi, którzy nie patrzą optymistycznie na przyszłość ChRL pod rządami prezydenta Xi Jinpinga. Po co więc przeszkadzać w chronieniu majątków tym ludziom? Zwłaszcza że kapitał ten może z Hongkongu trafić później np. do USA. Hongkong może więc nadal stanowić zarówno furtkę dla Chińczyków do USA, jak i dla Amerykanów do Chin. I mało prawdopodobne jest, by ta furtka została zatrzaśnięta. To jednak nie oznacza, że Specjalny Region Administracyjny będzie odporny na wojnę handlową.

Zaplecze Państwa Środka

Hongkong zbudował swoje bogactwo na pośrednictwie w handlu z Chinami. Od XIX w. był furtką, którą wykorzystywano do prowadzenia wymiany z Państwem Środka. Odkąd w końcówce lat 70. XX w. ChRL zaczęła przechodzić transformację ku kapitalizmowi, jego rola mocno wzrosła. Inwestorzy z Hongkongu budowali fabryki w Chinach kontynentalnych i poprzez swoje miasto wysyłali produkowane tam towary w świat. Przechodziły przez nie ogromne ilości dóbr wyprodukowanych niskim kosztem w Delcie Rzeki Perłowej. Po tym jak w 1997 r. Wielka Brytania przekazała Hongkong Chinom, jego rola spadła. Chińscy decydenci szerzej otwierali swoją gospodarkę na globalizację i tworzyli swoje własne centra finansowe. Hongkong zachował ważną rolę pośrednika finansowego, ale jego rola w handlu zagranicznym zmalała na rzecz kilku innych wielkich chińskich portów. Władza w mieście została zdominowana przez przedstawicieli wielkiego prochińskiego biznesu, a wielu zwykłych mieszkańców miasta skarżyło się na postępujące upodabnianie się Hongkongu do ChRL. (Na jesieni 2014 r. wybuchła tam rewolucja parasoli – wielkie, głównie studenckie, protesty przeciwko władzom Hongkongu i Chin. Byłem świadkiem tych zdarzeń i miałem wówczas wrażenie, że ten ruch protestu spotykał się z wielką sympatią zwykłych, „rdzennych" mieszkańców miasta. Walczyły z nim najbardziej prochińskie środowiska w metropolii: wielki biznes, policja i mafia.) Zbytnie uzależnienie od Chin zaczęło być dla Hongkongu obciążeniem. Spora część jego eksportu to bowiem reeksport towarów wyprodukowanych w Chinach.

Po tym, jak w lipcu USA obłożyły karnymi cłami import z Chin warty 34 mld USD rocznie (a Chiny odpowiedziały podwyżką ceł na amerykańskie towary o takiej samej wartości), zaczęło się liczenie możliwych strat. Według danych rządu Hongkongu przez to miasto przechodzi 17 proc. chińskich towarów objętych karnymi podwyżkami ceł i 9 proc. amerykańskich dóbr obłożonych podobnymi restrykcjami. Jak na razie to zaledwie towary stanowiące 1,6 proc. obrotów handlowych Hongkongu i 0,5 proc. PKB tego Specjalnego Regionu Administracyjnego. Straty będą więc ograniczone, ale oczywiście dają o sobie znać obawy przed zaostrzeniem się konfliktu handlowego.

– Hongkong jako pierwszy może odczuć złe skutki chińsko-amerykańskiego sporu handlowego. Uderzy on nie tylko w zyski spółek, ale również kładzie się cieniem na dynamikę wzrostu gospodarczego w mieście – ostrzega Edward Yang Tau-wah, sekretarz ds. handlu i rozwoju ekonomicznego w administracji Hongkongu. Władze regionu spodziewają się, że wzrost gospodarczy może wynieść w tym roku 3,8 proc. – Jeśli wojna handlowa będzie trwała w drugiej połowie roku, to jest ryzyko, że wzrost gospodarczy będzie zbliżony do dolnej granicy przedziału 3–4 proc. – wskazuje Wilson Chong Sze-kit, ekonomista z Generalnej Izby Handlu Hongkongu.

Przemysłowcy z Hongkongu posiadający fabryki w Chinach są często namawiani przez amerykańskich kontrahentów do przenoszenia produkcji do krajów Azji nieobjętych wojną handlową: do Wietnamu, Tajlandii, na Filipiny. Ta fala przenosin już zresztą trwa i można się spodziewać, że będzie przyspieszać. Jest ona jednak długotrwałym procesem, który zwróci się dopiero po pewnym czasie. Silne powiązania z chińską gospodarką bywają, jak widać, czasem przekleństwem, choć przez lata pozwalały zbijać wielu ludziom gigantyczne fortuny. Zbawienne okazują się natomiast rosnące powiązania gospodarcze z innymi państwami Azji. O ile więc wojna handlowa pomiędzy USA i Chinami bije rykoszetem w Hongkong, o tyle pokazuje ona, że zachowanie odrębności tej metropolii od ChRL i dywersyfikacja jej związków gospodarczych jest w jak najlepszym jej interesie. Choć niepodległość Hongkongu jest ideą w obecnych warunkach niemożliwą do zrealizowania, to spowolnienie jego integracji z ChRL może się okazać bardzo dobrym rozwiązaniem dla miejscowych środowisk biznesowych. Tylko czy Chiny spowolnią proces, na którym tak mocno im zależy?

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA