REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Bessa na rynku naftowym

Ropa gatunku Brent, co prawda drożała we wtorek rano, ale od styczniowego szczytu staniała już o ponad 20 proc. Weszła więc w rynek "niedźwiedzia". We wtorek za 1 baryłkę ropy Brent płacono 54,9 dolarów. Ropa WTI straciła w tym czasie prawie 20 proc. a nad ranem jej cena spadła poniżej 50 dolarów.
Foto: AFP

Główną przyczyną silnej przeceny na rynku naftowym jest epidemia koronawirusa w Chinach. Inwestorzy obawiają się, że może ona bardzo zmniejszyć popyt na ropę w gospodarkach azjatyckich. Analitycy Citigroup prognozują, że epidemia może przyczynić się do spadku globalnego popytu na ropę o 1 mln baryłek dziennie w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2020 r. Niedawno obcięli swoją prognozę dla ceny ropy na koniec drugiego kwartału z 68 dolarów za baryłkę do 50 dolarów za baryłkę.

- Wczesne prognozy koncentrowały się tylko na popycie na transport lotniczy. Ale teraz prawdziwym ryzykiem jest mniejsza aktywność gospodarcza - twierdzi Olivier Jakob, analityk z firmy Petromatrix.

Przedstawiciele krajów produkujących ropę, należących do grupy OPEC+, będą prowadzili we wtorek i w środę dyskusje techniczne na temat ewentualnych cięć produkcji mających ustabilizować sytuację na rynku. W grudniu państwa OPEC+ produkowały 24,9 mln baryłek ropy dziennie. Ta produkcja zapewne zmniejszyła się w styczniu o 1 mln baryłek dziennie z powodu nasilenia się wojny domowej w Libii. Eksperci OPEC+ będą więc debatować nad tym, czy skoordynowane cięcia o 500 tys. baryłek dziennie wystarczą, by powstrzymać spadek cen.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA