REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Nowa nadzieja dla dużych wiatraków

Boryszewo Wind Invest (grupa Enerco) ma w ręku prawomocny wyrok sądu przeciwko Enerdze. Chodzi o wypowiedzenie długoterminowej umowy na odbiór zielonych certyfikatów.
Foto: Fotorzepa, Łukasz Solski

Pretekstem było rzekomy brak koncesji na prowadzenie farmy wiatrowej uzyskanej w terminie. - Koncesję URE dostaliśmy w wymaganym czasie, przy czym regulator był powiadomiony, że ostatnie turbiny rozpoczną pracę nieco później. One zostały zresztą dopisane do już posiadanego – tłumaczy Tomasz Podgajniak, prezes Enerco.

Spółka prowadząca farmę o mocy 32,5 MW w Darłowie nie otrzymywała zapłaty przez rok. Przez ten czas czerpała przychody z energii sprzedawanej na rynku. Podgajniak nie ujawnia ceny umownej za certyfikaty. Można się jednak domyślać, że uruchomiona w 2012 r. elektrownia, prawdopodobnie kontraktowała ich odbiór po cenach sięgających 240-250 zł/MWh. Dziś na giełdzie kosztują one dziesięciokrotnie mniej. – Za okres nierealizowanej umowy należałoby się nam odszkodowanie. Jednak dążymy do kompromisowego i pozasądowego rozwiązania sporu. Dlatego jesteśmy skłonni do negocjowania formuły spłaty należności za certyfikaty i odstąpienia od żądania rekompensaty – wylicza Podgajniak.

Energa odmówiła komentarza w tej sprawie. – Do czasu całkowitego zakończenia jest to wewnętrzna sprawa spółki – tłumaczy Adam Kasprzyk, rzecznik gdańskiego koncernu.

Korzystny wyrok jest jaskółką dla innych inwestorów wiatrowych, którym duże grupy energetyczne wypowiadały umowy długoterminowe na odbiór energii i certyfikatów. Wśród nich była Enea oraz spółka zależna Tauronu (Polska Energia - Pierwsza Kompania Handlowa).

Ta ostatnia próbowała wręcz postawić się w stan upadłości, by uniknąć odpowiedzialności za realizację umów. Zerwała je jednostronnie m.in. z firmami z grupy in.ventus, Polenergia oraz Wind Inwets.

- Ten wyrok to dobry prognostyk, bo sąd jasno wypowiedział się, że naruszanie praw nabytych nie jest dopuszczalne – wskazuje Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Zaznacza jednocześnie, że sytuacja nieco skomplikuje się z początkiem 2018 r. Bo spółki skarbu państwa stracą obowiązek odkupu energii od instalacji powyżej 500 kW. – Umowy są różnie skonstruowane, jednak w przypadku większości część dotycząca odbioru certyfikatów powinna nadal być ważna – zaznacza Gajowiecki.

Prawnik z międzynarodowej kancelarii, który chciałby pozostać anonimowy studzi hurraoptymizm inwestorów. – Nie szedłbym zbyt daleko, jeśli chodzi o przekładanie tego wyroku na inne sprawy związane z zerwaniem umów długoterminowych na certyfikaty i energię. W przypadku sprawy grupy Enerco przeciw Enerdze podstawą prawną było wygaśnięcie umowy na odbiór energii, co – według Energi miało być podstawą do wypowiedzenia także umowy na certyfikaty – wskazuje.

Ale zauważa, że w uzasadnieniu sąd najwyższy dał inwestorom pewne wskazówki. Mogą one stać się podstawą dla orzekania przez sądy w innych sprawach. - Sąd podkreślił, że umowy długoterminowe zawierane przez podmioty profesjonalnie działające na tym rynku, nie mogą być zrywane pod byle pretekstem. Zwłaszcza jeśli stanowią one podstawę do kredytowania danej inwestycji przez banki – tłumaczy prawnik. - A to daje nadzieję innym inwestorom – uważa.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA