REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy. 800 proc. w rok. Rynek pokochał fotowaltaikę?

Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy, był gościem Piotra Zająca w czwartkowym Parkiet TV. Tematem rozmowy był dynamiczny rozwój spółki i jej perspektywy w branży odnawialnych źródeł energii.

Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy

Foto: parkiet.com

Zacznę od liczb. Kurs akcji twojej spółki wzrósł w 2019 r. o blisko 800 proc. Po trzecim kwartale ubiegłego roku pokazaliście znakomite wyniki - 110 mln zł przychodów operacyjnych i 7,3 mln zł zysku netto, które przebiły dorobek z lat poprzednich. Skąd ten sukces?

Myślę, że do sukcesu to jeszcze jest nam daleko i szampana bym jeszcze nie otwierał. Co do osiągnięć – myślę, że to nie tylko kwestia czynników lokalnych, ale światowego megatrendu, który dotyczy odnawialnych źródeł energii (OZE). I mam tu na myśli zarówno aspekt ekologiczny, jak i ekonomiczny. Bo OZE stają się po prostu tańsze – zarówno fotowoltaika, wiatr, czy też magazynowanie energii. Trzeba też przyznać, że Columbus ma małe fory na polskim rynku, bo zaczął to robić jako jeden z pierwszych na skalę większą niż regionalna. Zaczęliśmy zanim pojawiły się pierwsze dotacje. Potem pojawiły się rządowe programy, w których braliśmy udział, np. „Prosument". Gdy nadeszły zmiany polityczne i chwile niepewności, to postawiliśmy na model abonamentowy i mocno się wówczas zadłużyliśmy. Zrobiliśmy coś, czego podręczniki do ekonomii zabraniają – wzięliśmy krótkoterminowy dług, na długoterminową inwestycję. Zaryzykowaliśmy i to zaprocentowało tym, że zajęliśmy pozycję lidera w Polsce – gdy rynek nie istniał, my zbudowaliśmy 1000 systemów, z których cały czas „kapie" nam ten abonament. Mieliśmy strategię skrojoną na czasy, gdy subsydiów nie było. Zaczęliśmy się rozwijać, skalować i przyszedł 2019 r. i nowe programy rządowe, w tym „Mój prąd".

Został ogłoszony dokładnie w lipcu, a ruszył we wrześniu. Czyli mocno zbiegło się to w czasie, ze skokowym wzrostem wyceny akcji Columbusa.

Systemy budowane przez nas w ramach tego programu zaczęliśmy budować pod koniec III kw., więc w tych wspomnianych wynikach jeszcze tego nie widać. Pamiętajmy, że montaż i wykazanie przychodów trochę zajmują. Mogę się pochwalić, że budujemy najszybciej na rynku od 2-3 dni do 1,5 tygodnia, w zależności od regionu i posiadanej tam ekipy montażowej. Podczas gdy średnia rynkowa to 2-3 miesiące. Myślę jednak, że „Mój prąd" będzie miał mocne odzwierciedlenie w naszych wynikach.

Czy to może być program, który da wam największego „kopa"?

To jest 1 mld dotacji, przeznaczony na 200 000 gospodarstw. To daje 5000 zł dotacji dla każdego. Do tego dochodzą ulgi podatkowe. Taki realny poziom wsparcia to jest około 25-35 proc. wartości inwestycji. Ona zwraca się w 4 do 6 lat. Moim zdaniem państwo dało wyraźny sygnał obywatelom, że warto stawiać na OZE. To nam oczywiście pomaga, ale nie jest decydujące. Myślę, że ten program wyczerpie się do końca tego roku, maksymalnie w pierwszym kwartale 2021. Ale już została zapowiedziana kontynuacja. Mam nadzieję, że jego forma zostanie zmieniona, by fotowoltaika była wspierana razem z pompami ciepła i magazynami energii. Zwłaszcza, że unijne dyrektywy, jak np. RED 2, uwalniają rynek energii dla konsumentów. Dąży się do tego, by z monopolu przejść na rozproszone źródła.

Pozwolę sobie na małe „gdybanie". Co by było gdyby ten polityczny wiatr nie wiał w waszą stronę?

To mielibyśmy polexit. To jedno, ale podkreślę te megatrendy – na świecie trwa transformacja energetyczna. Musimy sami produkować sobie energię, bo dotychczasowe rozwiązania stają się po prostu nieopłacalne. Załóżmy, że mam fabrykę i perspektywę wzrostu cen prądu, niezależną od politycznych nastrojów. Jeśli ten ostatni stanowi 15 proc. moich kosztów, to ja to mocno odczuje. Muszę się jakoś przed tym zabezpieczyć, a najprostszą formą jest 7-letni leasing na fotowoltaikę, bez żadnych dotacji, którą kupuję sobie w cenie dzisiejszej energii i leasing spłaca mi się z oszczędności. A po siedmiu latach mam spokój na kolejnych, ponad 20. Na ten moment to wciąż w Polsce duże wyzwanie, zarówno z uwagi na świadomość społeczną, dostępność rozwiązań, a także aspekty prawne. Zagranica pokazuje jednak, że trend zmierza zdecydowanie w tym kierunku i prędzej czy później, nas też to czeka.

Trzy lata temu spotkaliśmy się w studiu Parkiet TV i mówiłeś wówczas, że w 2020 r. zysk netto Columbusa sięgnie 70 mln zł. Podtrzymujesz ten optymizm?

Dwie kwestie muszę tu poruszyć. Po pierwsze trzy lata temu miałem nadzieję, że prawo będzie się jednak zmieniać szybciej. Po drugie zaczęliśmy się w tym okresie bardzo mocno skalować, w niespotykanym dotąd przeze mnie tempie. To się wiązało z dużymi inwestycjami, w kadry, szkolenia, rozwój, itd. Cały czas osiągaliśmy zysk, co pokazało, że mamy wysoką marżowość. W międzyczasie spłacaliśmy obligacje, zobowiązania i czyściliśmy bilans. W tych okolicznościach w 2018 r. osiągnęliśmy 63 mln zł przychodu. W liście do akcjonariuszy napisaliśmy, że 2019 r. zamkniemy kwotą trzykrotnie większą. Myślę, że w 2020 r. rozwiniemy się również trzykrotnie, więc przy przychodach rzędu 600 mln zł, zysk 70 mln zł jest całkiem realny. Oczywiście czas pokaże, jak będzie. Myślę, że po pierwszym kwartale będzie łatwiej odpowiedzieć na to pytanie.

A jakie macie plany? Bo między słowami czytam, że nie zamierzacie zostawać tylko przy fotowoltaice.

Zainwestowaliśmy i zamierzamy inwestować w farmy słoneczne. Już budujemy instalacje o mocy 25,5 MW, a na oku mamy aukcje na kolejnych kilkaset megawatów. Do tego dochodzi sprzedaż nowych produktów – pomp ciepła, klimatyzatorów i magazynów energii. Ponadto czeka nas cała, piękna dekada rozwoju elektromobilności w Polsce, do którego mam nadzieje, Columbus także się przyczyni w jakimś stopniu.

Co z termomodernizacją?

Szacuje się, że w Polsce do głębokiej termomodernizacji nadaje się 3,5 mln domów. Wszystkie te domy kwalifikują się do programu „Czyste powietrze", który jest 100 razy większy niż „Mój prąd". Potencjał jest więc duży. Szkopuł w tym, że władze ciągle pracują nad tym, by ten program był faktycznie drożny i efektywny, bo mówimy o ogromnych liczbach. Jest tu naprawdę wiele wyzwań. Jeśli zostaną wypracowane odpowiednie procedury oraz współpraca banków komercyjnych z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska to i ten segment stanie się dla Columbusa bardzo istotny, a przeprowadzenie termomodernizacji w 10 lat a nie 50 całkiem możliwe.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA