REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Jawność pozorna

Jeśli założymy, że mogą być na polskim rynku kapitałowym
instytucje finansowe, w których Skarb Państwa ma ponad 20 proc.,
i te instytucje tworzą jakieś towarzystwa funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych, w których mają ponad 20 proc., to w przypadku,
kiedy sumaryczne zaangażowanie tych funduszy w akcje jakiejś
notowanej spółki przekroczy 20 proc., wówczas emitent ten staje się sam „spółką zobowiązaną” i wszystkie podmioty, w których
ma ponad 20 proc., też się takimi spółkami stają.

Mirosław Kachniewski prezes zarządu, SEG

Foto: Archiwum

 

Od zawsze byłem zwolennikiem podnoszenia poziomu jawności życia gospodarczego, a w szczególności zmniejszania luki informacyjnej pomiędzy spółkami notowanymi a nienotowanymi. Dodatkowo wskazywałem, że niegiełdowe spółki Skarbu Państwa (mające 38 milionów quasi-akcjonariuszy) powinny podlegać przynajmniej takim samym wymogom przejrzystości jak spółki notowane (gdzie te wymogi rozpoczynają się od zaoferowania akcji 150 osobom). Powinienem być zatem zachwycony projektem ustawy o jawności życia publicznego, której proces legislacyjny toczy się od kilku miesięcy, ale – niestety – jestem nim zatrwożony.

Trwoga moja wynika nie z konieczności tworzenia wymaganych projektem ustawy kodeksów antykorupcyjnych, zbierania podpisów i przeszkolenia wszystkich pracowników, wpisania stosownych klauzul do nowych (i prawdopodobnie też zawartych wcześniej) umów. Moim zdaniem można to zrobić mniejszym nakładem sił i środków, przy mniejszym zużyciu papieru, ale przedsiębiorcy jakoś sobie z tym poradzą, zwłaszcza, że wymóg ten dotyczy spółek stosunkowo dużych – zatrudniających powyżej 50 pracowników (taki program 50+).

Nie wynika też z tego, że projekt przewiduje konieczność zapewnienia sygnaliście (w rozumieniu ustawy jest to pracownik, który poinformuje prokuraturę o podejrzeniu zaistnienia przestępstwa korupcyjnego i otrzyma od prokuratora status sygnalisty) zatrudnienia (na niepogorszonych warunkach) do końca wszczętego z jego sygnału postępowania i jeszcze rok dłużej. Wprawdzie ten wymóg dotyczy wszystkich przedsiębiorców bez wyjątku, a w przypadku najmniejszych firm nawet tylko jeden etat przeznaczony na bieżącą współpracę z CBA może być obciążeniem przekraczającym możliwości finansowe, ale w skali kraju powinniśmy jakoś podołać. Chyba że będzie nadmiar chętnych aspirujących do tej uprzywilejowanej kasty osób z gwarantowanym zatrudnieniem i wynagrodzeniem, gdyż taka konstrukcja przepisu szczególnie zachęcać będzie do współpracy dwa rodzaje pracowników: zagrożonych zwolnieniem oraz wysoko uposażonych. Kombinacją tych dwóch czynników jest prezes spółki pod koniec kadencji obawiający się, że na kolejną nie zostanie wybrany. Zakładam jednak, że jeśli któregoś dnia się okaże, że pracownicy nie są w stanie zarobić na sygnalistów, to następnej nocy przyjęta zostanie stosowna zmiana przepisów.

To z czego w takim razie moja trwoga wynika? Otóż z przepisów dotyczących tzw. spółek zobowiązanych, które w założeniu miały odnosić się to podmiotów państwowych i samorządowych, ale w praktyce będą dotyczyć spółek, w których udział Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego względnie „państwowej lub samorządowej osoby prawnej" przekracza 20 proc. Przy czym warto dodać, że podobny próg „kontroli" został przyjęty przy powiązaniach kapitałowych. Czyli spółką zobowiązaną ma być też „każdy podmiot, w którym inna spółka zobowiązana ma co najmniej 20 proc." udziałów lub akcji.

Jeśli zatem założymy, że mogą być na polskim rynku kapitałowym instytucje finansowe, w których Skarb Państwa ma ponad 20 proc., i te instytucje tworzą jakieś towarzystwa funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych, w których mają ponad 20 proc., to w przypadku kiedy sumaryczne zaangażowanie tych funduszy w akcje jakiejś notowanej spółki przekroczy 20 proc., emitent ten staje się sam „spółką zobowiązaną" i wszystkie podmioty, w których ma ponad 20 proc., też się takimi spółkami stają. Do wszystkich przedstawionych powyżej problemów dochodzi brak wiedzy o strukturze akcjonariatu i niejasny w tym kontekście status OFE (jak najbardziej da się wyinterpretować, iż jest to część finansów państwa). Może się zatem okazać, iż „spółkami zobowiązanymi" będzie bardzo wielu emitentów.

Jest to o tyle istotne, że te „spółki zobowiązane" rzeczywiście mają bardzo poważne zobowiązania. Pierwszym z nich jest obowiązek prowadzenia i przekazywania do CBA rejestru praktycznie wszystkich umów zawierających praktycznie wszystkie ważne informacje (m.in. kontrahent, przedmiot, cena). Oczywiście od razu rozwiązuje się worek problemów formalnych i biznesowych. Czy jeśli spółka sporządzi taki wykaz, to czy aby nie wyprodukuje informacji poufnej? Bo wszystkie umowy rozproszone po firmie raczej nie stanowią informacji poufnej, ale takie kompendium wiedzy to już chyba tak. Czy w takim razie należy formalnie opóźnić taką informację? Na jak długo? A jeśli spółka uzna, że dalsze zachowanie takiego wykazu w poufności nie jest zapewnione, to musi go opublikować? I tu przechodzimy do kwestii biznesowych – czy da się zarabiać pieniądze dla inwestorów, ujawniając tak wrażliwe dane?

Drugie zobowiązanie to wymóg sporządzania i przekazywania do CBA oświadczeń majątkowych obejmujących wszystkie aktywa członków władz spółek. Co ma uczynić osoba, która nie będzie się czuć komfortowo, przekazując takie dane? Przecież skoro hakerzy mogli się włamać do systemów Pentagonu, to pewnie dadzą też radę złamać zabezpieczenia w CBA, więc dyskomfort może być w pełni zrozumiały. Alternatywa jest mało atrakcyjna – rezygnacja z pełnienia funkcji (która jednak musi nastąpić przed wejściem w życie ustawy) lub ryzyko sankcji i poddanie się kontroli skarbowej. Warto dodać, że projekt ustawy przewiduje zobowiązanie CBA do przeprowadzenia „kontroli rzetelności i prawdziwości oświadczeń majątkowych", a jeśli takie oświadczenie nie byłoby prawdziwe i kompletne, to grozi za to kara pozbawienia wolności do lat pięciu.

Starając się zakończyć ten tekst w sposób optymistyczny, napiszę, że jako SEG zgłosimy stosowne uwagi do projektu ustawy o jawności, gdyż przepisy te – mające jakiś sens w odniesieniu do podmiotów państwowych i samorządowych – kompletnie nie przystają do podmiotów notowanych na giełdzie. W wielu przypadkach stosowanie ustawy nie będzie możliwe, gdyż emitenci o statusie „spółki zobowiązanej" będą się dowiadywać ex post, a niekiedy nawet nie będą się dowiadywać nigdy. Natomiast interwencja SEG niekoniecznie musi być skuteczna. Tym bardziej że jest to „projekt zwolniony z obowiązku opracowywania założeń projektu ustaw na podstawie wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów" – chyba po to, aby nie tracić czasu na dyskusje, bo przecież korupcja nie poczeka.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA